Na Litwie trwa debata nad stosunkami litewsko-rosyjskimi, wywołana niedawnymi deklaracjami ze strony premiera Putina i prezydenta Miedwiediewa.
Do dyskusji włączył się Mečys Laurinkus, jeden z tych, którzy podpisali w 1990 roku deklarację niepodległości Litwy. W latach 1998-2004 stał na czele Departamentu Bezpieczeństwa Republiki Litewskiej; był także posłem wybranym z list Związku Ojczyzny. Obecnie jest ambasadorem Litwy w Gruzji.
W szeroko komentowanym artykule, opublikowanym w dzienniku “Lietuvos rytas”, Laurinkus analizuje politykę Rosji wobec Litwy w ostatnich dwudziestu latach.
Autor zauważa dużą zmianę jakościową, związaną z zastąpieniem Jelcyna przez Putina. Za czasów tego pierwszego, polityka wobec Litwy była niekonsekwentna, czasami podszyta chęcią militarnego rewanżu za rok 1990. Natomiast w ostatniej dekadzie Rosja całkowicie zmieniła taktykę. Laurinkus określa ją jako rodzaj “strategii regionalnej”, związanej z umiejętną grą energią, gazem i ropą.
Ambasador uważa, że Rosja dąży do uzyskania pełnej kontroli nad krajami bałtyckimi oraz basenem Morza Czarnego, zaś w Europie Środkowej, z braku środków finansowych, do stopniowego przejmowania infrastruktury energetycznej o znaczeniu strategicznym. Cel nadrzędny to zapewnienie sobie bezpiecznych dróg eksportu ropy i gazu na Zachód. Przypomina, że już dziesięć lat temu litewskie ośrodki analityczne stwierdziły, że Litwa całkowicie uzależniła się od Rosji w kwestii energetycznej.
Druga część rosyjskiej koncepcji strategicznej jest, według Mečysa Laurinkusa, nieco bardziej liberalna i pozytywna dla Litwy. Ma ona wraz z Polską stanowić dla Rosji pomost łączący ją z Unią Europejską. W tym kontekście niezwykle istotną rolę zajmuje Kaliningrad.
Po trzecie, Rosjanie uważają, że istnieją dwie Litwy – ta Landsbergisa i Adamkusa oraz druga, którą postrzegają jako “bardziej racjonalną”. Ta ostatnia ma jakoby obawiać się dominacji pierwszej, dlatego nie formułuje jeszcze konkretnych programów dla litewskiej polityki zagranicznej. Rosjanie muszą jednak tylko cierpliwie poczekać, a na Litwie pojawią się silne głosy za pełną normalizacją stosunków. Nie bez znaczenia może być też dla Rosjan przekonanie, że Litwini nie są nastawieni zdecydowanie proniemiecko, w przeciwieństwie do np. Łotyszy.
Według Laurinkusa nad pozytywnym obrazem Rosji, a atakowaniem polityków litewskich reprezentujących opcję prozachodnią usilnie pracują litewskie media. Dowodem na to ma być między innymi “nagonka” na Departament Bezpieczeństwa, która trwa od czterech lat, czyli od czasów słynnej sprawy skonfiskowania całego nakładu tygodnika “Laisvas Laikrastis”. W czasopiśmie znajdować się miały dowody malwersacji finansowych byłego premiera Algirdasa Brazauskasa. Według służb, za odpowiedzialnego za przeciek mający na celu zdyskredytowanie byłego szefa rządu, należało uznać Viktora Uspaskicha, przywódcę litewskiej Partii Pracy, znanego ze swoich prorosyjskich sympatii. Był on zresztą ścigany europejskim listem gończym przez władze Litwy, kiedy po oskarżeniach o malwersacje, pojechał na pogrzeb brata do Rosji i już nie wrócił. Obecnie Uspaskich, po powrocie na Litwę, został eurodeputowanym w wyborach z 2009 r.
W artykule Mečysa Laurinkusa komentatorów najbardziej zbulwersowało zdanie, w którym stwierdził on, iż na Litwie jest 3000 rosyjskich agentów wpływu.
Błażej Cecota/lrytas.lt/Kresy.pl
Zobacz także:




























