Silni, zwarci, gotowi

Dziennikarz polski ma dwie drogi przed sobą: albo schlebiać polskiemu „wishful thinking” i powtarzać androny, którymi karmi się polska wyobraźnia, i na których opiera swe plany polityczne, które wobec tego wykorzystywane są przez różne prowokacje obce, albo przeciwstawić się mylnym założeniom, iluzjom i frazesom, wykorzystywanym przez obcą prowokację i tłumaczyć rzeczywisty, realny bieg wypadków politycznych – pisał Stanisław Cat-Mackiewicz.

W artykule p. Zaręby jest także passus, świadczący jak dziecinnie naiwnie rozumują ludzie, chcący być kierownikami politycznymi narodu czy partii:

Czytamy:

Stalin i Politbiuro nie są też nieomylni i popełniają nieraz błędy, które, jak sojusz z Hitlerem w roku 1939, dużo ich potem kosztują.

Gdyby p. Zaremba z powodu udziału Stalina w rozbiorze Polski pomiędzy Rosję a Niemcy w 1939 roku (tak niespodziewanego widać dla sympatyków „wspólnego frontu”) raz jeszcze się oburzył, raz jeszcze powtórzył, że działania Stalina były zbrodnią moralną – to miałby oczywiście rację. Ale ze słów p. Zaremby wynika, że ten bystry polityk dotychczas uważa, że na spółce z Hitlerem Stalin coś materialnie stracił, że ta spółka w czymś Stalinowi zaszkodziła, że to był „błąd”, który go „kosztował”.

Oczywiście jest to naiwność dyskwalifikująca całkowicie p. Zarembę, jako obserwatora politycznego. Stalina jego „błąd” z 1939 roku nie tylko nic nie „kosztuje”, ale na odwrót, należy przypuszczać, że gdyby tego „błędu” w 1939 nie był popełnił, to by go dziś nie było. Anglicy dążyli do tego, aby od razu Hitlerowi narzucić „drugi”, wschodni front w Rosji. Dali nam gwarancję w marcu 1939, aby w ten sposób natknąć Hitlera na bagnety sowieckie. Czy Rosja wytrzymałaby atak Hitlera w 1939? Niegotowy był wtedy jeszcze nie tylko przemysł wojenny amerykański, ale nawet angielski.

Zobacz także: Racja stanu II Rzeczypospolitej a sojusz z Niemcami

Przez przyjęcie odrzuconej przez Polaków oferty Hitlera z 1939 roku, Stalin odwrócił kolejność napaści Hitlera, który wpierw napadł na Francję, a potem dopiero na Rosję, co, jak się zdaje, przesądziło o możliwości wspaniałego zwycięstwa Rosji w 1945 roku.

Czy należy mówić realną prawdę

Zapewne wskutek artykuliku powyższego odezwą się głosy, zarzucające mi, że w sprawie pretensji Anglików do Rosji, że Rosja w 1939 roku uchyliła się od wspólnego frontu przeciw Hitlerowi, stoję po stronie rosyjskiej.

Odpowiadam:

Po niczyjej stronie nie staję, a tylko tłumaczę swoim rodakom, jak naprawdę działa mechanizm polityczny tego świata. Każde państwo w tej wojnie broniło swoich interesów narodowych. Anglicy chcieli, aby Hitler wykrwawił się wpierw o Rosję, Stalin, aby Hitler stracił pewną ilość swych sił wpierw na froncie zachodnim. Dziś już nawet p. Seyda uznaje słuszność mej tezy, że Polacy przedwcześnie wstąpili do wojny światowej. (Przynajmniej tak wynika z jednego z artykułów p. Seydy ogłoszonych w „Narodowcu”). Dziś już p. Bregman z „Dziennika Polskiego”, który rok temu tak pomstował na moje Lata nadziei, pisze artykuł pt. Czek bez pokrycia, w którym bardzo słusznie uzasadnia całą bezwartościowość angielskich gwarancji danych Polsce w 1939 roku.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

W ostatnich czasach słyszałem dużo ataków na moją rzekomą anglofobię i pesymizm. Anglofobem nigdy nie byłem, przeciwnie, zachwycam się zawsze trzeźwością i mądrością polityki brytyjskiej i stawiam ją nam zawsze za wzór. Ale wobec tych głosów raz jeszcze skonstatuję, że dziennikarz polski ma dwie drogi przed sobą:

albo

schlebiać polskiemu „wishful thinking” i powtarzać androny, którymi karmi się polska wyobraźnia, i na których opiera swe plany polityczne, które wobec tego wykorzystywane są przez różne prowokacje obce,

albo

przeciwstawić się mylnym założeniom, iluzjom i frazesom, wykorzystywanym przez obcą prowokację i tłumaczyć rzeczywisty, realny bieg wypadków politycznych.

W pierwszym wypadku, gdy się gada bezsensowne frazesy, ma się w społeczeństwie polskim mir i autorytet, w wypadku drugim słyszy się oskarżenia o brak patriotyzmu.

