3 stycznia 1986 roku w Paryżu zmarł w tajemniczych okolicznościach podpułkownik Jan Zumbach – jeden z najsłynniejszych polskich pilotów myśliwskich, bohater bitwy o Anglię i postać, której życiorys bardziej przypomina powieść przygodową niż klasyczną biografię.

Urodzony 14 kwietnia 1915 roku w Ursynowie, dorastał w Bobrowie pod Brodnicą, gdzie – patrząc na przelatujące samoloty – postanowił, że zostanie lotnikiem. Posadał podwójne obywatelstwo: polskie i szwajcarskie, ponieważ jego dziadek był szwajcarskim emigrantem.

As Dywizjonu 303

Żeby wstąpić do wojska, sfałszował dokumenty maturalne, a później ukończył słynną szkołę pilotów w Dęblinie, zdobywając fach, który na zawsze związał go z lotnictwem. Przed wybuchem wojny służył w 111. eskadrze myśliwskiej. W maju 1939 roku, podczas lądowania po nocnych ćwiczeniach, jego samolot zahaczył o samochód ustawiający oświetlenie pasa; ciężko ranny pilot trafił do szpitala, a potem przeszedł długą rehabilitację. We wrześniu nie zdołał już dołączyć do swojej jednostki.

Po 17 września przez Rumunię i Francję dotarł do Wielkiej Brytanii, gdzie trafił do Dywizjonu 303. Tam, w ostatniej fazie bitwy o Anglię, pokazał pełnię talentu pilota myśliwskiego. Zestrzelił łącznie trzynaście samolotów na pewno i pięć prawdopodobnie, co plasowało go w gronie najwybitniejszych polskich asów. Jego nazwisko trwale wpisało się w historię jednostki, którą w 1942 roku objął jako dowódca. Jego zasługi uhonorowano licznymi odznaczeniami, m.in. Orderem Virtuti Militari i brytyjskim Distinguished Flying Cross.

Został przemytnikiem

Po 1945 roku jego życie potoczyło się jednak zupełnie inaczej niż losy większości weteranów. Do Polski nie wrócił — wiedział, że wielu kolegów trafiło do więzień. W Wielkiej Brytanii otrzymał krótki termin na opuszczenie kraju, więc skorzystał ze szwajcarskiego paszportu. W Szwajcarii i następnie we Francji próbował odnaleźć się w gospodarce powojennej: założył przedsiębiorstwo lotnicze, które z czasem stało się przykrywką dla przemytu. Latał z walutą, złotem, papierosami, zegarkami i lekami; działał także na morzu, próbując sił w przemycie. Prowadził paryskie lokale rozrywkowe, angażował się w ryzykowne interesy — często na granicy prawa, czasem poza nią.

Na początku lat 60. wrócił do latania z bronią w ręku. W 1962 roku Zumbach stanął na czele organizowanych od podstaw sił powietrznych Katangi, planował operacje i prowadził naloty na oddziały wspierające rząd Konga. Po interwencji wojsk ONZ i upadku rebelii zdołał wycofać się do Angoli, a stamtąd wrócił do Paryża. Niespełna kilka lat później, w 1967 roku, znów trafił do Afryki — tym razem jako dowódca lotnictwa Biafry, walczący przeciw armii Nigerii. W tamtym okresie media ochrzciły go przydomkiem „Kamikaze Brown”, a brytyjska i amerykańska prasa pisała o nim jako o tajemniczym najemniku.

W kolejnych latach coraz częściej bywał w Polsce, wchodził w kontakty biznesowe, myślał o firmie polonijnej. W tle pojawiali się dawni oficerowie i przedstawiciele służb PRL. W rejestracji firmy pomagał mu generał Edwin Rozłubirski, wówczas wpływowy doradca Kiszczaka. Możliwości były duże — i równie duże były interesy, w których stawką były pieniądze, wpływy i lojalności. Właśnie wtedy zaczął snuć plany na nowy etap życia, pozornie bardziej uporządkowany niż dotąd.

Śmierć jednak przyszła nagle. 3 stycznia 1986 roku znaleziono go martwego w paryskim mieszkaniu. Policja umorzyła sprawę — bez jasnej odpowiedzi, co się stało. Pojawiły się różne hipotezy: śmierć naturalna połączona z niefortunnym pobiciem, porachunki związane z interesami, być może spór o pieniądze. Niczego jednak nie udowodniono. Najmocniej brzmi relacja jego brata, Stefana: „Mój brat zajmował się rzeczami, o których nie chcę nic wiedzieć; mogę tylko powiedzieć, że zmarł we własnym łóżku, ale strasznie poraniony.”

Jan Zumbach opisał swoje burzliwe losy w książce wspomnieniowej „Ostatnia walka: Moje życie jako lotnika, przemytnika i poszukiwacza przygód”, która do dziś uchodzi za jedno z najciekawszych świadectw życia polskiego asa wojnnego poza frontem. Słynny lotnik przeżył wojnę, przeleciał pół świata, latał w wojnach cudzych i własnych — a odszedł w okolicznościach, które do dziś rodzą pytania i domysły.

Kresy.pl / PAP / Muzeum AK

Czytaj też: W wieku 99 lat zmarł były dowódca Dywizjonu 308 Franciszek Kornicki

Tagi: , , , , , , ,
forma płatności