Podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa pszczelarze ostrzegali przed napływem miodu z zagranicy, który trafia do polskich sklepów bez wyraźnych oznaczeń kraju pochodzenia. Ich zdaniem nieuczciwy import z Chin i Ukrainy zagraża krajowej produkcji i zmusza wielu hodowców do zamykania pasiek.

W polskich sklepach coraz częściej pojawia się miód o niejasnym pochodzeniu – alarmowali pszczelarze podczas czwartkowego posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa poświęconego sytuacji w krajowym sektorze pszczelarskim. Wskazywali, że na etykietach wielu produktów brakuje jednoznacznych informacji o miejscu pochodzenia miodu, co utrudnia konsumentom wybór polskiego produktu.

Posiedzenie komisji zostało zwołane na wniosek posłów Prawa i Sprawiedliwości. Jak wyjaśnił poseł Krzysztof Ciecióra, w Polsce działa ponad 100 tys. aktywnych pszczelarzy i funkcjonuje ok. 2,5 mln rodzin pszczelich. Jednocześnie do ministerstwa dociera coraz więcej sygnałów o zamykaniu pasiek w całym kraju.

Pszczelarze wskazali, że główną przyczyną problemów branży jest import taniego miodu z krajów trzecich. – Napływ miodu różnej jakości to „zabójstwo” dla polskiego pszczelarstwa – powiedział Emil Maciąg z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników. Zaznaczył, że miody te trafiają do sieci handlowych bez precyzyjnego oznaczenia pochodzenia, a na etykietach często widnieje jedynie zapis: „mieszanka miodów pochodzących z państw członkowskich UE i spoza UE”.

Według Maciąga obecny rok jest najgorszy od pięciu lat. Jak stwierdził, kondycja pszczół jest słaba, a w kolejnych latach liczba rodzin pszczelich będzie maleć. Wskazał, że ceny skupu miodu wahają się między 9 a 12 zł za kilogram, co przy rosnących kosztach uniemożliwia opłacalną produkcję.

Zobacz też: Bryłka: Polska zostanie zalana ukraińskimi towarami po nowej umowie z UE [+VIDEO]

Henryk Kiejdo z Polskiego Związku Pszczelarskiego, zrzeszającego 32 tys. hodowców, ocenił, że problemem pozostaje nie tylko skala importu, lecz także jego jakość. – Importowane miody bywają zafałszowywane specjalnymi syropami, których obecność trudno wykryć – powiedział. Dodał, że w Polsce nie funkcjonuje laboratorium mogące potwierdzać autentyczność miodu, a badania w Niemczech i Wielkiej Brytanii wykazały, że nawet 70–80 proc. próbek ze sklepów nie spełnia norm.

Przedstawiciel Polskiej Izby Miodu, Przemysław Rujna, bronił importu, argumentując, że Polska pokrywa jedynie 67 proc. własnego zapotrzebowania i musi sprowadzać miód z zagranicy. Wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak zapowiedział przygotowanie projektu rozporządzenia, które zobowiąże producentów do dokładnego podawania procentowego udziału miodów z poszczególnych krajów. Nowe przepisy mają wejść w życie w czerwcu 2026 roku.

Według danych Ministerstwa Rolnictwa, w 2024 roku w Polsce funkcjonowało 2,42 mln rodzin pszczelich, a import miodu – głównie z Chin i Ukrainy – wyniósł 26,6 tys. ton.

Kresy.pl/RMF24

Tagi: , ,
forma płatności