24 grudnia 1946 roku, w wigilię Bożego Narodzenia, w sowieckim więzieniu zmarł generał Leopold Okulicki „Niedźwiadek” – ostatni komendant główny Armii Krajowej. Tak przynajmniej brzmi wersja oficjalna.
Okoliczności jego śmierci do dziś pozostają jedną z najbardziej niejasnych zagadek powojennej historii Polski. Choć w dokumentach sowieckich jako datę zgonu wskazano właśnie ten dzień, a przyczyną miał być atak serca, liczne przesłanki każą brać pod uwagę również wersję o egzekucji dokonanej przez funkcjonariuszy NKWD.
Uprowadzony do Moskwy
Leopold Okulicki był jedną z kluczowych postaci Polskiego Państwa Podziemnego. Urodzony w 1898 roku w Bratucicach koło Bochni, walczył w Legionach Polskich, brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej, a w II Rzeczypospolitej należał do elity sztabowej Wojska Polskiego. Po klęsce 1939 roku wszedł do konspiracji, uczestniczył w formowaniu polskich sił w ZSRR (u boku generała Władysława Andersa), potem wrócił do kraju, a po upadku powstania warszawskiego objął stanowisko komendanta głównego AK – formalnie został mianowany Komendantem Głównym Armii Krajowej 21 grudnia 1944 roku. To on również 19 stycznia 1945 roku wydał rozkaz rozwiązujący Armię Krajową, próbując uchronić żołnierzy przed represjami ze strony Sowietów.
27 marca 1945 roku został podstępnie aresztowany przez NKWD w Pruszkowie, pod pretekstem rozmów z przedstawicielami Armii Czerwonej. Przewieziono go do Moskwy, gdzie w czerwcu 1945 roku stanął przed sądem w pokazowym procesie przywódców Polskiego Państwa Podziemnego. Skazano go na dziesięć lat więzienia.
Czytaj też: „Władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy”. 18 czerwca 1945 roku rozpoczął się proces szesnastu
Według oficjalnej wersji władz sowieckich generał zmarł 24 grudnia 1946 roku w szpitalu więziennym na Butyrkach po operacji, przeprowadzonej w nocy z 23 na 24 grudnia. Jako przyczynę śmierci wskazano porażenie serca. Informację tę ujawniono dopiero w 1956 roku, pod naciskiem międzynarodowych instytucji. Dokumenty mówią o gwałtownym pogorszeniu stanu zdrowia, słabnącym tętnie i sinicy, a następnie o zgonie w godzinach popołudniowych.
Odgłosy szarpaniny
Z tą wersją nie zgadzał się jednak Adam Bień, współwięzień generała, osadzony w sąsiedniej celi na Łubiance. Twierdził, że jeszcze w Wigilię 1946 roku Okulicki był w dobrej kondycji fizycznej, codziennie się gimnastykował i nie skarżył się na ciężką chorobę. Według relacji Bienia, tego dnia funkcjonariusze NKWD siłą wyprowadzili generała z celi. Słychać było hałas, odgłosy szarpaniny i wyraźny opór więźnia. Po tym zdarzeniu ślad po Okulickim urwał się całkowicie.
„Rano, około 11, drzwi do celi 62 się otworzyły, potem zamknęły. I natychmiast więzień począł walić pięściami w ścianę, czego nikt przedtem nie czynił, gdyż porozumiewaliśmy się uderzeniami w podłogę. Zrozumieliśmy, że musiało się tam stać coś bardzo ważnego. Potem znów otworzyły się drzwi celi i więzień z hałasem opuścił celę. Były to ostatnie ślady jego pobytu” – wspominał Bień.
Zestawienie obu relacji rodzi pytanie, czy rzeczywiście doszło do nagłego zgonu w wyniku choroby, czy też generał został zamordowany na Łubiance, a późniejsza dokumentacja miała jedynie zalegalizować jego śmierć. Praktyka skrytobójczych egzekucji była wówczas w Związku Sowieckim powszechna.
Inne hipotezy
Wokół śmierci generała Leopolda Okulickiego narosły też inne hipotezy. W obiegu pojawia się tzw. trop polski: według relacji, których nie potwierdzają wiarygodne źródła archiwalne, generał miał zostać fikcyjnie „uśmiercony” w Moskwie, a następnie potajemnie przewieziony do Polski i osadzony w więzieniu we Wronkach, gdzie miał przebywać jeszcze kilka lat. Badacze podchodzą do tych scenariuszy sceptycznie, wskazując, że dla sowieckich służb utrzymywanie przy życiu tak rozpoznawalnego dowódcy podziemia było ryzykiem politycznym – zwłaszcza w kraju, gdzie wciąż działały struktury konspiracyjne – i mogło się skończyć wyciekiem informacji albo próbą odbicia więźnia. – Nie wierzę, […] żeby Rosjanie ryzykowali wysłanie Okulickiego do więzienia w Polsce, z którego mógłby uciec i później zebrać wokół siebie ludzi pozostających w konspiracji. Taki błąd w powojennych latach mógłby kosztować Moskwę zbyt wiele – tłumaczył Janusz Kurtyka, który był autorem książki poświęconej życiu gen. Okulickiego.
Miejsca pochówku Leopolda Okulickiego nigdy nie ujawniono. Według sowieckich informacji jego ciało zostało skremowane, a prochy złożono anonimowo. W Warszawie, na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach, znajduje się jedynie symboliczny grób ostatniego komendanta Armii Krajowej.
Kresy.pl / IPN











