„Widziałam «Lota», jak biegł i rozrywał płaszcz”. Zamach na Franza Kutscherę

1 lutego 1944 roku w Warszawie przeprowadzono akcję likwidacji dowódcy SS i Policji na dystrykt warszawski Franza Kutschery, jednego z głównych organizatorów niemieckiego terroru w okupowanej stolicy.

Od objęcia stanowiska we wrześniu 1943 roku Kutschera odpowiadał za eskalację łapanek oraz publicznych egzekucji ulicznych, które miały złamać opór ludności cywilnej. W październiku i listopadzie 1943 roku rozstrzeliwania stały się niemal codziennym elementem życia miasta.

W listopadzie sąd podziemny skazał Kutscherę na śmierć, a rozkaz wykonania wyroku wydał dowódca Kedywu Komendy Głównej AK pułkownik August Emil Fieldorf „Nil”. Realizację zadania powierzono oddziałowi „Agat”, noszącemu od stycznia 1944 roku nazwę „Pegaz”.

Zapamiętały nawet jego sposób chodzenia

Przygotowania do zamachu poprzedziło kilkutygodniowe rozpoznanie prowadzone w rejonie Alei Róż i Alei Ujazdowskich. W obserwacjach uczestniczyły m.in. Maria Stypułkowska-Chojecka „Kama”, Elżbieta Dziębowska „Dewajtis” oraz Anna Szarzyńska-Rewska „Hanka”.

Generał codziennie rano przejeżdżał z mieszkania przy Alei Róż 2 do siedziby dowództwa SS i Policji w Alejach Ujazdowskich 23, pokonując dystans zaledwie około 140 metrów. „Obserwowałyśmy samochód, którym jechał, trasę, jaką przejeżdżał. […] Wtedy, kiedy miał skręcić w lewo z Alej Ujazdowskich do sklepionej bramy, gdzie były otwierane drewniane wierzeje, wszystkie pojazdy, jakie były na ulicy, musiały się zatrzymać. Miał bowiem prawo do włączenia żółtych świateł, tylko dla wysokich dygnitarzy niemieckich” — wspominała po latach „Kama”. — „Zdobyto drogami konspiracyjnymi fotografię Kutschery, którą miałam przez kilka minut w ręku. Miałam zapamiętać tę twarz po to, żeby nie pomylić się, gdyby samochodem jechał może inny generał. Zapamiętałam tę twarz, wszystkie cechy, sposób jego chodzenia i poruszania się, chociaż na takim malutkim, wąskim odcinku, jakim jest chodnik w Alei Róż”.

Obserwacje prowadzono przez cztery tygodnie. Pierwszą próbę przeprowadzenia zamachu podjęto 28 stycznia 1944 roku. Oddział rozstawiony na stanowiskach w Alejach Ujazdowskich nie doczekał się jednak przejazdu Kutschery, który tego dnia nie pojawił się na trasie przejazdu. Tego samego dnia wieczorem część składu akcji została ostrzelana przez niemiecki patrol policyjny na ulicy Kruczej. W wyniku tego zdarzenia jeden z uczestników odniósł ciężkie obrażenia, co wymusiło zmiany personalne w składzie przed ponownym podjęciem akcji.

Akcja trwała dziewięćdziesiąt sekund

Kolejną akcję, w zmienionym składzie, zaplanowano na 1 lutego w godzinach porannych. Dowódcą zamachu był Bronisław Pietraszewicz „Lot”, a w grupie wykonawczej znaleźli się m.in. Zdzisław Poradzki „Kruszynka”, Michał Issajewicz „Miś”, Stanisław Huskowski „Ali”, Marian Senger „Cichy”, Henryk Humięcki „Olbrzym” oraz Zbigniew Gęsicki „Juno”. Kierowcami byli Bronisław Hellwig „Bruno” i Kazimierz Sott „Sokół”.

Wydarzenia potoczyły się zgodnie z planem. O godzinie 9:06 „Kama” zasygnalizowała wyjście Kutschery z kamienicy przy Alei Róż. Chwilę później samochód prowadzony przez „Misia” zajechał drogę limuzynie generała. Do zatrzymanego pojazdu podbiegli „Lot” i „Kruszynka”, otwierając ogień z broni maszynowej.

„Widziałam «Lota», jak biegł i rozrywał płaszcz” — relacjonowała „Kama” — „pod płaszczem miał Stena”. W trakcie walki użyto również granatów. „Akcja trwała dziewięćdziesiąt sekund. Strzałów padło mnóstwo. Słyszałam detonacje, wybuchy granatów. Wiedziałam też, że nasze granaty «filipinki» działają przede wszystkim siłą rozprysku, czyli odłamkami, a nie siłą wybuchu. Rozróżniałam, że są to granaty nasze. Nie wiedziałam, co się dzieje” — podkreślała.

Zamachowcom udało się wycofać z miejsca akcji zgodnie z planem. Podczas odwrotu kilku uczestników zostało jednak ciężko rannych lub zginęło.

Zmarło czterech uczestników akcji

Następnego dnia, 2 lutego 1944 roku, Niemcy dokonali odwetu, rozstrzeliwując 100 zakładników w pobliżu miejsca zamachu oraz nakładając na Warszawę kontrybucję w wysokości 100 mln zł.

Po stronie polskiej zginęło czterech uczestników akcji: Zbigniew Gęsicki „Juno” i Kazimierz Sott „Sokół” polegli podczas próby ucieczki przez Wisłę, natomiast ciężko ranni Bronisław Pietraszewicz „Lot” i Marian Senger „Cichy” zmarli w kolejnych dniach w szpitalach. W połowie lutego 1944 roku okupant zaprzestał publicznych egzekucji ulicznych w Warszawie, ograniczając najbardziej demonstracyjną formę terroru.

Zamach na Kutscherę pozostaje jedną z najważniejszych akcji bojowych Armii Krajowej wymierzonych w wysokiego rangą przedstawiciela niemieckiego aparatu okupacyjnego w Generalnym Gubernatorstwie.

Przeczytaj też o innych zamachach AK:

„Z toru bucha słup ognia”. Nieudany zamach na Hansa Franka

Największa taka akcja w Europie. AK ukradła Niemcom 105 mln złotych

Zamach na Brauna. 40 sekund, które wstrząsnęły Warszawą

Kresy.pl / 1944.pl

Tagi: , , , , ,
forma płatności