W ubiegły piątek rosyjskie agencje informacyjne dolały oliwy do ognia. Najpierw, powołując się na przewodniczącego miejscowej Służby Nadzoru w Sferze Obrony Praw Konsumenta i Dobrobytu Człowieka, ogłosiły, że chmura radioaktywna przemieszcza się w kierunku Kamczatki.
A następnie zacytowały zwierzchnika regionalnego wydziału Ministerstwa ds. Sytuacji Nadzwyczajnych, który powiedział, że jeśli będzie to konieczne, to „samoloty i helikoptery mogą zahamować chmurę specjalnymi reagentami”.
Co prawda, wkrótce przedstawiciele wymienionych instytucji pospieszyli odżegnać się od tych dziwnych wypowiedzi. Ale było już za późno. Nowości ze wschodniego półwyspu usłyszano już na samym szczycie rosyjskich władz. Premier Władimir Putin zadzwonił do gubernatora Kraju Kamczackiego Władimira Iliuchina i poprosił o wyjaśnienie, co to za chmura nadciąga nad Kamczatkę i w jaki sposób planują ją “hamować”?
Następnie miejscowe środki masowego przekazu zaczęły regularnie przekazywać informacje z oficjalnych źródeł: „Dane o chmurze radioaktywnej nie odpowiadają rzeczywistości, poziom radiacji jest zgodny z normą, nawet przy najgorszym scenariuszu Kamczatce praktycznie nic nie zagraża itd.”
„Mierzymy poziom radiacji co trzy godziny, teraz jest on nawet poniżej normy, – zapewnił korespondenta “Nowej Gaziety” kierownik kamczackiego Centrum Meteorologii i Gospodarki Wodnej Władimir Kowbasiuk. – Odległość między Kamczatką i Japonią jest zbyt duża, a cyrkulacja mas powietrznych jest skierowana nie w naszą stronę. Dlatego ludzie nie muszą się przedwcześnie niepokoić. Jeśli japońska radiacja dotrze do półwyspu, to w bardzo śladowych ilościach. Nie będzie to miało wpływu na zdrowie ludzi…”
Napomnieniom specjalistów i przedstawicieli władz dowierzają jednak nie wszyscy mieszkańcy Kamczatki. „Jeśli oni w tak wzmożony sposób próbują nas uspokajać, to znaczy, że sytuacja rzeczywiście jest bardzo trudna” – powiedziała “Nowej Gaziecie” pracownica jednej z miejscowych firm telekomunikacyjnych. I wszystko wskazuje na to, że to nie tylko jej zdanie. Paniki w Pietropawłowsku Kamczackim oczywiście nie ma, ale tysiące mieszkańców już spakowało na wszelki wypadek “torby ratunkowe”. W sklepie “Medtechnika” wykupiono wszystkie liczniki skażenia radioaktywnego, choć nie są one tanie: od 6 tysięcy rubli za sztukę. Z aptek zniknęły preparaty na bazie jodu, podobno pomagają poradzić sobie z promieniowaniem.
Sprzedawcy sklepów spożywczych utrzymują, że w ostatnich dniach wzrósł popyt na wódkę. Niektórzy są zdania, że alkohol to dobry środek na chorobę popromienną. Zresztą, w odróżnieniu od jodu, deficytu alkoholu na razie nie widać. Widocznie handlowcy zrobili zapasy na parę miesięcy do przodu. Dodajmy, że w poniedziałek na kamczackiej giełdzie samochodowej podrożały używane japońskie samochody. Przedsiębiorcy widocznie spodziewają się, że nowe partie przybędą na Kamczatkę nieprędko.
Władimir Chitrow
źródło: http://www.novayagazeta.ru/data/2011/027/02.html
tłumaczyła Karolina Filimonova



























