Zostaw odpowiedź
Chcesz przyłączyć się do dyskusji?Nie krępuj się!
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.
2 czerwca 1943 roku — według innych relacji 5 czerwca — wieś Hurby w powiecie zdołbunowskim na Wołyniu stała się miejscem zbrodni dokonanej na polskiej ludności cywilnej. Według dostępnych opracowań napadu dokonały oddziały UPA wspierane przez lokalne formacje SKW (Samoobronne Kuszczowe Widdiły) oraz Ukraińców z okolicznych wsi.
Był to element ludobójstwa, którego celem było usunięcie Polaków z terenów wschodnich II Rzeczypospolitej.
Wieś Hurby, całkowicie polska, nie posiadała zorganizowanej samoobrony. Wieczorem 2 czerwca 1943 roku została otoczona przez około tysiąc napastników.
Zakład Narodowy im. Ossolińskich, znany powszechnie jako Ossolineum, to jedna z najstarszych i najważniejszych instytucji naukowych i kulturalnych w Polsce.
Jego historia, nierozerwalnie spleciona z losami kraju, rozpoczęła się w 1817 roku, gdy hrabia Józef Maksymilian Ossoliński ufundował we Lwowie instytucję, mającą chronić i rozwijać dziedzictwo narodowe.
4 czerwca 1817 roku cesarz Austrii Franciszek I zatwierdził akt fundacyjny Zakładu Narodowego im. Ossolińskich. Ossoliński zaplanował go jako kompleks łączący bibliotekę, muzeum i wydawnictwo – miejsce, które miało pomagać zniewolonemu narodowi zachować tożsamość.
2 czerwca 1979 roku Jan Paweł II rozpoczął swoją pierwszą pielgrzymkę do Polski. Była to wędrówka, która na zawsze odmieniła oblicze kraju.
Papież-Polak odwiedził wówczas Warszawę, Gniezno, Częstochowę, Kalwarię Zebrzydowską, Oświęcim, Wadowice, Nowy Targ i Kraków. Jego wizyta, trwająca dziewięć dni, była wydarzeniem religijnym oraz impulsem politycznym.
Atmosfera w kraju w tamtym czasie była napięta. Po wydarzeniach z czerwca 1976 roku społeczeństwo zaczęło coraz głośniej wyrażać sprzeciw wobec reżimu. Kościół katolicki stawał się przestrzenią wolności i duchowego wsparcia dla milionów wiernych. Wybór Karola Wojtyły na papieża w 1978 roku wstrząsnął władzami PRL, które nie mogły zignorować jego pragnienia odwiedzenia ojczyzny.
Bitwa pod Batohem, stoczona 1–2 czerwca 1652 roku, należy do najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii Rzeczypospolitej Obojga Narodów. Choć często pozostaje w cieniu bardziej znanych starć, jej skutki były wyjątkowo ciężkie dla państwa polsko-litewskiego.
Rzeź polskich jeńców i zniszczenie znacznej części zawodowego wojska koronnego sprawiły, że bitwa ta bywa określana mianem „sarmackiego Katynia”.
Wśród licznych rocznic związanych z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, niesłusznie pomijane jest jedno z najistotniejszych wydarzeń 1918 roku: deklaracja wersalska.
3 czerwca 1918 roku w Wersalu szefowie rządów Francji, Wielkiej Brytanii i Włoch ogłosili deklarację, w której uznali utworzenie „zjednoczonego i niepodległego państwa polskiego z wolnym dostępem do morza” za jeden z warunków trwałego i sprawiedliwego pokoju w Europie.
Stany Zjednoczone nie podpisały dokumentu, ponieważ występowały w koalicji antyniemieckiej jako państwo stowarzyszone, a nie formalnie sprzymierzone, jednak deklaracja miała duże znaczenie dla umiędzynarodowienia sprawy polskiej.
Wydawnictwo Replika opublikowało nowe wydanie wspomnień Edwarda Bucy, żołnierza Armii Krajowej, więźnia sowieckich łagrów i jednego z przywódców buntu w Workucie.
Edward Buca nie jest postacią szerzej znaną, a szkoda, ponieważ był człowiekiem wyjątkowym. Być może dzięki książce wydanej nakładem Wydawnictwa Replika polski odbiorca lepiej pozna tę niezwykłą postać z Kresów.
Urodził się 24 marca 1926 roku we wsi Nadyby, położonej w rejonie samborskim, i zamieszkanej głównie przez Polaków (obecnie Ukraina). Jego ojciec pracował jako technik budowlany w PKP. Edward był najmłodszym dzieckiem w rodzinie — miał trzech braci i dwie siostry. Przed wybuchem II wojny światowej ukończył sześć klas szkoły powszechnej.
