8 sierpnia prezydent Białorusi Alaksandr Łukaszenko w wywiadzie dla magazynu TIME powiedział, że nie zamierza ubiegać się o kolejną kadencję i zaprzeczył, że chce uplasować swojego syna na stanowisku następcy. Łukaszenko rządzi Białorusią nieprzerwanie od ponad trzech dekad, a w styczniu tego roku został wybrany ponownie na siódmą pięcioletnią kadencję.

Przemawiając podczas wizyty w obwodzie mohylewskim, Łukaszenko powiedział dziennikarzom: „Jestem prezydentem już za długo i czas, aby kraj poszedł naprzód. Ale to nie zależy tylko ode mnie – to zależy od ludzi”. Żartobliwie dodał, że prezydent USA Donald Trump „wygląda przyzwoicie” mając prawie 80 lat.

Łukaszenko zdementował pojawiające się od dawna spekulacje, jakoby przygotowywał swojego syna Nikołaja do objęcia stanowiska następcy. Podkreślił, że następny przywódca powinien być „osobą z systemu, która rozumie wyzwania stojące przed Białorusią” i jest w stanie „zapewnić niepodległość i stabilność kraju”. „Nie, on nie jest następcą. Wiedziałem, że o to zapytasz. Nie, nie, nie. