„Polacy raczej szarpali nieprzyjaciela niż z nim walczyli, gdy bowiem stawali z nim oko w oko, okazywał się niezwyciężony i bezpieczny dzięki zwartości szeregów i obronności miejsca, Szwedzi bowiem nigdzie indziej nie rozkładali obozu, jak tylko tam, gdzie od tyłu ubezpieczał ich urwisty brzeg rzeki, a od czoła bronił wał obsadzony działami.”

Poniższy artykuł jest kontynuacją tekstu:
Bitwa pod Kłeckiem (Gnieznem) 1656. Czyli o tym, jak polscy historycy ją przegrali i co husaria ma z tym wspólnego (cz.1)

Wojsko polskie doby szwedzkiego „potopu”

Pierwsze dwa lata „potopu” szwedzkiego (rok 1655 i 1656), różniły się diametralnie od poprzednich wojen polsko-szwedzkich. Tym razem ewidentną przewagę w bitwach posiadała strona szwedzka. Powodów było wiele, a jednym z nich był zmieniony skład armii polskiej. Wcześniej tworzyli ją żołnierze zawodowi. Teraz nad zawodowcami dominowało pospolite ruszenie. Wcześniej husaria była licznie reprezentowana. Teraz było jej jak na lekarstwo. Wcześniej armia polska miała znacznie lepiej wyważone proporcje między „ludem ognistym” a kawalerią. Teraz działała niemal wyłącznie kawalerią. Zwykle pozbawiona była wsparcia artylerii, o co wcześniej skutecznie zabiegano. Więc choć Polacy wyprowadzali w pole znacznie liczniejsze armie niż w trakcie poprzednich wojen ze Szwedami, to tym razem były one znacznie niższej jakości.

Husaria pozostała najwartościowszym rodzajem wojska, a jej potężną siłę uderzeniową doceniał także szwedzki król Karol X Gustaw. Najlepiej o tym świadczy epizod z bitwy pod Warszawą 1656 roku. W niej to:

„[Karol X Gustaw] rozkazał wszystkim swoim dowódcom brygad i pułków żeby, kiedy husarze czy też kopijnicy uderzą na nich, rozstąpili się [ze swoimi wojskami] i dali ujście ich [husarzy] naporowi, który, jak on wiedział, nie mógł być wtedy wytrzymany przez żadną siłę ani taktykę.”[1]

Cóż z tego, gdy husarii było niewiele i na dodatek zwykle działała w rozproszeniu? Sukcesem było skoncentrowanie w jednym miejscu jej 4 – 5 chorągwi, podczas gdy wcześniej nierzadko gromadzono po 20, a bywało, że i 50 chorągwi. Mała liczba husarii nie była jedynym problemem. Od czasów wojny polsko-szwedzkiej toczonej w latach 20. XVII w., Szwedzi bardzo się pilnowali, by nie wystawiać swych żołnierzy na ataki kawalerii polskiej w otwartym polu. Działali w oparciu o sztuczne bądź naturalne przeszkody, które utrudniały bądź uniemożliwiały polskiemu rycerstwu starcie z przeciwnikiem. Nie inaczej było i w trakcie tej wojny. Sposób walki i Polaków, i Szwedów Wespazjan Kochowski scharakteryzował następująco:

Polacy raczej szarpali nieprzyjaciela niż z nim walczyli, gdy bowiem stawali z nim oko w oko, okazywał się niezwyciężony i bezpieczny dzięki zwartości szeregów i obronności miejsca, Szwedzi bowiem nigdzie indziej nie rozkładali obozu, jak tylko tam, gdzie od tyłu ubezpieczał ich urwisty brzeg rzeki, a od czoła bronił wał obsadzony działami.”[2]

Kochowski zwrócił tu również uwagę na zwartość szeregów przeciwnika. Ich utrzymanie było żelazną regułą, którą mieli się kierować żołnierze od chwili wkroczenia do Polski. Instruowano ich bowiem:

by nie zachwiała nimi głośna wrzawa, jaką zwykli podnosić Polacy atakując, lecz by oczekiwali ich w zwartym szeregu. Jeśli się [żołnierze szwedzcy] rozdzielą i rozproszą, przyniesie im to pewną zagładę, na próżno też szukaliby ratunku w ucieczce, z powodu bardzo szybkich koni Polaków.”[3]

Ilu było husarzy pod Kłeckiem?

Tego, ilu było husarzy pod Kłeckiem nie wie nikt. Wiadomo natomiast, że w walkach z całą pewnością wzięły udział dwie chorągwie husarskie. Obie należały do pułku królewskiego, który z kolei wchodził w skład dywizji kasztelana kijowskiego i regimentarza wojsk koronnych, Stefana Czarnieckiego.

Pierwszą z tych chorągwi była ta, w której służył Wespazjan Kochowski. Jej rotmistrzem był wojewoda krakowski Władysław Myszkowski, a porucznikiem Władysław Wilczkowski, który w późniejszym okresie wsławił się i „szaloną” szarżą pod Kutyszczami w 1660 roku, i niemal równie „szalonym” starciem pod Krasnobrodem w 1672 roku[4]. Walczył także pod Wiedniem w 1683 roku, po której to bitwie zmarł. Ale to dopiero przyszłość. Póki co miał za sobą 13 lat służby wojskowej, z czego 3 lata jako porucznik husarski. Był rzeczywistym dowódcą husarzy Myszkowskiego, gdyż tego ostatniego nie było przy swej chorągwi pod Kłeckiem. W tym okresie jednostka ta liczyła etatowo 165 koni[5]. Niestety nie wiadomo ile liczyła w rzeczywistości, czyli po odliczeniu ślepych porcji i wakatów. Wydaje mi się, że mogło to być około 50 – 60% stanu etatowego, czyli do 100 koni. Takie mniej więcej w tych latach były stany rzeczywiste kawalerii koronnej.

Drugą chorągwią husarską, co do której mamy pewność, że walczyła w bitwie, była rota królewska koronna. O jej udziale pisał Mikołaj Jemiołowski[6], w owym czasie towarzysz chorągwi kozackiej Krzysztofa Tyszkiewicza i prawdopodobnie uczestnik bitwy[7]. Etatowa liczebność koronnej chorągwi husarskiej króla Jana Kazimierza, wynosiła 199 koni[8], czyli jej stan rzeczywisty można szacować na mniej więcej 100 – 120 koni. Samego króla w bitwie nie było.

Czy pod Kłeckiem była także inna husaria? Jak napisałem, żadnej pewności w tym względzie mieć nie można, gdyż znane źródła milczą na ten temat. Można jednak przypuszczać, że skoro jednym z dowódców polskich był Jerzy Lubomirski, to znalazła się tam jego husaria, licząca etatowo 190 koni[9]. Tyle, że nawet jeśli tam była, to nie wzięła udziału w walkach, gdyż dywizja Lubomirskiego nie przeprawiła się na drugi brzeg szeroko rozlanej rzeki Wełnianki i nie uczestniczyła w bitwie.

Udział innych jednostek husarii, a było ich wówczas łącznie 7 w całym wojsku koronnym, jest mało prawdopodobny, choć nie można go zupełnie wykluczyć. Zamiast więc snuć domysły na ten temat, przejdę do tego, co wiemy o walkach husarii pod Kłeckiem. A wiemy niezbyt wiele.

Bitwa

Plan bitwy pod Kłeckiem był dobrze przemyślany, ale źle zrealizowany. Polacy chcieli wciągnąć Szwedów w pogoń za udającym ucieczkę wojskiem (w tym celu użyto 2 pułków kawalerii), po czym rozbić ich dwustronnym uderzeniem w chwili przekraczania przeprawy przez rzeczkę Wełniankę. Plan się nie powiódł, gdyż pozostawione w zasadzce 4 pułki polskie zbyt wcześnie opuściły las i wkroczyły do akcji, próbując ratować wystawionych na przynętę Polaków[10]. Do głównych walk doszło więc nie tam, gdzie znajdowała się większość wojska koronnego (między nimi cała dywizja Jerzego Sebastiana Lubomirskiego; do tego pułki królewski i kasztelana sandomierskiego Stanisława Witowskiego oraz oddziały wojewody kaliskiego Andrzeja Karola Grudzińskiego), ale po przeciwnej stronie rzeki. Mimo iż w opisywanych tu walkach nie wzięła udziału husaria, to początkowo impet ataku pułków polskich był tak wielki, że mijając artylerię przebiły się aż do taboru nieprzyjaciela. Ale obrona szwedzka nie pękła. Przy udziale piechoty i dział odpędzono polską kawalerię i ruszono w stronę przeprawy, po czym ją opanowano. Teraz krewcy Polacy znaleźli się w niebezpieczeństwie. Zamiast bić Szwedów na przeprawie, wycofując się, sami mogli być pobici. Sytuacja była bardzo trudna. Przeprawę, a więc i drogę odwrotu, opanowali Szwedzi.

Szwedzi zacięcie bronili wąskiego przejścia, a przez błotnistą topiel rozlewiska nie można się było przedostać, gdyż konie zapadały się w nim [rozlewisku] aż po karki.”[11]

Co wówczas zrobił Czarniecki? Oddajmy głos Kochowskiemu:

Czarniecki, odszedłszy ze swoją dywizją (dywizje nosiły wówczas imiona dowódców) dość daleko wzdłuż rzeki, przebył nią niżej, gdzie nie była rozlana i skierował się na prawe skrzydło [Roberta] Douglasa. Kilkakroć natarł na Szwedów, stojących w zwartym szeregu, ażeby im zmieszać szyki i odciągnąć od grobli [przeprawy], co otworzyłoby drogę przeprawiającemu się marszałkowi [Jerzemu Sebastianowi Lubomirskiemu].”[12]

W skład owej dywizji wchodziły dwa pułki: Witowskiego i królewski. Przypomnę, że w królewskim znajdowały się obie chorągwie husarskie. Pułki te nie uderzyły jednocześnie. Najpierw wszedł do akcji pułk Witowskiego. Mikołaj Jemiołowski opisał to następująco:

zaraz wojsko szwedzkie chciwie na pułki kwarciane nastąpiło, zwłaszcza na pułk kasztelana sendomierskiego [Stanisława Witowskiego], w przedzie we śrzodku uszykowany. Rozdzielony wytrzymuje pułk ten jako może impet szwedzki, gdzie od samego pułkownika Witowskiego chorąży szwedzki rajtarski poległ. Ale kiedy nad jeziorem, na co dywizja Lubomirskiego patrzyła, regimenty piechotne potężne z boku na ten pułk następować poczęły, zmieszał się trochę i odwodem uchodził.”[13]

Te walki, choć innymi słowami, opisał też Wespazjan Kochowski:

Od razu pierwszy atak zmusił przeciwnika [czyli Szwedów] do cofnięcia się, ale dragoni, ukryci w zagajniku, zaczęli z boku gęstą strzelbą bezkarnie razić atakujących [Polaków] i losy starcia ważyły się, dopóki Douglas nie skierował w to miejsce wszystkich swoich sił (przeprawy nadal mocno bronił Adolf).”[14]

Husaria wkracza do akcji

Zaatakowanym z flanki żołnierzom Witowskiego na pomoc ruszył pułk królewski:

Tu dopiero w posiłku będący pułk królewski kawalersko stawa, chorągwie obie zwłaszcza Myszkowskiego, wojewody krakowskiego, usarska i pancerna, niemniej i sama pułkowa [chorągiew husarska] królewska, te dzielnością i męstwem natenczas wszystkim innym przodkowały i Szwedów już na on pułk Witowskiego wydanych spiera [odpiera] i lubo z swoją szkodą mężnie jednak nieprzyjacielowi wytrzymuje.”[15]

Napór Szwedów powstrzymano, ale przecież chodziło o ich rozbicie. Tu jednak zaczęły się problemy, gdyż wówczas:

Rozkazał [Robert Douglas], swoim oddziałom zająć dogodną pozycję nad głębokim rowem, służącym do osuszania gruntu i zaczął naszych razić kulami, sam będąc zabezpieczony od pchnięć naszych kopii, ponieważ rów go od nas odgradzał.”[16]

Jak widać Szwedzi, nie mogąc w otwartym polu mierzyć się z husarią, zrobili to, co do tej pory wielokrotnie praktykowali – schronili się za przeszkodą, by zabezpieczyć się przed ciosami kopii. W tym wypadku wykorzystali głęboki rów. Bezpieczni, bezkarnie ostrzeliwali polskich rycerzy. Ostrzał ten nie mógł być zbyt skuteczny, skoro w trakcie całej bitwy w chorągwi husarskiej Myszkowskiego zabito tylko dwóch i raniono również dwóch husarzy (Wespazjana Kochowskiego i porucznika Władysława Wilczkowskiego)[17]. Najważniejsze jednak było to, że powstrzymano natarcie husarii.

Polacy wycofują się

Gdy powstrzymano napór pułku królewskiego, Szwedzi, jak zanotował Jemiołowski, uderzyli na inne pułki:

Ale kiedy zaś insze pułki od piechoty i armaty szwedzkiej ustępować musiały, a Lubomirskiego zaś ludzie za jeziorem na to tylko patrzyli, a sukursu żadnego nie dawali i temu pułkowi królewskiemu odwodem pójść przyszło z drugim wojskiem ku Gnieznowi.

Noc zatym (bo to wieczorem było) nastąpiła i Szwedów nad przeprawą pewną, którą nie bez szkody swej nasi przebywali jako mogąc, zatrzymała. Zwyczajnie tylko przez trębaczów wojskowe, jakoby tryumfalne wygrywając kuranty, że oto naszych w potrzebie pobitych rachowano. Szwedzi swoich kilkaset, jako to z języków [pojmanych informatorów] jawno było, nie dorachowali się.”[18]

Kochowski widział to następująco:

Tymczasem marszałek [Jerzy Sebastian Lubomirski] wciąż znajdował się po drugiej stronie topieliska i nie mógł włączyć się do bitwy. Zatrąbiono więc na odwrót i Polacy cofnęli się z powrotem do Gniezna, ustępując z pola w rozluźnionym szyku, zgodnie z zasadami sztuki wojennej.”[19]

Bitwa trwała do zmroku[20], kiedy to:

Obydwie strony rozdzielone zostały przez zapadającą noc, tak że żadna z nich nie mogła już atakować drugiej.”[21]

Polacy opuścili pole walki, zadając nieprzyjacielowi znacznie cięższe straty niż sami ponieśli[22]. O wnioskach płynących z bitwy opowiem w trzeciej części tego artykułu. Na koniec, jako uzupełnienie powyższego opisu, załączam jej schemat, widziany oczami szwedzkiego inżyniera.

Dr Radosław Sikora

Aneks 1.Rycina Eryka Dahlberga do dzieła Samuela Pufendorfa, przedstawiająca bitwę pod Kłeckiem (Gnieznem):

[link=http://tinyurl.com/oymrl8d]

 

Opisy na język polski przełożył Władysław Krawczuk.

[Napis w kartuszu u góry:]

BITWA pod GNIEZNEM. W której książę pan Adolf Jan, pfalzgraf reński, wraz z feldmarszałkiem, panem hrabią Karolem Gustawem Wranglem pobili i zmusili do ucieczki armię wielkopolską z kwarcianymi i szlachtą zwaną „Pospolite Ruszenie”, którymi dowodził pan generał Czarniecki, 27 kwietnia 1656. Zawołanie szwedzkie było: Jezu pomagaj.

A.Wioska, w której poprzedniej nocy zatrzymało się wojsko szwedzkie, B.Długie i trudne dojście, które Szwedzi musieli przebyć, C.Ciemny gąszcz, w którym zatrzymali się Polacy, a kiedy zostali stamtąd wypędzeni, zatrzymali się tam szwedzcy dragoni, D.Prawe skrzydło Szwedów, które z powodu nagłej ucieczki Polaków nie weszło do boju, E.Lewe skrzydło Szwedów, które zmusiło wrogów do ucieczki i ścigało ich aż do lasu, F.Ucieczka Polaków, G.Wąskie przejście, przez które Polacy mogli uciec, H.Ogród otoczony sztachetami, w którym ustawiono szwedzkich dragonów.

Nazwy regimentów:

1.Oddział jazdy ze straży przybocznej króla, 2.Gwardia królewska, 3.Småland, 4.Östgöta, 5.Regiment głównodowodzącego, 6.Regiment hrabiego Wrangla, 7.Pułkownik Seher, 8.Regiment piechoty Västgöta, 9.Regiment piechoty Wittenberga, 10.Regiment piechoty hrabiego von Dohna, 11.Regiment brandenburski, 12.Pułkownik Sinclair, 13.Pułkownik Taube, 14.Hrabia Wittenberg, 15.Regiment Västgöta, 16.Regiment Uppland, 17.Finowie pod pułkownikiem Kurckiem, 18.Pułkownik Israel, 19.Generał Wrzesowicz, 20.Pułkownik Sadowski, 21.Pułkownik Arentsen (or. Arnson), 22.De Wahl (or. Duval) i Kinsky, 23.Pułkownik Sikell, 24.Oldenburg. Pringel (or. Prengel), 25.Johan von Ahlefelt, 26.Joachim Engel, 27.Johan Engel, 28.Regiment Beddekera, 29.Finowie pod baronem Hornem, 30.Dragoni Fabian Berndesa, 31.Dragoni Wittenberga, 32.Dragoni pułkownika Weihera.

[Krótkie napisy objaśniające:]

Statio Suecorum primaria — pierwsze stanowisko Szwedów.

Pagus Przedborz 3 milliar Gnesna — wioska Przedbórz o 3 mile od Gniezna.

Exercitus Suedicus in cuneos divisus — armia szwedzka podzielona na kliny.

