Po spotkaniu Friedricha Merza z Donaldem Trumpem doszło do sporu politycznego między Madrytem a Berlinem. Hiszpańskie władze zarzuciły kanclerzowi Niemiec uległość wobec Stanów Zjednoczonych, które wcześniej wystosowały groźby handlowe pod adresem Hiszpanii.

Tydzień po tym, jak Donald Trump zagroził zerwaniem stosunków handlowych z Madrytem, w Hiszpanii utrzymało się oburzenie na zachowanie Merza podczas konferencji prasowej 3 marca w Waszyngtonie. W czasie tego wystąpienia Trump groził Hiszpanii embargiem za odmowę zgody na korzystanie przez amerykańskie samoloty wojskowe z hiszpańskich baz lotniczych do ataków na Iran, a także krytykował Madryt za odmowę przeznaczenia 5 proc. PKB na wydatki wojskowe.

Wcześniej, 1 marca, kanclerz Niemiec podczas swojego wystąpienia przedstawił się jako najbliższy europejski sojusznik Donalda Trumpa, jednoznacznie potępiając Teheran. Friedrich Merz określił Iran mianem „państwa zbójeckiego”, które „bezkarnie łamie prawo międzynarodowe”, Dlatego nie powinno go ono obowiązywać. Wyraził również rozczarowanie faktem, że zachodnim sojusznikom przez dekady nie udało się wpłynąć na zmianę polityki władz w Teheranie.

W poniedziałek w rozmowie z POLITICO hiszpańska wicepremier Yolanda Díaz otwarcie zaatakowała niemieckiego kanclerza. „Europa potrzebuje dziś przywództwa, a nie wasali składających hołd Trumpowi” — powiedziała.

W tej samej wypowiedzi Díaz oceniła także, że Merz należy do grupy unijnych przywódców, „którzy nie mają pojęcia, jak poradzić sobie z historycznym momentem, w którym żyjemy”.

Po spotkaniu w Białym Domu Friedrich Merz tłumaczył, że nie zabrał głosu publicznie w obronie państwa członkowskiego UE, ponieważ nie chciał ryzykować „pogorszenia” sytuacji przez otwartą krytykę Trumpa. Utrzymywał, że później, już za zamkniętymi drzwiami, przekazał prezydentowi USA, iż sankcji gospodarczych nie można nakładać na żaden kraj UE.

W Madrycie te wyjaśnienia nie doprowadziły do uspokojenia sytuacji. W godzinach po spotkaniu hiszpański minister spraw zagranicznych José Luis Albares skrytykował Merza za brak obrony członka UE i zaznaczył, że nie wyobraża sobie, by Angela Merkel lub Olaf Scholz zachowali się w podobnych okolicznościach w ten sam sposób.

W Hiszpanii krytyka objęła również media i komentatorów. W prasie pojawiły się określenia „tchórzem” oraz zarzuty, że Merz nie obronił europejskiego partnera w sposób, jakiego wymagałaby podstawowa solidarność.

W poniedziałek w Berlinie rzecznik kanclerza Stefan Kornelius próbował ograniczyć polityczne skutki sporu i stwierdził, że „stosunki wcale nie są napięte”. Równocześnie odrzucił zarzuty dotyczące reakcji Berlina i wskazał, że główny urzędnik ds. polityki zagranicznej i bezpieczeństwa Niemiec Günter Sautter rozmawiał z hiszpańskim odpowiednikiem bezpośrednio po spotkaniu z Trumpem.

Jednocześnie Kornelius przyznał, że od czasu wizyty Merza w Waszyngtonie obaj przywódcy nie rozmawiali ze sobą bezpośrednio. Według jego relacji Merz dwukrotnie próbował dodzwonić się do premiera Pedro Sáncheza, zostawił mu wiadomość głosową i czekał na odpowiedź.

Później rzecznik Sáncheza wyjaśnił, że połączenia pozostały bez odpowiedzi, ponieważ kanclerz Niemiec użył numeru, który nie był już aktywny. Premier Hiszpanii zmienia go okresowo ze względów bezpieczeństwa. Po wyjaśnieniu nieporozumienia Merz otrzymał zaktualizowane dane kontaktowe, jednak do rozmowy obu polityków nadal nie doszło. Ich zespoły pozostały w kontakcie.

W tej samej wypowiedzi hiszpańska wicepremier wskazała na potrzebę zmiany kierunku polityki gospodarczej i przemysłowej Europy. „Potrzebujemy strategicznej autonomii… musimy mieć własny europejski przemysł” — powiedziała Yolanda Díaz. „Musimy też zmniejszyć naszą zależność technologiczną, finansową i energetyczną zarówno od Stanów Zjednoczonych, jak i Pekinu. Musimy mieć świadomość własnej duszy” — dodała wicepremier.

Kresy.pl/Politico

Tagi: , , , , , ,
forma płatności