29 czerwca 1944 roku w Warszawie żołnierze 1. kompanii „Maciek” batalionu „Zośka” Kedywu KG AK przeprowadzili akcję „Jan Boży”, uwalniając kilkunastu więźniów politycznych ze Szpitala św. Jana Bożego przy ul. Bonifraterskiej.
Szpital należał do zespołu budynków związanych z warszawskimi bonifratrami. Historia tej placówki sięgała XVII wieku, a jej początki wiązały się z fundacją kościoła, klasztoru i przytułku dla bonifratrów. W kolejnych stuleciach szpital św. Jana Bożego stał się jedną z ważnych warszawskich placówek leczniczych, kojarzoną szczególnie z opieką nad chorymi psychicznie. W czasie okupacji niemieckiej trafiali tam również ranni i postrzeleni więźniowie, w tym więźniowie Pawiaka.
Czerwcowa akcja nie była pierwszą operacją polskiego podziemia w tym miejscu. Pod koniec kwietnia 1944 roku ze szpitala wydobyto Benedykta Sylwestrowicza ps. „As”, a 11 czerwca uwolniono kolejnych 15 polskich więźniów. Wśród osób planujących tę drugą akcję był Kazimierz Moczarski, późniejszy autor „Rozmów z katem”.
Akcja z 29 czerwca została przeprowadzona inaczej niż wcześniejsze operacje. Nie odbyła się nocą ani pod osłoną przebrań. Żołnierze „Zośki” uderzyli w środku dnia, niemal jawnie, wykorzystując tempo działania, zaskoczenie i dobrze przygotowany plan.
„Tym, co nadawało wiośnie 1944 roku jakiś szczególny ton, jakiś przedsmak zbliżającego się powstania, były walki o uwolnienie więźniów, coraz częstsze, codzienne potyczki, wywoływane faktem krążenia po ulicach Warszawy uzbrojonych grup konspiratorów, grup, które w tym piątym roku okupacji, coraz cięższej i trudniejszej do zniesienia, zderzały się z hitlerowskimi patrolami, rozbrajały poszczególnych Niemców, a czasem po prostu włóczyły się po mieście. Zwłaszcza czerwiec i lipiec 1944 roku był okresem ciągłych utarczek, nie zawsze związanych ze zleconymi przez dowództwo zadaniami bojowymi, a niejako zrodzonych przez sytuację i atmosferę coraz bardziej napiętą” — wspominał po wojnie prof. Tomasz Strzembosz.
Oddział AK liczył 10 żołnierzy oraz dwóch kierowców. Akcją dowodził sierż. pchor. Tadeusz Huskowski ps. „Tadeusz”. Grupa została podzielona tak, aby dostać się do szpitala od strony ul. Bonifraterskiej i ul. Sapieżyńskiej. Dwóch żołnierzy pozostawiono na zewnątrz jako ubezpieczenie na wypadek pojawienia się Niemców.
Huskowski wszedł do budynku administracyjnego, przekonując pilnującego przejścia policjanta, że ma powód, by znaleźć się na terenie szpitala. Następnie doprowadził do otwarcia bramy od strony ul. Sapieżyńskiej. Gdy pozostali żołnierze wbiegli do środka, przecięto kable telefoniczne i sterroryzowano personel, uniemożliwiając wezwanie pomocy.
Właściwa część szpitala była chroniona przez granatowych policjantów. Żołnierze AK oddali serię z pistoletu maszynowego, aby ich powstrzymać, ale ich nie zabili. Policjanci zostali rozbrojeni i obezwładnieni. Trzech akowców pozostało przy nich na straży, a pozostali udali się na pierwsze piętro, gdzie znajdowali się poszukiwani więźniowie.
Źródła różnią się w sprawie liczby uwolnionych. Najczęściej podaje się 15 osób, choć w relacjach pojawia się także liczba 12 więźniów. Wiadomo, że wśród uwolnionych była co najmniej jedna kobieta z dzieckiem. Więźniowie otrzymali cywilne ubrania. Część oddaliła się samodzielnie, a osoby w gorszym stanie zostały odwiezione samochodami przygotowanymi przez żołnierzy AK.
Cała akcja trwała około pół godziny. Zakończyła się powodzeniem mimo tego, że obserwowali ją mieszkańcy okolicznych domów, którzy żegnali wychodzących akowców i uwolnionych więźniów radosnymi okrzykami. Niemcy nie zastosowali represji wobec polskich pracowników szpitala; aresztowani zostali natomiast rozbrojeni granatowi policjanci.
Niewiele ponad miesiąc później w Warszawie wybuchło Powstanie Warszawskie. Zabudowania szpitala św. Jana Bożego stały się jednym z punktów powstańczego oporu na Starym Mieście. W sierpniu 1944 roku zostały prawie całkowicie zniszczone. Po wojnie odbudowano kościół, ale dawnego szpitala już nie odtworzono.
Kresy.pl / Dzieje













