7 maja 1656 roku, pod Kłeckiem, niespełna 20 km od Gniezna, doszło do bitwy ze Szwedami. Historycy zgodnie twierdzą, że wojsko polskie ją przegrało. I tylko źródła nie bardzo chcą się z tym zgodzić…

Dlaczego „przegraliśmy” bitwę?

Skąd pomysł, że Polacy przegrali? Z dwóch przesłanek. Pierwsza jest prawdziwa – po kilkugodzinnym boju Szwedzi utrzymali pole walki, a wojsko polskie o zachodzie słońca je opuściło. Druga przesłanka jest fałszywa – w bitwie mieliśmy ponieść znacznie wyższe straty od przeciwnika. Jak to „mieliśmy”? To nie ponieśliśmy? Ano nie…

Historycy szacują straty polskie na około 1000 zabitych żołnierzy. Robią to w oparciu o jedno źródło – „Annalivm Poloniae Climacter Secvndvs. Bella Sueticum, Transyluanicum, Moschouiticum, aliasq[ue] res gestas ab Anno 1655, ad Annum 1661” Wespazjana Kochowskiego. Wspomniany Kochowski, jako towarzysz chorągwi husarskiej wojewody krakowskiego Władysława Myszkowskiego, walczył pod Kłeckiem. Jego relacja jest więc stosunkowo wiarygodnym źródłem informacji. Co za tym idzie, współcześni historycy, oceniając wielkość strat polskich, słusznie postępują opierając się właśnie na nim, a nie na siedemnastowiecznym szwedzkim historyku tej wojny, Samuelu Pufendorfie, który liczbę poległych Polaków określił na 3100, z czego 600 miało paść na polu bitwy, a 2500 w pogoni[1]. Pufendorfa w bitwie nie było i to go od Kochowskiego różniło.

Jaki jest więc problem z relacją Kochowskiego? Ano taki, że została przez któregoś z naszych starszych historyków źle odczytana, a wszyscy kolejni powtórzyli za nim ten błąd. A polega on na tym, że rzymską cyfrę XXXX (Kochowski pisał po łacinie i liczbę zabitych zapisał cyframi rzymskimi) przetłumaczył na 400. A przecież oznacza to nie 400, lecz 40!

W oryginale mamy:

„Interiere ad XXXX ex comilition, Kiełczowski, Goszczymiński, Burzyński &c. vulnerati plures, inter alios Vladis;aus Wiczkowski Marchionis Myszkowij vetus Optio: […]”[2]

Co oznacza:

„poległo niemal czterdziestu spośród towarzystwa, Kiełczowski, Goszczymiński, Burzyński i inni, a wśród licznych rannych znajdował się Władysław Wilczkowski, długoletni porucznik margrabiego Myszkowskiego […]”[3]

Nie wiem, który historyk jako pierwszy odczytał owe XXXX jako 400, ale jest to błąd co najmniej stuleni. W 1913 roku Ludwik Kubala wydał książkę „Wojna szwedzka w roku 1655 i 1656 (Szkiców historycznych serya IV)”, w której można już go dostrzec. Dociekanie, kto wprowadził do obiegu fałszywe dane pozostawię innym. W tym momencie najważniejsze jest to, że żaden z późniejszych historyków nie zrobił tego, co powinien, czyli nie sięgnął do oryginału i nie sprawdził co naprawdę Kochowski napisał. Jest to tym dziwniejsze, że w 1966 roku wydano polskie tłumaczenie tej części dzieła Kochowskiego, w którym Leszek Kukulski prawidłowo odczytał liczbę poległych towarzyszy!

