Po raz pierwszy w historii Dzwon Zygmunta nie odezwał się podczas ważnej uroczystości państwowej. Podczas zaprzysiężenia prezydenta Karola Nawrockiego na Wawelu zabrakło wystarczającej liczby dzwonników.
Efektem była cisza, którą abp Marek Jędraszewski nazwał „skandalem”. Wydarzenie stało się początkiem gorącego sporu.
Jak informowało Polskie Radio Kraków, w dniu uroczystości nie stawiła się wymagana liczba osób, by bezpiecznie uruchomić największy polski dzwon. Do obsługi potrzeba co najmniej ośmiu dzwonników, a najlepiej dwunastu.
Elitarne grono dzwonników
Początkowo, w XVI wieku, dzwonem Zygmunt opiekowali się świątnicy katedralni. Przez kolejne stulecia obowiązek ten przejęli krakowscy cieśle, a następnie pracownicy Wzgórza Wawelskiego. Od połowy XX wieku dzwon poruszają już osoby wywodzące się z różnych środowisk i zawodów. Obecnie grono dzwonników liczy około trzydziestu osób – najstarsi biją w Zygmunta od ponad pół wieku, najmłodsi zdobywają doświadczenie od kilku lat. Dawniej dzwonnicy byli mężczyznami, ale obecnie w ich gronie jest kobieta.
Standardowo dzwonienie trwa około sześciu minut, lecz przy wyjątkowych okazjach, jak procesje, rozbrzmiewa znacznie dłużej. Zwierzchnikiem dzwonników pozostaje proboszcz Katedry Wawelskiej, który decyduje o ich wezwaniu.
Milczenie Dzwonu podczas inauguracji prezydentury Karola Nawrockiego miało być spowodowane sezonem urlopowym – tak absencję tłumaczyła krakowska kuria. Nieoficjalnie mówi się jednak o tym, że niestawienie się przy Dzwonie było formą protestu części dzwonników. To pierwszy przypadek, gdy Zygmunt nie rozbrzmiał w chwili o randze państwowej.
Media: Powstaje „Spiżowa Gwardia Rezerwy”
Na fali krytyki Krakowskie Bractwo Kurkowe ogłosiło powołanie „Spiżowej Gwardii Rezerwy” Dzwonu Zygmunt. Nowa formacja ma zapewnić stałą gotowość do obsługi dzwonu i reagować na każde wezwanie proboszcza Katedry Wawelskiej, ks. Pawła Barana.
Warunki przystąpienia są restrykcyjne: kandydaci muszą być mężczyznami „w sile wieku”, praktykującymi katolikami, z pozytywną opinią własnego proboszcza. Zobowiązani są także do comiesięcznej ofiary w wysokości co najmniej 50 zł i gotowości do pełnienia dyżurów „na wzór stosunku pracy” – z obowiązkiem zgłaszania nieobecności czy zwolnień lekarskich.
Media głównego nurtu wiążą inicjatywę z postacią arcybiskupa Marka Jędraszewskiego. Krakowska kuria na razie nie odniosła się jednak oficjalnie do pomysłu powołania rezerwowej formacji.
W tle rywalizacja bractw kurkowych
Powodem dodatkowego zamieszania jest to, że w Krakowie działają dwie organizacje o zbliżonych nazwach. Towarzystwo Strzeleckie Bractwo Kurkowe w Krakowie – najstarsze, działające od 1257 roku – odcięło się od inicjatywy „Spiżowej Gwardii”.
W specjalnym oświadczeniu wysłanym do ponad 40 instytucji, w tym władz miasta i państwa, starszy bractwa Zdzisław Grzelka podkreślił, że jego organizacja nie ma nic wspólnego z rekrutacją do nowej grupy. Winą za zamieszanie obarczył Gniewomira Rokosz Kuczyńskiego, byłego członka, założyciela inicjatywy o nazwie „Zjednoczenia Organizacji Historycznych i Strzeleckich Bractwo Kurkowe Rzeczypospolitej” (ZOHiSBKR).
„Zbieżność nazwy i strojów upodabnia tę grupę do naszego bractwa, co wprowadza w błąd opinię publiczną. Pragniemy jasno zaznaczyć, że nie uczestniczymy w tworzeniu żadnej «Spiżowej Gwardii»” – czytamy w komunikacie Zdzisława Grzelki. Warto podkreślić, że wspomniane krakowskie bractwa kurkowe pozostają w konflikcie od kilku lat.
Do obsługi dzwonu potrzeba jednak wyszkolonych dzwonników, a milczenie Zygmunta podczas zaprzysiężenia wywołało falę komentarzy w całej Polsce. Krakowska kuria na razie milczy w tej sprawie.
Kresy.pl / Polskie Radio Kraków / TVN24 / Katedra Wawelska































