Sejmowa Komisja Cyfryzacji zajęła się wdrażaniem unijnego Aktu o usługach cyfrowych (DSA) do polskiego porządku prawnego. Proponowane przepisy mogą umożliwić rządowi moderację treści zamieszczanych w internecie, poprzez zmuszanie platform do ich trwałego usunięcia. Rząd wskazuje na potrzebę szybkiego wprowadzenia rozwiązania, a prezydent Karol Nawrocki krytykuje akt jako zagrożenie dla wolności słowa.

W środę w Sejmie odbyła się kolejna runda konsultacji publicznych dotyczących wdrażania unijnego Aktu o usługach cyfrowych do polskiego systemu prawnego. Projekt przewiduje centralną rolę prezesa UKE, który na pięcioletnią kadencję ma być powoływany przez Sejm na wniosek premiera i który mógłby wydawać decyzje wobec treści uznanych za naruszające konkretne przepisy karne.

Podczas posiedzenia wiceminister cyfryzacji Dariusz Standerski przedstawił historię prac zarówno na poziomie unijnym, jak i krajowym, przypominając, że Polska poparła DSA w 2022 r. „Rada oraz Parlament Europejski osiągnęły wstępne porozumienie nad tekstem, co zostało poparte przez państwa członkowskie UE 15 lipca 2022 r. 4 października Rada jednomyślnie przyjęła Akt o Usługach Cyfrowych […] polskie stanowisko rządu Mateusza Morawieckiego w głosowaniu było za przyjęciem, w związku z tym Polska popierała wprowadzenie Aktu o Usługach Cyfrowych” — wyjaśnił. Wskazał, że na początku 2024 r. kontynuowano prace nad wdrożeniem, opierając się na założeniach przygotowanych wcześniej, w tym na wyznaczeniu prezesa UKE jako koordynatora — dodał.

Radca prawny Maciej Gawroński z Fundacji Law 4 Growth docenił tryb odzyskiwania dostępu do treści, ale nazwał projekt regulacją „nastawioną na cenzurowanie”. Zwrócił uwagę na brak rozwiązań zapewniających realną ochronę autorów materiałów legalnych, a niesłusznie usuniętych. Do zarzutów odniósł się wiceminister Standerski, podkreślając, że projekt odwołuje się do konkretnych typów czynów z Kodeksu karnego oraz przewiduje mechanizmy odblokowywania treści — zaznaczył.

Wątpliwości budził również zarzut tzw. goldplatingu. Marcin Olender z polskiego oddziału Internet Society wskazał na art. 11a projektu i potrzebę lepszego uzasadnienia pozasądowych rozwiązań, a także rozdzielenia lub dopracowania procedury — argumentował. Biuro Rzecznika Praw Obywatelskich uznało obecną wersję za lepszą od poprzednich, lecz wskazało, że zakres kompetencji prezesa UKE może zostać faktycznie ograniczony. „Postulujemy ponowne rozważenie wypracowania alternatywnych rozwiązań w tym zakresie uwzględniających z jednej strony autonomię kontraktową platform, a z drugiej rzeczywistą ochronę użytkowników przed arbitralnymi decyzjami platform” — przekazano.

Implementacji sprzeciwia się prezydent Karol Nawrocki. „Pod pozorem walki z nielegalnymi treściami i dezinformacją rząd chce ograniczyć wolność słowa, poprzez wprowadzenie mechanizmu blokowania wypowiedzi arbitralnymi decyzjami administracyjnymi urzędników. Nie tak to powinno wyglądać. Warto zabrać głos, zanim spróbują zabrać go Tobie” — napisał Karol Nawrocki, prezydent RP.

Prace nad DSA zostały przyspieszone w ostatnich miesiącach. 23 września Rada Ministrów przyjęła projekt ustawy przygotowany przez Ministerstwo Cyfryzacji, a 17 października skierowano go do komisji. 26 września premier przedstawił kandydaturę Przemysława Kuny na prezesa Urzędu Komunikacji Elektronicznej, przewidzianego w projekcie jako koordynator usług cyfrowych. W maju Polska została pozwana do Trybunału Sprawiedliwości UE przez Komisję Europejską za opóźnienia we wdrażaniu tych przepisów.

Czym jest DSA?

Nowe przepisy umożliwią blokowanie określonych treści, w tym zawierających groźby karalne, nawoływanie do popełnienia czynów zabronionych, pochwalanie zachowań pedofilskich, propagowanie ideologii totalitarnych, nawoływanie do nienawiści, a także znieważanie ze względu na narodowość, rasę czy wyznanie. Blokadą mogą zostać objęte również treści związane z cyberprzestępczością, oszustwami, phishingiem, handlem ludźmi, groomingiem, rozpowszechnianiem pornografii z udziałem małoletnich czy naruszeniem praw autorskich.

Uprawnienia do wnioskowania o blokadę treści uzyskają m.in. prokuratura, Policja, Krajowa Administracja Skarbowa i Straż Graniczna. Dodatkowo funkcjonować będą tzw. zaufane podmioty sygnalizujące, certyfikowane przez prezesa UKE, które będą mogły zgłaszać szkodliwe materiały.

Procedura ma polegać na zawiadomieniu autora treści o wszczęciu postępowania, który będzie miał dwa dni na przedstawienie stanowiska. Decyzje w sprawie usunięcia treści będą wydawać prezes UKE i przewodniczący KRRiT. Organy administracyjne będą zobowiązane do rozpatrzenia zgłoszenia w ciągu 7 dni, a w przypadku wniosków prokuratury lub Policji — w ciągu 2 dni. W szczególnie pilnych sprawach decyzjom będzie mógł być nadany rygor natychmiastowej wykonalności.

Nowe regulacje przewidują, że użytkownicy, których treści zostaną zablokowane, będą mogli odwołać się od decyzji platformy internetowej, a w przypadku jej podtrzymania — skierować sprawę do sądu. Dostawcy usług cyfrowych, którzy nie dostosują się do przepisów, będą podlegać odpowiedzialności cywilnej i wysokim karom administracyjnym.

Krytycy wskazują, że regulacja jest nastawiona na cenzurowanie i wymuszanie na największych serwisach społecznościowych realizowania polityk unijnych. Zwracają też uwagę na brak mechanizmów równoważących decyzje o usunięciu treści, przy jednoczesnym wyposażeniu administracji centralnej w narzędzia pozwalające na ich trwałe wymazanie z pominięciem przepisów krajowych, w tym kontroli sądowej czy trybu wyborczego. W projekcie nie przewidziano również realnej ochrony dla autorów materiałów zgodnych z prawem, lecz usuniętych.

W praktyce każda osoba mogłaby złożyć wniosek o podjęcie działań wobec treści, które jej zdaniem naruszają konkretne przepisy, na przykład w zakresie tzw. mowy nienawiści.

Ustawa wejdzie w życie po 14 dniach od ogłoszenia w Dzienniku Ustaw. Wcześniej musi jednak przejść całą ścieżkę legislacyjną w Sejmie i Senacie oraz zostać podpisana przez Prezydenta.

Kresy.pl/cyberdefence24.pl

Tagi: , , , ,
forma płatności