No dobrze, ale jak z 400 towarzyszy zrobiło się 1000 zabitych? Otóż historycy przyjęli, że towarzysze nie byli jedynymi, którzy zginęli w tej bitwie. Poniekąd słusznie, gdyż byłby to wyjątkowy wypadek. W starciach ginęli także pocztowi. Ilu? Chyba pierwszym, który łączną liczbę poległych oszacował na około 1000 był Tadeusz Nowak[4]. Pisał on „zapewne” bo i pewności żadnej mieć nie mógł. W różnych bitwach stosunek zabitych pocztowych do towarzyszy różnie się kształtował. Czasem ginęło ich mniej niż towarzyszy (np. w szarży husarii pod Chocimiem, 7 września 1621 roku, zginęło 11 pocztowych i 22 towarzyszy)[5], a czasem wielokrotnie więcej. Przyjęta proporcja 1,5 pocztowego na 1 towarzysza byłaby całkiem rozsądna, gdybyśmy nie mieli żadnych źródeł mówiących o stratach wojsk polskich w tej bitwie. Sęk w tym, że mamy i że Tadeusz Nowak, który je doskonale znał, odrzucił je jako mało wiarygodne, sugerując się owymi „400 zabitymi” towarzyszami. Tak więc jeden błąd pociągnął za sobą kolejny…

Co wiemy o stratach wojsk polskich i szwedzkich w tej bitwie? Zacytuję fragment swojej pracy z 2010 roku:

„Wojsko koronne ustąpiło z placu boju, pozostawiając na nim 9 zabitych ludzi[6] i bliżej nieokreśloną ilość koni, choć faktyczne straty wynosiły mniej niż 70 zabitych i postrzelonych żołnierzy[7], w tym niemal 40 zabitych towarzyszy[8]. Biorąc pod uwagę fakt, że bitwa trwała ok. 5 godzin i że armia polska liczyła sobie co najmniej 12 000 ludzi, były to straty znikome[9]. Pamiętając zaś o tym, że Szwedzi pod dowództwem ks. Adolfa Jana, których armia liczyła sobie mniej więcej 7000 ludzi, stracili w tej bitwie ok. 500 żołnierzy[10], nie dziwi fakt, że początkowo bitwę tę niektórzy potraktowali jako polskie zwycięstwo[11] a sami Szwedzi i ich sojusznicy do jej wyniku podchodzili bez euforii.”[12]

Bitwa pod Kłeckiem nie była polskim zwycięstwem. Nie była jednak i porażką. Było to starcie, po którym żadna ze stron nie mogła się czuć usatysfakcjonowana. Jednocześnie obie strony wykorzystały jej wynik w celach propagandowych. Polacy wskazywali wielkie straty Szwedów, podkreślając niewielkie swoje. Szwedzi zaś chełpili się tym, że to Polacy opuścili pole bitwy. Po latach, usłużny szwedzki historyk „podkręcił licznik” strat polskich po to, żeby i na tym polu „wygrać” tę bitwę. Niestety polscy historycy, choć prawidłowo odrzucili imaginacje Pufendorfa w tej kwestii, popełnili banalny błąd – źle odczytali dane Kochowskiego. W efekcie tego „przegraliśmy” bitwę pod Kłeckiem. A co ma do tego husaria? O tym w drugiej części tego artykułu…

Dr Radosław Sikora

[1] Samuel Pufendorf, Siedem ksiąg o czynach Karola Gustawa króla Szwecji. Przetłumaczył, opracował i wstępem opatrzył Wojciech Krawczuk. Warszawa 2013. s. 147.

[2] Wespazjan Kochowski, Annalivm Poloniae Climacter Secvndvs.Bella Sueticum, Transyluanicum, Moschouiticum, aliasq[ue] res gestas ab Anno 1655, ad Annum 1661. Kraków 1688. s. 131.

[3] Tłumaczenie Leszka Kukulskiego (Kochowski Wespazjan, Lata potopu 1655-1657. Opr. Leszek Kukulski. Warszawa 1966. s. 171).

[4] Tadeusz Nowak, Kampania wielkopolska Czarnieckiego i Lubomirskiego w roku 1656. „Rocznik Gdański” 1938, t. XI. s. 123.

[5] Radosław Sikora, Niezwykłe bitwy i szarże husarii. Warszawa 2010. s. 60 – 61.