“7 września 1621 roku, szarża około 600 husarzy rozbiła i spędziła z pola około 10 000 żołnierzy Imperium Osmańskiego, na widok czego młody sułtan Osman II rozpłakał się z bezsilności”. No i zadnej wzmianky o Sagjdacznym(
On w tej szarży udziału nie brał 🙂
A o Kozakach w artykule całkiem sporo…
Ależ oczywiście, że brał!…
A moze ma Pan artykul w jakim ma wiecej czsegolow udzialu wojsk kozackich, interesujaca bylo bym poczytac jak to sojuznicy odbieraja))Naprzyklad jak rozumem ze zaporozcy to byl samy lyczny kontyngent tej bitwy po stronie RP?
Na stronie http://www.radoslawsikora.republika.pl/materialy/Chocim1621/Chocim1621.pdf wisiał do niedawna mój artykuł (ale po angielsku) o tej bitwie. Ściągnąłem go, bo muszę usunąć z niego jedną grafikę, a dodać trochę tekstu, bo w międzyczasie znalazłem kilka nowych, ciekawych źródeł. Mogę go w tej chwili na priv podesłać. W tej starej wersji oczywiście.
W tym artykule, który teraz komentujemy, pisałem o sytuacji aprowizacyjnej wojsk. O Kozakach w tym kontekście nie ma aż tak wielu źródeł, bo zdecydowana większość źródeł pochodzi od polskich uczestników tej bitwy. A oni siłą rzeczy koncentrowali się na tym, co było dla nich najważniejsze, czyli kwestię Kozaków poruszali rzadziej.
Najciekawiej i bardzo pochlebnie o udziale Kozaków pisze Auxent (Ormianin z Kamieńca Podolskiego i świadek bitwy). Nie wiem, czy go na Ukrainie wydano. Ja korzystam z wersji tłumaczonej na angielski (z oryginalnym tekstem ormiańsko-kipczackim obok).
A co do rzeczywistej liczebności poszczególnych kontyngentów, to nie można udzielić jednoznacznej odpowiedzi. Źródła zwykle podają wielkości etatowe. I jeśli tylko je brać pod uwagę, to Zaporożców (ok. 40tys.) rzeczywiście było nieco więcej niż wojsk litewsko-polskich (ponad 32 tys.). Ale ponownie podkreślam, że liczebność etatowa, a liczebność rzeczywista to dwie różne rzeczy. Jakie były stany rzeczywiste, tego nie wie nikt.
A ponadto armia to nie tylko żołnierze, ale i luźna czeladź. Ta ostatnia była rzeczywistą siłą bojową, choć nie nazywano ich żołnierzami, ani żołdu im nie płacono. Pod Chocimiem luźna czeladź brała udział w walkach i radziła sobie w nich całkiem nieźle. W kawalerii polskiej luźnej czeladzi było znacznie więcej niż tak zwanych żołnierzy. Na przykład Auxent pisał, że w czasie bitwy chocimskiej pod Lwowem zgromadziło się 40 000 żołnierzy (to był odwód strategiczny dla wojsk walczących pod Chocimiem; była tam gwardia króla z nim samym i gromadziło się tam pospolite ruszenie), ale wraz z czeladzią było to już 200 000 ludzi. Może lekko przesadził, a może nie… Inne źródła z innych lat również podają tak wielką liczbę luźnych, ciągnących z wojskiem. Ja zwykle przyjmuję, że luźnej czeladzi było 2-3 razy więcej niż kawalerzystów. To oczywiście dotyczy kawalerii polskiej i litewskiej.
Jeśli więc uwzględnić luźną czeladź, to wojsk litewsko-polskich powinno być więcej niż Kozaków i ciągnących z nimi ludzi (u Zaporożców także było sporo ludzi ciągnących za wojskiem, choć nie aż tak wiele, co w kawalerii polskiej).
Tak bardzo orientacyjnie można oszacować, że rzeczywista liczba “żołnierzy” RP wynosiła 40 tys. (tyle podał A.S. Radziwiłł; sądzę, że był dobrze zorientowany w temacie), z czego połowa to Kozacy. Całkowita liczebność wojska to 100 tys., z czego 40 tys. Kozaków i ludzi, którzy z nimi przyszli oraz 60 tys. żołnierzy litewskich i polskich oraz ich luźnej czeladzi.
I jeszcze jedno. Polecam mój artykuł na temat luźnej czeladzi:
http://www.radoslawsikora.republika.pl/materialy/zapomnianaarmia.pdf
Tam także o liczebności wojsk “tureckich” pod Chocimiem i o tym, dlaczego w źródłach podaje się tak wielką ich liczbę, choć w rzeczywistości było ich znacznie mniej. Tam także i o Tatarach – skąd tak wielka ich liczba w źródłach, a tak niska w opracowaniach.
Dziękuje bradzo za odpowiedzi, jak mogete podeslac tiego artykuła na [email protected] bede Panu wdzięczny) Jest to interesujące zobaczys jak po waszej stronę)
Panie Parnikoza te wydarzenia miały miejsce tylko i wyłącznie po stronie Polsko Tureckiej -innych stron nie było.
Zapomnil Pan powiedic “i nie potrzebno..”))
P.Parnikoza Jeśli jest Pan przeciwnego zdania to proszę o 1 przykład udziału ukraińca w tej potrzebie.
Panie Mohort, mieliśmy tu już dyskusję na temat pojęcia Ukrainiec w tamtym okresie. Podałem wtedy polskie źródła, które tym pojęciem operowały w odniesieniu do roku 1620. Takie pojęcie w języku polskim wówczas istniało, więc proszę sobie darować złośliwości. Pod Chocimiem w 1621 zgromadzili się mieszkańcy Rzeczpospolitej Królestwa Polskiego i Wielkiego Księstwa Litewskiego (nie licząc żołnierzy zaciężnych z państw niemieckich, Siedmiogrodu itd.), w tym i Ukraińcy.
Panie Sikora cenię bardzo Pańską wiedzę odnośnie tematu natomiast nie rozumiem Pańskich zastrzeżeń i twierdzenia o mojej rzekomej złośliwości odnośnie pojęcia ukrainiec.W roku 1620 oczywiste jest że istniało pojęcie u-krainiec w odniesieniu do mieszkańca tych ziem nie istniało pojęcie narodu. Chyba że mimo całej swojej wiedzy w tym temacie celowo dopuszcza się pan przekłamań.,, (nie licząc żołnierzy zaciężnych z państw niemieckich, Siedmiogrodu itd.), w tym i Ukraińcy. Jeśli Pan twierdzi tak jak w cytacie z Pańskiej wypowiedzi to proszę umotywować to twierdzenie.Ukraińcy jako naród nie istnieli w tym czasie .
Panie Mohort,
prosił Pan o „1 przykład udziału ukraińca w tej potrzebie”. I to ukraińca pisanego małą literą. Jak rozumiem nie chodziło Panu wtedy o współczesną nam narodowość ukraińską, bo jej przedstawicieli piszemy z litery dużej, czyli Ukraińcy. Tak samo jak Polacy, Rosjanie, Niemcy itd. Jako, że jest Pan Polakiem, to spodziewam się, że zasady języka polskiego są Panu znane i że ten “ukrainiec” to nie przypadek. Odpowiedziałem więc Panu na postawione pytanie.
Gdy okazało się, że termin „ukrainiec” istniał w 1621 roku (a nawet pisano o „ukraińcach-kozakach”), nagle zmienia Pan swoje oczekiwania i prosi o dowód na to, że ówczesny ukrainiec znaczył to samo co dzisiejszy Ukrainiec. Nie znaczył. Tak jak ówczesne pojęcie „Polak” nie odpowiada dzisiejszemu. Jak już wcześniej (w innej dyskusji) pisałem, znaczenie terminów ewoluuje. Polakiem (ba, nawet „Piastem”) nazywano naszego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który był Rusinem. Ukraińcami zaś nazywano wtedy mieszkańców Ukrainy.
A przy okazji, to co podkładano wówczas pod pojęcie Ukraina, nie pokrywa się z obecnymi jej granicami. Ukraina wówczas odpowiadała mniej więcej temu, czym było ówczesne województwo kijowskie. Czyli terenom na wschód od Wołynia, Podola i Bracławszczyzny.
Mam nadzieję, że teraz wszystko jasne 🙂
.P.Sikora. Jako, że jestem Polakiem, to zasady języka polskiego są Mi znane i ten “ukrainiec” to nie przypadek. Odpowiedziałem więc Panu na postawione pytanie. Termin „ukrainiec” istniał w 1621 roku (a nawet pisano o „ukraińcach-kozakach”), nagle zmienia Pan swoje oczekiwania i prosi o dowód na to, że ówczesny ukrainiec znaczył to samo co dzisiejszy Ukrainiec.Oczywiście bo dla kogoś mniej zorientowanego w tym temacie jest to równoznaczne z obecnym lecz z gruntu błędnym pojęciem.,, Nie znaczył. Tak jak ówczesne pojęcie „Polak” (bardziej zasadnym oczywiście jest ,,Lach lub ,,Lechita”.)nie odpowiada dzisiejszemu. Jak już wcześniej (w innej dyskusji) pisałem, znaczenie terminów ewoluuje. Polakiem (ba, nawet „Piastem”) nazywano naszego króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego, który był Rusinem. Ukraińcami zaś nazywano wtedy mieszkańców U-krainy. A przy okazji, to co podkładano wówczas pod pojęcie U-kraina, nie pokrywa się z obecnymi jej granicami bo z oczywistych względów nie ma nic ze sobą wspólnego . Ukraina wówczas odpowiadała mniej więcej temu, czym było ówczesne województwo kijowskie. Czyli terenom na wschód od Wołynia, Podola i Bracławszczyzny. ci jest określeniem geograficznym a nie etnicznym, znaczenie terminów ewoluuje i jak długo by nie dokonywać manipulacji językowych i wykładni ich znaczenia nie ma żadnej możliwości dopasowania ówczesnej wykładni do dzisiejszego znaczenia słowa Ukrainiec.Rzecz dotyczy odrębnych pojęć.