Wśród barwnych i brutalnych postaci przestępczego świata Chicago lat 20. XX wieku wyróżniał się jeden człowiek, który wzbudzał respekt nawet w sercu najbardziej legendarnego gangstera Ameryki – Ala Capone.
Był to Henryk Wojciechowski, znany szerzej jako Earl „Hymie” Weiss – polski emigrant, świetny gangsterski strateg i śmiertelny wróg „Człowieka z Blizną”.
Urodził się 25 stycznia 1898 roku w Sieradzu jako Henryk Wojciechowski. W wieku trzech lat wraz z rodziną opuścił Polskę i zamieszkał w Chicago. Jego rodzice, Walenty S. Wojciechowski i Mary Bruszkiewicz, po emigracji do Stanów Zjednoczonych przyjęli bardziej amerykańsko brzmiące nazwisko – William i Mary Weiss. Oprócz Earla wychowywali jeszcze czworo dzieci: Bernarda, Fredericka, Josepha i Violettę.
Ojciec Henryka, Walenty, w poszukiwaniu pracy przeniósł rodzinę do północnej części miasta – dzielnicy Irlandczyków, znanej jako „Little Hell”. Tam młody Henryk/Earl zaprzyjaźnił się z Charlesem Deanem O’Banionem, co przesądziło o jego przyszłości.
Chodził wszędzie z różańcem
Wspólnie z O’Banionem założyli gang North Side, który szybko przekształcił się w jedną z najpotężniejszych organizacji przestępczych Chicago. Zajmowali się wymuszeniami, przemytem alkoholu z Kanady, napadami i nielegalną dystrybucją gazet.
Początkowo współpracowali z grupą przestępczą, dowodzoną przez Ala Capone i Johnny’ego Torrio, operującą w innej części miasta. Jednak po 1921 roku drogi obu organizacji — włoskiej z południa i irlandzkiej z północy Chicago — zaczęły się rozchodzić, a pokojowe relacje szybko przerodziły się w zaciekłą rywalizację.
Mimo konkurencji z innymi gangami Wojciechowski i jego partnerzy stworzyli dochodowe imperium. Gdy w listopadzie 1924 roku Dion O’Banion został zastrzelony w swojej kwiaciarni przez ludzi Capone, Wojciechowski – dotąd jego prawa ręka – przejął dowództwo nad swoim gangiem. Od tej chwili jego głównym celem była zemsta.
Wojciechowski był gangsterem nieprzeciętnym – bezwzględnym i inteligentnym, a jednocześnie głęboko religijnym. Choć media przypisały mu żydowskie pochodzenie (stąd przydomek „Hymie”), był on żarliwym katolikiem. Zawsze nosił przy sobie pistolet i różaniec. Mówiono, że modlił się przed każdą akcją, a nawet planował „udzielać ostatniego namaszczenia” swoim ofiarom.
Zasadzki na Ala Capone
Wojciechowski polował na obu włoskich przywódców – i na Johnny’ego Torrio, i na Ala Capone. Torrio, postrzelony przez Wojciechowskiego, po kilku latach ostatecznie wycofał się z biznesu i wyjechał do Włoch, zostawiając wszystko w rękach słynniejszego partnera. Póki co obaj Włosi musieli uciekać przed zasadzkami Polaka.
Wojciechowski urządzał polowania także na „Człowieka z blizną”. 12 stycznia 1925 roku zorganizował pierwszy zamach na Ala Capone. Wraz z Vincentem Druccim i Georgem „Bugsem” Moranem ostrzelał samochód gangstera. Kule raniły ochroniarzy, lecz Capone cudem przeżył. Był to jednak cios, który na zawsze odmienił podejście słynnego włoskiego gangstera do spraw bezpieczeństwa – od tego momentu poruszał się wyłącznie opancerzonym cadillakiem i otaczał się liczną obstawą.
Kolejny zamach Polaka na Włocha miał miejsce 20 września 1926 roku w Cicero, w Hawthorne Inn – głównej siedzibie Capone. Gang North Side ostrzelał budynek z karabinów maszynowych, oddając blisko tysiąc strzałów. I tym razem Capone wyszedł z ataku bez szwanku – uratował go ochroniarz, który rzucił się na niego, osłaniając własnym ciałem.
Wojciechowski nie poprzestawał na otwartych atakach. Według relacji próbował też subtelniejszych metod, jak na przykład zatrucie Capone przez jednego z kucharzy. Spisek jednak się nie powiódł, a kucharz został brutalnie zamordowany.
Zemsta należała do Włochów
Al Capone był na tyle przerażony, że sam zaproponował rozejm. Podczas spotkania pojednawczego 4 października 1926 roku Wojciechowski zażądał wydania sprawców zabójstwa Diona O’Baniona. Capone odrzucił jednak te warunki, co skłoniło Wojciechowskiego do planowania bardziej radykalnych działań w imię zemsty.
Tym razem jednak to Capone uprzedził jego ruch. 11 października 1926 roku, dokładnie 40 dni po drugim zamachu na „Człowieka z blizną”, Henryk Wojciechowski sam został zabity, najprawdopodobniej przez Włochów. Zamachowcy zasadzili się na niego na drugim piętrze kwiaciarni, należącej niegdyś do Diona O’Baniona. Kiedy Wojciechowski o godzinie 16:00 przechodził obok pobliskiej katedry Najświętszego Imienia Jezus w centrum Chicago, otworzono do niego ogień. W ciele Polaka znaleziono 10 kul. Miał zaledwie 28 lat. Do dziś w murach katedry widoczne są ślady po tamtej strzelaninie.
Czytaj też: O. Sakowicz, rektor katedry w Chicago: Leon XIV to „syn swojego miasta”
W kieszeniach Wojciechowskiego znaleziono ponad 5 tysięcy dolarów w gotówce, listę przysięgłych sędziów i różaniec. Pochowano go na cmentarzu Mount Carmel, tuż obok jego przyjaciela Diona O’Baniona. Wiele lat później w tym samym miejscu spoczął także ich największy wróg – Al Capone.
Choć kariera polskiego gangstera trwała zaledwie kilka lat, Wojciechowski stał się jedną z najważniejszych postaci amerykańskiego podziemia przestępczego. W przeciwieństwie do operujących w Polsce „Taty Tasiemki” czy „Doktora Łokietka”, Henryk Wojciechowski (aka Earl „Hymie” Weiss) miał realny wpływ na światową historię mafii. Nieomal udało mu się pokonać samego Ala Capone – do dziś powtarza się, że Wojciechowski był jedynym człowiekiem, którego „Człowiek z Blizną” naprawdę się bał.
Po śmierci Polaka krążyły plotki, że pozostawił po sobie fortunę wartą 1,3 miliona dolarów, jednak oficjalnie oszacowano jego majątek na zaledwie 10 tys. dolarów. Jak było naprawdę, pewnie nigdy się nie dowiemy.
Kresy.pl / Wikipedia / ArtMundus / Onet
Czytaj też: W Chicago zdemontowano dwa pomniki Kolumba









