Pochówki atypowe należą do najbardziej sugestywnych świadectw dawnych wyobrażeń o śmierci. Na stanowisku w Pniu koło Dąbrowy Chełmińskiej archeolodzy badają wyjątkowe cmentarzysko, na którym odkryto ponad sto pochówków, w tym co najmniej kilkanaście uznanych za nietypowe.
– Grobów atypowych jest tu zastanawiająco dużo: co najmniej kilkanaście. Kilka kolejnych może się takimi okazać, ale to dopiero będziemy badać. W ostatnim sezonie odkryliśmy kolejne cztery groby, tym razem płodów, noworodków i nastolatków między 12 a 15 rokiem życia – powiedział PAP prof. Dariusz Poliński, archeolog z Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu.
Stanowisko ma dłuższą historię. Obok nowożytnej nekropoli z XVII wieku znajdował się tam również cmentarz z przełomu X i XI stulecia. Sam młodszy cmentarz bywa wiązany ze społecznością protestancką, być może także z osadnikami olęderskimi lub mennonickimi.
Pochówki atypowe to takie, w których zmarłych zabezpieczano w szczególny sposób. W grobach znajdowane są sierpy umieszczane na szyi, kamienie przygniatające ciało, kłódki czy przypadki pochówków twarzą do ziemi. Najbardziej znanym przykładem z Pnia jest tzw. „wampirka Zosia” – młoda kobieta pochowana z sierpem na szyi i kłódką na palcu stopy. W 2025 roku odkryto także pochówek prawdopodobnie chłopca, nazwanego przez badaczy Vladimirem, u którego kamienie ułożono na obojczykach i w okolicy serca.
Zabiegi te nie były przypadkowe. Wierzono, że niektórzy zmarli mogą powrócić i szkodzić żyjącym – odbierać siły witalne, sprowadzać choroby, powodować śmierć kolejnych członków rodziny, a nawet przynosić nieurodzaj czy inne nieszczęścia całej wspólnocie. W realiach XVII wieku, naznaczonych epidemiami, głodem i wojnami, takie przekonania były sposobem wyjaśniania trudnych do zrozumienia zjawisk.
Dlatego stosowano środki o charakterze ochronnym, określane jako apotropeiczne, czyli mające odwracać zło i neutralizować zagrożenie. Sierp mógł symbolicznie uniemożliwiać podniesienie się z grobu, kamienie dociskały ciało do ziemi, a pochówek twarzą do dołu miał sprawić, że zmarły – jeśli się „obudzi” – będzie wgryzał się w ziemię zamiast wydostać się na powierzchnię. Podobną funkcję mogły pełnić monety wkładane do ust czy elementy żelazne, np. gwoździe, którym przypisywano właściwości ochronne.
– Czasami rozkopywano grób, by sprawdzić, czy ciało się rozkłada. Wierzono, że zmarły może „zarazić” innych zmarłych, dlatego niekiedy ekshumowano więcej grobów z jednego cmentarzyska. Podobne zwyczaje kultywowano jeszcze w XX wieku – wyjaśnia prof. Poliński.
Badania antropologiczne wskazują, że część osób pochowanych w ten sposób mogła za życia cierpieć na poważne choroby. W Pniu zidentyfikowano m.in. kobietę z objawami kiły trzeciorzędowej oraz inną, u której stwierdzono ślad po tętniaku. Dla ludzi epoki deformacje ciała, napady bólu, drgawki czy zmiany zachowania mogły być postrzegane nie jako choroba, lecz jako coś niepokojącego, a nawet demonicznego. W efekcie osoby takie bywały marginalizowane jeszcze za życia.
Co ciekawe, wielu pochowanych w Pniu miało taką samą anomalię kostną w rejonie szyi. Oznacza to, że mogli być ze sobą spokrewnieni.
Czytaj też: Ostrów Lednicki: archeolodzy znaleźli tajemniczą rzeźbę twarzy z czasów Mieszka I [+WIDEO]
Podobne znaleziska znane są także z innych regionów. W Drawsku w Wielkopolsce odkryto groby z sierpami, interpretowane jako formy zabezpieczenia przed powrotem zmarłych. W Wenecji, na wyspie Lazzaretto Nuovo, znaleziono pochówek kobiety z XVI wieku z cegłą włożoną do ust. W krajach niemieckojęzycznych odnotowano natomiast liczne pochówki twarzą do ziemi, które również wiąże się z próbami unieszkodliwienia zmarłych.
Badania nad cmentarzyskiem w Pniu trwają od ponad dwóch dekad i będą kontynuowane. Kolejne analizy mogą przynieść nowe informacje o skali tego zjawiska oraz o życiu i śmierci ludzi, których społeczność uznała za niepokojących nawet po śmierci.
Kresy.pl / PAP





























