Pierwsza śmierć Żubra

11 czerwca 1956 roku w “Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” ukazało się oświadczenie Stanisława Mackiewicza o wyjeździe do kraju. “Urodziłem się jako Polak, szlachcic litewski i miłości Wilna nikt nie wyrwie z mego serca” – deklarował we wstępie, dodając jednak, że uchodźstwo niepodległościowe nie może narażać bytu narodu dla “polityki mirażowej”. Swoiste credo zakończył Mackiewicz powtórzonym za księciem Czartoryskim banalnym stwierdzeniem, że “Polska jest Polską”. Trzy dni później wyjechał do PRL.

Stanisław Cat – Mackiewicz był jednym z najbardziej oryginalnych i nietuzinkowych polskich publicystów XX wieku. Monarchista, żubr kresowy, obrońca wielkiego ziemiaństwa, czołowy polski anglofob, piewca relatywizmu w polityce – długo można by wymieniać idee, których Cat zażarcie bronił i hasła, które wznosił na sztandary swej publicystyki. Większość z nich strawiły kolejne pożary dziejowe, zasypał kurz historii. Jedna wielka pasja Mackiewicza wydawała się trwalsza, niezmienna. Miłość do Wilna.

Cat miłość tę przejawiał, gdy wchodził do sanacyjnego rządu i gdy lądował w Berezie. Zabrał ją też za sobą na długą, siedemnastoletnią tułaczkę po obcej ziemi. Na przymusowym wychodźstwie redaktor wileńskiego „Słowa” zmieniał polityczne poglądy i sojusze, ale nie ustawał w działaniu na rzecz Wilna i Ziem Wschodnich. Jako współzałożyciel i jeden z liderów Związku Ziem Północno – Wschodnich RP oraz redaktor „Lwowa i Wilna” piórem bronił praw Polski do jej ziem kresowych i ostro zwalczał wszelkie głosy o ich wyrzeczeniu. Nie wahał się rzucić zdrajcą w twarz premierowi Mikołajczykowi, który przystał na dyktat jałtański, ale i bohaterowi Wilna, gen. Żeligowskiemu, gdy ten, omamiony słowianofilstwem, pisał memoranda do Bieruta. Przy wszystkich kontrowersjach, które wzbudzał, Cat uchodził za porte-paroleśrodowiska kresowego i najbardziej niezłomnego z niezłomnych. Tym większym szokiem była jego decyzja o wyjeździe do PRL.

O motywach decyzji Mackiewicza napisano już niejeden artykuł. Wiele wskazuje, że niespodziewana nominacja na premiera emigracyjnego rządu w czerwcu 1954 roku tylko opóźniła tę decyzję w czasie. Cat od połowy lat 40. prowadził dwuznaczne rozmowy z londyńskimi rezydentami komunistycznego wywiadu, sondował możliwości powrotu w korespondencji z Jerzym Putramentem i Aleksandrem Bocheńskim. Anglików nie cierpiał, w możliwość trzeciej wojny światowej nie wierzył, z większością emigracji zdążył się skłócić. Coraz bardziej ogarniało go zwątpienie w sens trwania na uchodźstwie – wszak „nie może istnieć naród bez ziemi”, jak się zwierzył w jednej z rozmów. Last but not least, Mackiewicz przegrał z Tadeuszem Żenczykowskim proces sądowy o nazwanie tego ostatniego „Goebbelsem obozu sanacyjnego” i wisiała nad nim groźba egzekucji niebagatelnej grzywny w wysokości £4 000.

Mackiewicz nie chciał wyjeżdżać z Londynu chyłkiem, jak jego następca w fotelu premiera emigracyjnego rządu – agent bezpieki Hugon Hanke. Swemu wyjazdowi koniecznie chciał nadać pozory deklaracji politycznej. 11 czerwca 1956 roku w „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza” ukazało się oświadczenie Stanisława Mackiewicza o wyjeździe do kraju. „Urodziłem się jako Polak, szlachcic litewski i miłości Wilna nikt nie wyrwie z mego serca” – deklarował we wstępie, dodając jednak, że uchodźstwo niepodległościowe nie może narażać bytu narodu dla „polityki mirażowej”. Swoiste credo zakończył Mackiewicz powtórzonym za księciem Czartoryskim banalnym stwierdzeniem, że „Polska jest Polską”. Trzy dni później wyjechał do PRL.

Emigracja przyjęła wyjazd Cata pomieszaniem szyderstwa, oburzenia i specyficznej satysfakcji, że składa broń ten, który najgłośniej mówił o niezłomności postaw. Kpiono sobie z Mackiewicza i oskarżano go o chęć objęcia w Polsce eksponowanych stanowisk. Najdramatyczniej jednak przebiegło pożegnanie byłego premiera z tymi, którzy przez lata towarzyszyli mu w nierównej i beznadziejnej batalii o przegraną sprawę – z kresowiakami.

Więź Mackiewicza z najbliższymi współpracownikami zaczęła się rwać już w 1955 roku, kiedy Cat, po dymisji swojego gabinetu, zaczął pisywać do wydawanego przez endeka Jana Ostoję – Matłachowskiego „Tygodnika”. Zarówno Mackiewicz jak i Matłachowski poparli w czasie kryzysu konstytucyjnego emigracji w 1954 roku prezydenta Augusta Zaleskiego, obaj też zaczęli z czasem głosić zwrot ku „realizmowi politycznemu”. W ówczesnych realiach oznaczało to jakąś formę legitymizacji krajowych władz komunistycznych. Stąd była już krótka droga do odrzucenia politycznej roli emigracji.

Dla środowisk kresowych, przywiązanych do idei legalizmu, jeszcze większym policzkiem, niż karkołomne ewolucje w piśmie Matłachowskiego, był artykuł Cata opublikowany 1 maja 1956 roku w londyńskim „Dzienniku Polskim i Dzienniku Żołnierza”. Zwykły artykuł, poświęcony Kongresowi Kultury Polskiej, ale za to gdzie?! W gazecie, która dla wyznawców prezydenta Zaleskiego, bodaj nie różniła się od „Trybuny Ludu”, w dzienniku, który stanął w 1954 roku po przeciwnej stronie wojny na emigracji niż rząd Mackiewicza. „Organ ten od lat lżył Pana, a co najważniejsze podważał nasze legalne władze stałymi napaściami swoimi. Otóż Pan temu organowi umożliwił jeszcze jedną napaść na Prezydenta RP” – napisał do Mackiewicza senator Józef Godlewski, wieloletni prezes Związku Ziem Północno – Wschodnich i wydawca „Lwowa i Wilna”, jeden z najbliższych sojuszników Cata na emigracji.

Ale Mackiewicz już wówczas przekroczył swój Rubikon. Pod naciskiem Godlewskiego i Xawerego Glinki złożył mandat radnego quasi – parlamentarnej Rady Rzeczypospolitej Polskiej. Następnie, 11 czerwca 1956 roku, ogłosił wspomnianą wyżej deklarację powrotu do Polski. Czy łatwo przyszło mu zrezygnować z obrony wartości, którym był wierny przez cały okres swej działalności publicznej? Odpowiedzi na to pytanie trudno doszukać się w lakonicznych słowach pożegnalnego komunikatu.

Najbardziej pryncypialnie na decyzję Cata zareagował Godlewski. „Tutaj Pan nie znalazł możliwości dla swojego wybujałego egocentryzmu, samozachwytu, nieomylności i wielkości – pisał w pełnym goryczy, niewysłanym liście – a co dopiero tam, gdzie będąc Pan popychadłem, pachołem komunistycznego reżimu, pod naciskiem i wskazówkami którego będzie Pan musiał wykonywać zleconą robotę”. W podobnym tonie pisał Godlewski do przyjaźniącego się z Mackiewiczem działacza kresowego i publicysty Kazimierza Okulicza. „Bezsprzecznie jest on patriotą, człowiekiem o wybitnych zdolnościach, ale megalomania wzięła w nim górę i zepchnęła go na te tory, które w moim przekonaniu są nie tylko śliskie, ale niepewne pod każdym względem” – zauważał Godlewski.

Środowiska kresowe odcięły się zdecydowanie od postępku Mackiewicza. Skłócone ze sobą Związek Ziem Wschodnich i Związek Ziem Północno – Wschodnich opublikowały mocne w treści oświadczenia – ten drugi określił Mackiewicza mianem „zdrajcy”. Nawet bliscy Catowi kresowi arystokraci, jak Lew ks. Sapieha, nie wypowiadając mu przyjaźni, nie znajdowali słów zrozumienia dla czynu przekreślającego całą dotychczasową postawę polityczną. Jeden tylko Kazimierz Okulicz starał się bronić przyjaciela. Przemawiając na forum Rady Rzeczypospolitej – w swoim, nie zaś w Klubu Ziem Wschodnich imieniu – mówił: „Nie wierzę, aby stał się czyimkolwiek agentem teraz, w kraju. Toteż, mimo, że rozeszły się nasze drogi, mimo, że p. Mackiewicz wyrządził szkodę legalizmowi i zawiódł swoich przyjaciół politycznych, nie cisnę za nim pochopnie kamieniem wzorem tych, którzy przede mną z tego miejsca przemawiali (…). Swój indywidualny osąd kroku pana Mackiewicza wydam, gdy będę wiedział, czy postępuje on w kraju zgodnie ze swoim credo ideowym, które zadeklarował przed wyjazdem, czy też temu credo się sprzeciwił”.

Wielu z kresowiaków, współpracowników i przyjaciół Mackiewicza, aż do śmierci nie wybaczyło mu wyjazdu do kraju. Ksiądz prof. Walerian Meysztowicz, który z Mackiewiczem znał się jeszcze z czasów 13. Wileńskiego Pułku Ułanów, napisał o Cacie, że ten przystał na służbę Antychrysta. Surowo ocenił wybór Mackiewicza jego pryncypialny brat Józef. Dla tych ludzi, którzy wybrali tułaczkę po świecie, były zasady, których nie wolno było złamać i bariery, których nie godziło się przekroczyć. Mackiewicz te niepisane wartości podeptał. On sam napisał krótko po wojnie o generale Żeligowskim, że źle się stało, że ten nie umarł w Wilnie, lecz poparł komunistów, skazując się na obywatelską śmierć w niesławie. Po latach – w oczach dawnych przyjaciół – Cat poszedł tą samą drogą.

Dopiero śmierć Mackiewicza w 1966 roku stępiła ostrze krytyki. Nieprzejednany za życia Cata Józef Godlewski napisał w pośmiertnym epitafium o ostatnich latach byłego współpracownika: „Męczył się, podlegając stałej kontroli i ograniczeniom myśli i pióra. Wydał kilka barwnych i żywych książek, lecz gdy podpisał słynny ‘protest pisarzy 34’ trafił na czarną listę. Przestano go tolerować. Uniemożliwiono mu wszelką pracę pisarską i wydawniczą, co przechorował, cierpiąc niedostatek i wreszcie nie dokonawszy w Kraju nic w obronie ukochanych Ziem Wschodnich, odszedł na wieki ten typowy przedstawiciel dawnej epoki, wielki patriota, zatwardziały konserwatysta, niezrozumiany przez świat i otoczenie. Świeć Panie nad Jego steraną duszą”.

Paweł Gotowiecki
Tagi:
forma płatności