[6] „Dziś zaś język z nieprzyjacielskiego wojska wzięty to mi powiedział, iż gdy trupa Szwedowie [po bitwie] liczeli, tedy z naszego nie naleźli tylko dziewięć (gdyżeśmy swoich z placu unosili), swego zaś więcej niż pięć set” (Stefan Czarniecki do JKMci ze Środy, 10 V 1656. Cyt. za: Nowak, Kampania, s. 147).

[7] Czarniecki po bitwie raportował królowi: „na tak ognistą bitwę niewielka w nim [wojsku polskim] stała się szkoda. A to przedsię z postrzelanymi zabitych, towarzystwo wespół z pachołkami rachując, pod siedemdziesiąt znaleźć się może” (Stefan Czarniecki do JKMci ze Środy, 10 V 1656. Cyt. za: Nowak, Kampania, s. 147).

[8] Kochowski, Lata, s. 171. W swoim opracowaniu bitwy, Nowak błędnie odczytuje w tym miejscu relację Kochowskiego i z 40 robi 400 zabitych towarzyszy (Nowak, Kampania, s. 123). Błędne odczytanie Kochowskiego, stało się asumptem do oszacowania całości strat polskich na ok. 1000 poległych (Tamże, s. 123), co za Nowakiem powtarzają kolejne pokolenia polskich historyków (ostatnio np. Nagielski, Bitwa, s. 27). [Tu dodam, że chodziło o pracę: Nagielski Mirosław, Bitwa pod Warszawą 1656. Warszawa 2007.]

[9] W relacjach szwedzkich pojawiają się zupełnie fantastyczne dane o stratach polskich. Na przykład wg Samuela Pufendorfa, który w starciu udziału nie brał, Polacy na polu bitwy mieli stracić 600 zabitych a dalszych 2500 w pościgu (Skworoda, Warka, s. 177) [Skworoda Paweł, Warka – Gniezno 1656. Warszawa 2003.]. Skworoda, choć uważa te dane za przesadzone twierdzi, że „w rzeczywistości poległo ok. 1000 żołnierzy” (Tamże). Nie wyjaśnia przy tym, jak doszedł do tej konkluzji, choć wydaje się, że zrobił to za Nowakiem (patrz poprzedni przypis). Przechodzi się w ten sposób do porządku dziennego nad relacją Kochowskiego o stratach poniesionych w bitwie, która uwiarygadnia raport Czarnieckiego. Skoro bowiem jeden uczestnik bitwy (tj. Kochowski), zupełnie niezależnie od drugiego jej uczestnika a zarazem wodza (tj. Czarnieckiego) podaje współgrające z nim dane, to nie można, jak to robi P. Skworoda (Skworoda, Warka, s. 177), informacji o stratach podanych przez Czarnieckiego uważać za „pomniejszanie rozmiarów porażki”.

[10] Por. przytoczoną tu już opinię Czarnieckiego na ten temat (Stefan Czarniecki do JKMci ze Środy, 10 V 1656. Cyt. za: Nowak, Kampania, s. 147). Opinię tę uwiarygadnia szwedzki spis kawalerii ks. Adolfa Jana, powstały niedługo po bitwie (17 V 1656 wg kalendarza juliańskiego, tj. 27 V 1656 wg kalendarza gregoriańskiego). Wylicza on jedynie szeregowych kawalerzystów, z których zabitych miało być 428, zmarłych (z pewnością część z nich z powodu ran poniesionych pod Kłeckiem) 452, a rannych i chorych było aż 1309 (Riksarkivet Stockholm, Rullor 1656, vol 10. Za: Tersmeden, Armia, s. 161). Dodając do tego zmarłych oficerów kawalerii i straty w innych rodzajach broni, liczba 500 zabitych Szwedów pod Kłeckiem, wydaje się być jak najbardziej realna.

[11] Des Noyers, Lettres, s. 166 – 167.

[12] Radosław Sikora, Taktyka walki, uzbrojenie i wyposażenie husarii w latach 1576 – 1710. Lębork – Siedlce 2010.

forma płatności