Nieporadność, a przede wszystkim brak fartu. Tak musi wyglądać najkrótsze podsumowanie polityki prezydenta Rosji wobec trwającego już ponad pół roku kryzysu ukraińskiego – uważa Jan Rokita.
“Po zestrzeleniu rosyjską rakietą cywilnego Boeinga 777 zaczyna się zanosić na prawdziwą polityczną porażkę Władimira Putina na Ukrainie, nieporównanie bardziej dotkliwą od pamiętnego niepowodzenia jego poprzednika Borysa Jelcyna na Bałkanach, które stało się traumą współczesnej Rosji i dotkliwym świadectwem upadku jej dawnego mocarstwowego statusu”– pisze Jan Rokita w tygodniku “wSieci”.
“Z perspektywy Kremla pomiędzy Kosowem a Ukrainą są jednak co najmniej dwie zasadnicze różnice. Polityczna kontrola nad Zachodnimi Bałkanami nigdy nie była warunkiem sine qua non geopolitycznej potęgi państwa rosyjskiego, a przez Kosowo nigdy nie przebiegały kluczowe rurociągi, dzięki którym Moskwa może prowadzić polityczną grę swoimi surowcami energetycznymi, przede wszystkim gazem. Na Bałkanach ujawniło się w 2000 r. to, że mocarstwo rosyjskie jest już co nieco wyleniałym tygrysem. Na Ukrainie właśnie decyduje się, czy ten tygrys w ogóle nie jest tylko papierową wycinanką. Nie przypadkiem George Friedman, który jeszcze nie tak dawno wieszczył geopolityczną nieuchronność moskiewskiej dominacji na Ukrainie, po zestrzeleniu samolotu z prawie trzy stoma pasażerami na pokładzie uważa, że wydarzenia ostatniego półrocza na Ukrainie okazują się “dewastujące” dla całokształtu Putinowskiej polityki”– uważa Rokita.
“wSieci”/KRESY.PL




























