To, jak zachodnia prasa opisuje protesty uliczne na Ukrainie, ma bardzo mało wspólnego z rzeczywistością – pisze komentator „The Guardian” Seumas Milne.
„Słyszymy wersję znaną z przeszłości– pisze Milne – prodemokratyczni aktywiści walczą z autorytarnym rządem, chcą do Europy, a Putin kładzie veto na ich szansę na wolność i dobrobyt”.
Autor odrzuca jednak taką interpretację: „Ukrainie nigdy nie proponowano i wątpliwe, że kiedykolwiek zaproponuje się wstąpienie do UE. Janukowycz wygrał wybory, które międzynarodowi obserwatorzy uznali za uczciwe. Wielu zaś z tych, którzy wyszli na ulice nie szczególnie pali się do demokracji”.
Według Milne’a, z większości reportaży nie da się dowiedzieć, że „w sercu protestów i napaści na budynki rządowe znajdowali się ultrancjonaliści i faszyści”:
„Jedną z trzech największych partii opozycyjnych jest skrajnie prawicowa „Swoboda”. Jej lider Ołeh Tiahnybok twierdzi, że „Ukrainę kontroluje moskiewsko-żydowska mafia”. To partia, która na dzień dzisiejszy rządzi we Lwowie i która na początku miesiąca zorganizowała 15-tysięczny marsz z pochodniami ku czci lidera nacjonalistycznych faszystów Stepna Bandery, którego oddziały walczyły po stronie nazistów w czasie II wojny światowej i brały udział w eksterminacji Żydów”.
Milne zwraca uwagę, że Unia Europejska podsuwa Ukrainie umowę o stowarzyszeniu, aby otworzyć zachodnim kompaniom drzwi do tego kraju. Natomiast sami Ukraińcy są w kwestii wstąpienia do UE podzieleni.
Jeśli rozpad Ukrainy będzie nadal postępował, do gry z pewnością włączą się obce mocarstwa – ostrzega dziennikarz „The Guardian”. Dojdzie wówczas do strategicznego starcia i ten czarny scenariusz mogą przekreślić tylko sami Ukraińcy rozwiązując kryzys w swoim kraju.
„The Guardian”/KRESY.PL






