Svecorum agmina praemissa… — Oddziały przednie Szwedów, które odpędziły wypadających naprzód Polaków aż do ich szyków.

Primus positus alae Sinistrae Suecorum — pierwsza pozycja lewego skrzydła Szwedów Tormenta

Suecorum — działa Szwedów.

Acies nobilitatis vulgo Pospolite — szyk szlachty, czyli pospolitego [ruszenia].

Silva in quam Poloni se receperunt — las, do którego wycofali się Polacy.

Czytaj trzecią część artykułu o bitwie pod Kłeckiem

Przypisy:

[1] W oryginale: „[Karol X Gustaw] gave orders to all commanders of brigades and regiments that when the husars or lanciers should charge them, they should open and give way to their fury, which he knew was not to be withstood with any force or other policy at that tyme.“ (Patryk Gordon, Diary of Patrick Gordon of Auchleuchries 1635 – 1699. T. 1. Opr. Dmitry Fedosov. Aberdeen 2009. s. 113).

[2] Kochowski Wespazjan, Lata potopu 1655-1657. Opr. Leszek Kukulski. Warszawa 1966. s. 148.

[3] Samuel Pufendorf, Siedem ksiąg o czynach Karola Gustawa króla Szwecji. Przetłumaczył, opracował i wstępem opatrzył Wojciech Krawczuk. Warszawa 2013. s. 60. To samo stwierdzał Patryk Gordon, czyli jeden z tych żołnierzy, który zaciągnął się do armii szwedzkiej i w jej szeregach najechał Polskę w 1655 roku (Gordon, Diary, s. 30).

[4] http://kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz/rekordowa-szarza-kutyszcze-26-ix-1660

[5] Eugeniusz Janas, Lech Wasilewski, Społeczne aspekty rozwoju husarii w latach 1648 – 1667 na przykładzie chorągwi hetmana wielkiego koronnego Stanisława Potockiego i wojewody sandomierskiego Władysława Myszkowskiego. „Studia i materiały do historii wojskowości”, Warszawa 1981. t. 23, s. 88.

[6] Mikołaj Jemiołowski, Pamiętnik dzieje Polski zawierający (1648-1679).Opr. Jan Dzięgielewski. Warszawa 2000. s. 197.

[7] Tamże, s. 9 – 11.

[8] Jan Wimmer, Materiały do zagadnienia liczebności i organizacji armii koronnej w latach 1655-1660. „Studia i materiały do historii wojskowości”, Warszawa 1958. t. 4, s. 500.

[9] Tamże.

[10] Stefan Czarniecki do JKMci ze Środy, 10 V 1656. W: Tadeusz Nowak, Kampania wielkopolska Czarnieckiego i Lubomirskiego w roku 1656. „Rocznik Gdański” 1938, t. XI. s. 146 – 147. Polski senator Gabriel Krasiński, za zbyt wczesne wyjście wojsk koronnych z zasadzki bezpodstawnie winił Czarnieckiego (Gabriel Krasiński, Taniec Rzeczypospolitej Polskiej. Opr. Mirosław Korolko. Warszawa 1996. s. 26 – 27).

[11] Kochowski, Lata, s. 170.

[12] Tamże.

[13] Jemiołowski, Pamiętnik, s. 197.

[14] Kochowski, Lata, s. 170.

[15] Jemiołowski, Pamiętnik, s. 197.

[16] Kochowski, Lata, s. 170.

[17] Jakub Łoś, Pamiętnik towarzysza chorągwi pancernej. Opr. Romuald Śreniawa-Szypiowski. Warszawa 2000. s. 67.

[18] Jemiołowski, Pamiętnik, s. 197 – 198.

[19] Kochowski, Lata, s. 170 – 171.

[20] Stefan Czarniecki do JKMci ze Środy, 10 V 1656. W: Tadeusz Nowak, Kampania, s. 147. Pufendorf, Siedem, s. 147.

[21] Relacja o bitwie pod Kłeckiem (7 V 1656) zawarta w Theatrum Europeum, t. VII, Frankfurt am Mayn 1663, s. 929. Tłumaczenie za: Paweł Skworoda, Warka – Gniezno 1656. Warszawa 2003. s. 215.

[22] http://kresy.pl/kresopedia,historia,rzeczpospolita?zobacz%2Fbitwa-pod-kleckiem-gnieznem-1656-czyli-o-tym-jak-polscy-historycy-ja-przegrali-i-co-husaria-ma-z-tym-wspolnego-cz1

forma płatności