Szef hiszpańskiego rządu Pedro Sánchez ocenił, że żądanie podniesienia wydatków obronnych państw europejskich do 5 proc. PKB jest nie do przyjęcia, wskazując jednocześnie na konieczność stopniowego zwiększania nakładów w obecnej sytuacji geopolitycznej.
W opublikowanym w niedzielę wywiadzie dla „El País” premier Hiszpanii Pedro Sánchez odniósł się do postulatu prezydenta USA Donalda Trumpa, który domaga się, aby europejscy sojusznicy NATO zwiększyli wydatki obronne do poziomu 5 procent PKB. W rozmowie szef rządu jednoznacznie sprzeciwił się takiej koncepcji.
Sánchez stwierdził, że Europa powinna „pracować dyplomatycznie, aby w 2035 roku nie była kontynentem uzbrojonym po zęby, ale zjednoczonym i przestrzegającym prawa międzynarodowego”. Jak podkreślił, ewentualny wzrost wydatków musi wynikać z realnych potrzeb bezpieczeństwa, a nie z narzuconych żądań.
„Jaki świat chcemy zostawić naszym młodym ludziom, kiedy osiągną nasz wiek? Świat, w którym budżety obronne państw europejskich sięgają 5 procent?” powiedział w rozmowie. Jednocześnie premier przyznał, że obecne warunki geopolityczne wymagają zwiększenia nakładów na obronność.
Sánchez zaznaczył, że Hiszpania realizuje przyjęte wcześniej zobowiązania sojusznicze. Przypomniał, że poziom 2 procent PKB, ustalony podczas szczytu NATO w 2014 roku, został przez jego rząd osiągnięty. „Opozycja krytykuje mnie za wypełnianie zobowiązania, którego sam nie składałem, a które zostało uzgodnione w 2014 roku” dodał.
W dalszej części rozmowy premier podkreślił, że Hiszpania pozostaje wiarygodnym i aktywnym członkiem NATO. Wskazał na udział hiszpańskich żołnierzy w misjach na wschodniej flance Sojuszu. Jak przekonywał, jest to wyraz solidarności z państwami takimi jak Bułgaria, Rumunia, Litwa czy Estonia, które według niego pozostają pod wpływem działań określonych jako „neoimperializm Putina”.
Sánchez mówił również o potrzebie wzmacniania europejskiej autonomii strategicznej. Jego zdaniem zwiększenie budżetów obronnych w granicach wcześniej uzgodnionych poziomów pozostaje niezbędne, ale nie może prowadzić do sytuacji, w której Europa będzie podporządkowywać swoją politykę wyłącznie logice militaryzacji.
Prezydent USA zapowiedział możliwość nałożenia ceł na Hiszpanię w związku z niskim poziomem wydatków na obronność. W środę Komisja Europejska zapowiedziała, że odpowie na ewentualne amerykańskie restrykcje handlowe wobec Hiszpanii. Rząd w Madrycie podtrzymał deklarację osiągnięcia 2 proc. PKB na obronność, kwestionując konieczność wydawania 5 proc.
„Polityka handlowa leży w gestii Brukseli, a Komisja Europejska zareaguje odpowiednio, tak jak zawsze, na wszelkie środki podjęte wobec jednego lub kilku naszych państw członkowskich” — powiedział Olof Gill, rzecznik Komisji Europejskiej. Jak podkreślił, do rozwiązywania sporów handlowych służy także umowa UE–USA zawarta w lipcu — dodał rzecznik.
W Brukseli minister obrony Margarita Robles nie wykluczyła, że w kolejnych latach nakłady na wojsko mogą przekroczyć 2 proc. PKB, pozostawiając sprawę otwartą.
Wcześniej prezydent USA zasugerował, że Hiszpania mogłaby zostać nawet wykluczona z NATO z powodu braku odpowiednich nakładów na obronność. Madryt odrzuca te zarzuty, podkreślając, że jego wydatki wojskowe wzrosły do 2,1 proc. PKB, co — jak argumentuje rząd Sancheza — jest wystarczające do wypełnienia zobowiązań wobec Sojuszu. Hiszpański premier utrzymuje, że przeznaczenie większych środków na zbrojenia odbyłoby się kosztem programów socjalnych.
Kresy.pl/El Pais
































