Krzyż Baryczków, jedno z najcenniejszych dzieł sztuki sakralnej w Polsce, od pięciu stuleci związany jest z Warszawą i jej duchowym dziedzictwem. Trwają obchody 500-lecia jego obecności w warszawskiej archikatedrze św. Jana Chrzciciela.
To jedno z nielicznych dzieł późnośredniowiecznej sztuki, jakie zachowały się w Warszawie. Krzyż Baryczków ocalał mimo zaborów, powstań i wojen, przez pięć stuleci pozostając świadkiem modlitw wiernych oraz burzliwych wydarzeń historycznych.
Główne uroczystości jego 500-lecia odbędą się 14 września – w święto Podwyższenia Krzyża Świętego. Tego dnia w katedrze zostanie zaprezentowany obraz „Krzyż Baryczkowski” autorstwa Ignacego Czwartosa, a uroczystej mszy świętej przewodniczyć będzie abp Stanisław Gądecki.
Czytaj też: XIII-wieczne arcydzieło ocalało cudem. Uśmiechnięta Polka – z Głogowa [+WIDEO]
Pochodzi z Norymbergi
Historia krzyża sięga roku 1525, kiedy do Warszawy przywiózł go kupiec i rajca Jerzy Baryczka. Według tradycji miał ocalić rzeźbę przed profanacją ze strony luteran, jednak współczesne badania sugerują, że po prostu ją nabył w Norymberdze – jednym z głównych centrów rzeźbiarskich ówczesnej Europy.
Choć czas powstania dzieła przypada na okres działalności Wita Stwosza, nie ma podstaw, by przypisywać je temu mistrzowi. Uważa się, że krzyż został wykonany w kręgu norymberskich artystów, którzy łączyli późnogotycki realizm z głęboką ekspresją religijną.
– Jest to arcydzieło sztuki późnogotyckiej, przełomu XV i XVI wieku, kiedy na północ od Alp rozwijał się w sztuce kierunek naturalistyczny, a z drugiej strony głęboko mistyczny – mówi PAP bp Michał Janocha.
Dzieło ukazuje Chrystusa w naturalnej wielkości, z twarzą człowieka, który właśnie wydał ostatnie tchnienie. Wyraźnie zaznaczone łuki brwiowe, zapadnięte policzki, rozchylone usta i wydłużony nos podkreślają dramatyzm przedstawienia, a jednocześnie nadają mu niezwykły spokój. Realizm wzmacnia użycie naturalnych włosów – zabieg charakterystyczny dla sztuki późnego średniowiecza. Rzeźba wymyka się czystym kategoriom artystycznym, ponieważ obok mistrzowskiej znajomości anatomii odsłania głębokie rozumienie ludzkiego cierpienia.
Figura została wyrzeźbiona w drewnie lipowym i ma niemal naturalne rozmiary. Pokryto ją płótnem lnianym zagruntowanym i polichromowanym, a na głowie, oprócz włosów, ma także koronę cierniową.
Leżał z 500 rannymi powstańcami
Krzyż Baryczków od początku cieszył się wielką czcią. Modlili się przed nim królowie Zygmunt Stary, Stefan Batory, Zygmunt III Waza, Jan III Sobieski i Stanisław August Poniatowski. W XIX wieku przy krzyżu gromadzili się powstańcy, zesłańcy i warszawska inteligencja.
W czasie Powstania Warszawskiego krucyfiks znalazł się w szpitalu polowym, mieszczącym się na ul. Freta, u dominikanów. – Leżąc tam pośród blisko 500 rannych powstańców został pomylony z ludzkim ciałem przez namaszczającego umierających ks. Henryka Cybulskiego – przypomina bp Janocha. – Ta historia wskazuje, jak bardzo zostaje przekroczona granica między tym, co wyobrażone i tym, co realne.
Całe szczęście krucyfiks ocalał z wojennej pożogi – wyniesiony z płonącej katedry przez ks. Wacława Karłowicza i sanitariuszki, w 1948 roku wrócił na swoje miejsce w archikatedrze. Będąc w stolicy, warto go zobaczyć.
Kresy.pl / PAP

Krucyfiks Baryczkowski w katedrze św. Jana w Warszawie, fot. A. Grycuk, Wikipedia, lic. CC BY-SA 3.0 pl.
Czytaj też: Zygmunt III Waza nie przeniósł stolicy do Warszawy. 24 maja 1609 po prostu wyprowadził się z Krakowa