Oto są owe fałszywe doktryny, którym w czasie wojny hołdowała prawie cała prasa polska, a którym miałem zaszczyt się przeciwstawiać:

1) Lato 1939 roku. „Silni, zwarci, gotowi”. Moskale nas nie ruszą. Mam wielu świadków na to, że przestrzegałem, że twierdziłem, że w razie naszej wojny z Hitlerem Rosjanie zaatakują nas z tyłu.

2) „Silni, zwarci, gotowi” – okres sprzed wojny. Robiłem wszystko, co mogłem, aby wskazać, że brak jest nam motoryzacji, bez której wojny nowoczesnej prowadzić nie można.

3) Rok 1939 i 1940. Francuzi rozbiją Niemców bez większego wysiłku. W Latach nadziei opisywałem, co o tym mówili pp. Sikorski i Stroński.

4) Lipiec 1941. Pakt z Rosją należy podpisać taki właśnie, jakiego życzą sobie Anglicy, bo Niemcy i tak z łatwością pobiją Rosjan, a o przyszłości Europy Środkowej rozstrzygać będzie Anglia. Trzeba więc robić, co Anglicy każą.

5) Rok 1942. Prawdę o żądaniach Rosji w stosunku do Polski trzeba zatajać, bo… bo… bo ten, kto ją ujawnia, jest złodziejem szyfrów.

6) Lata 1943–1944. Anglia jest żywo zainteresowana na terytoriach Europy Środkowej i nie dopuści do tego, aby Rosja tam rządziła.

7) Wiosna roku 1944. „Rosjanie strzelają amunicją angielską, a otrzymują żywność amerykańską” – wobec tego nie są straszni dla przyszłości Polski, zresztą działalność naszych oddziałów zbrojnych przekona Amerykę i Anglię, do kogo Ziemie Wschodnie chcą należeć.

8) Rok 1945. Wojna z Niemcami przeobrazi się natychmiast po zwycięstwie nad Hitlerem w wojnę z Rosją.

W miarę swoich sił i skromnych możliwości przeciwstawiłem się wszystkim powyżej wyliczonym andronom, w które tak gorąco wierzyło społeczeństwo polskie, a które już nam dzisiaj z perspektywy doświadczeń historycznych wydają się tak śmieszne i naiwne. Gdy się jednak im, w odpowiednim czasie, przeciwstawiałem, ściągałem na siebie gromy, potępienia, zarzuty braku patriotyzmu, z których dzisiaj tak dumny jestem.

Zobacz także: „Zanadto kocham swój naród, aby starać się o popularność”

Dzisiaj znów Polacy chcą wierzyć, że w razie nowego konfliktu Niemcy w nim żadnej roli nie odegrają, że Ameryka będzie jednocześnie wojowała z Rosją i Niemcami z główną troską o tworzenie armii… Międzymorza. I znów jest tak samo. Znów trzeba wybierać pomiędzy popularnością i zyskiwaniem oklasków rodaków, a wypowiadaniem rzeczywistości.

Pilnujemy wspólnych spraw

Zależymy od Twojego wsparcia
Wspieram Kresy.pl

Słyszę także pytania: jakaż jest wobec tego Pańska koncepcja polityczna, czy Pan ją ma? Otóż być może, że mam koncepcję polityczną, a nawet sprecyzowaną koncepcję polityczną, która oczywiście musi być niepopularna, gdyż każda realna koncepcja polityczna jest niepopularna. Koncepcje polityczne Dmowskiego i Piłsudskiego były arcyniepopularne, ale Dmowski i Piłsudski jako liderzy wielkich ruchów politycznych mieli dostatecznie dużo siły, aby je narzucić społeczeństwu, względnie części społeczeństwa. Nie jestem żadnym liderem politycznym, a tylko zwykłym dziennikarzem. Spełniam swój obowiązek ustanawianiem rzeczywistego stanu rzeczy, z czego wielokrotnie w czasie wojny obecnej zdałem egzamin. Narzucić swojej koncepcji politycznej społeczeństwu polskiemu nie potrafię i tego czynić usiłować nie będę. Obowiązek stworzenia realnej koncepcji politycznej obciąża naszych liderów.

Stanisław Cat-Mackiewicz

Artykuł ukazał się pierwotnie w czasopiśmie „Lwów i Wilno”, nr 45, z 19 października 1947. pod tytułem: Błąd, który go „kosztował”. Obecnie został wydany w Chciałbym przekrzyczeć kurtynę żelazną. „Lwów i Wilno” 1946–1950, kolejnym tomie Dzieł Wybranych Stanisława Cata-Mackiewicza – serii wydawanej przez wydawnictwo Universitas. Portal Kresy.pl objął serię patronatem medialnym.

2 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

    • Amok666
      Amok666 :

      @tagore Żeby rozsądnie odpowiedzieć na Pańskie uwagi wystarczy tylko być Polakiem. Dlaczego obchodzą Pana straty Wehrmachtu. Niech Pan porówna straty Polski i Francji. Nie potrafi Pan? Boi się Pan wniosków, jakie z tego wynikają? I w ten sposób Pański głos staje się głosem kolejnego palanta (żeby nie powiedzieć zdrajcy), który szykuje następne pokolenia Polaków do roli mięsa armatniego następnej wojny …