Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Dodaj komentarz
Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.
21 lipca 1655 roku armia szwedzka pod dowództwem feldmarszałka Arvida Wittenberga wkroczyła na ziemie Rzeczypospolitej od strony szwedzkiego Pomorza. Rozpoczął się jeden z najtragiczniejszych okresów w historii Polski – potop szwedzki.
Inwazja, która początkowo miała błyskawiczny przebieg, ujawniła dramatyczną słabość państwa polsko-litewskiego i jego armii. Skutki wojny dotknęły niemal wszystkie warstwy społeczeństwa i na wiele lat zahamowały rozwój Rzeczypospolitej.
Szwecja, rządzona przez króla Karola X Gustawa, postanowiła wykorzystać głęboki kryzys Rzeczypospolitej, uwikłanej jednocześnie w walki z Kozakami Bohdana Chmielnickiego i wojnę z Moskwą. Znaczna część Wielkiego Księstwa Litewskiego znalazła się pod okupacją wojsk moskiewskich, a główne siły armii koronnej pozostawały zaangażowane na wschodzie.
19 lipca 1655 roku przedstawicielom Rzeczypospolitej wręczono szwedzki akt wypowiedzenia wojny.
Dwa dni później armia dowodzona przez feldmarszałka Arvida Wittenberga przekroczyła granicę państwa polsko-litewskiego i wkroczyła do Wielkopolski. Rozpoczynał się „potop szwedzki” – jeden z najbardziej niszczycielskich konfliktów w dziejach Rzeczypospolitej.
Szwedzki atak nastąpił pomimo obowiązującego rozejmu zawartego w 1635 roku w Sztumskiej Wsi. Pokój pomiędzy oboma państwami nigdy nie został formalnie podpisany, ale zawieszenie broni miało obowiązywać jeszcze przez sześć lat.
21 lipca 1952 roku Najwyższy Sąd Wojskowy ogłosił wyrok w tzw. procesie komandorów.
Siedmiu wysokich oficerów Marynarki Wojennej, w większości przedwojennych żołnierzy i obrońców polskiego Wybrzeża z 1939 roku, zostało fałszywie oskarżonych o szpiegostwo, dywersję oraz przygotowywanie obalenia władz komunistycznych.
Pięciu oskarżonych skazano na karę śmierci, a dwóch na dożywotnie więzienie. Ostatecznie wykonano trzy wyroki śmierci. Proces był jednym z najgłośniejszych przykładów stalinowskiego terroru wymierzonego w przedwojenną kadrę Wojska Polskiego.
19 lipca 1399 roku w katedrze wawelskiej odbył się pogrzeb królowej Jadwigi Andegaweńskiej. Władczyni, która zmarła dwa dni wcześniej, 17 lipca, została pochowana u boku córki, Elżbiety Bonifacji.
Tamtego dnia rozpoczęła się długa i niezwykła historia tych królewskich szczątków.
Królowa Jadwiga odeszła w wieku około 25 lat, 17 lipca 1399 roku, po trudnym porodzie swojej jedynej córki. Elżbieta Bonifacja przyszła na świat 22 czerwca, ale zmarła po zaledwie trzech tygodniach. Królowa także gasła w oczach – cierpiała prawdopodobnie na gorączkę połogową. Przeżyła swoje dziecko o zaledwie kilka dni.
19 lipca 1974 roku o godz. 11:15 uruchomiono zegar na Wieży Zygmuntowskiej odbudowywanego Zamku Królewskiego w Warszawie. Wydarzenie oznaczało zakończenie pierwszego etapu rekonstrukcji gmachu – oddanie jego bryły w stanie surowym.
Zegar był pierwszym całkowicie ukończonym i działającym urządzeniem w powstającym z ruin Zamku.
Godzina uruchomienia nie była przypadkowa. Wskazówki poprzedniego zegara zatrzymały się na godz. 11:15 dnia 17 września 1939 roku, gdy Zamek znalazł się pod intensywnym niemieckim ostrzałem artyleryjskim i bombardowaniem. W płomieniach stanęły wówczas między innymi Wieża Zygmuntowska, Wieża Władysławowska, dach nad Salą Senatorską oraz skrzydło od strony Wisły. Uszkodzony zegar pozostawał nieruchomy aż do ostatecznego zniszczenia budowli.
Według najczęściej przyjmowanej wersji 20 lipca 1797 roku w Reggio Emilia po raz pierwszy publicznie wykonano „Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”, znaną dziś jako „Mazurek Dąbrowskiego”.
Utwór powstał między 16 a 19 lipca 1797 roku, gdy do miasteczka przybyli polscy legioniści pod wodzą generała Jana Henryka Dąbrowskiego. Towarzyszył im Józef Wybicki – polityk, prawnik, działacz niepodległościowy, który napisał tekst pieśni.
Pierwsze publiczne wykonanie utworu miało miejsce podczas uroczystości pożegnania legionistów opuszczających Reggio Emilia. Wykonawcą był prawdopodobnie sam autor tekstu, Józef Wybicki, być może z żołnierzami.
Niestety, autor artykułu nie popisał się eurydycją. Sienkiewicz też nie wykazał się obiektywizmem.
W młodości Janusz Radziwiłł był szczerym patriotą!!!
Kluczem do zrozumienia postawy Janusza Radziwiłła jest jego udział, jako 27-letniego młodzieńca w tzw. Rokoszu Zebrzydowskiego przeciwko despotycznym zapędom króla Zygmunta III. https://duckduckgo.com/?q=Rokosz+Zebrzydowskiego&t=newext&atb=v355-1&ia=web
Niestety, rokosz się nie powiódł, został stłumiony głównie dzięki niemieckim najemnikom i Żókiewskiemu. Od tego czasu autorytet królewski upadł w błoto. Król nie miał zaufania i szacunku ani u szlachty, ani u magnatów. Miał niestety na usługi zdolnego dowódcę, ale politycznego analfabetę i wykidajłę, Żółkiewskiego. Miał też jezuitów, a właściwie to był ich kukiełką. Był też zamach na Zygmunta III dokonany przez imć Piekarskiego, nieudany, niestety.
Po śmierci Jana Zamoyskiego, nie było już żadnego autorytetu w Rzeczypospolitej. A gdy Władysław IV podburzył Kozaków do powstania, to już na ostro uważano Wazów za zdrajców. Rządy Jana Kazimierza to było dno dna i dwa metry mułu. Myślano, że gorzej już być nie może – ktokolwiek, byle nie ta ciota. Przypominam, że Sobieski też przyłączył się do Gustawa. Ostatecznie Jan Kazimierz abdykował, o wiele lat za późno.
Janusz Radziwiłł był postacią tragiczną. Nie był po prostu zdrajcą i karierowiczem. W tamtym czasie elity Wielkiego Księstwa jeszcze łudziły się, że WKL może mieć własną koronę i zerwać Unię. Byli obrażeni na Polaków za Unię Lubelską i utratę Ukrainy.
Gdyby Szwedzi rzeczywiście zagwarantowali niepodległość i własną koronę Litwie, to wszyscy wzięli by w ciemno.
Działania Janusza Radziwiłła trzeba rozumieć w tym szerszym kontekście.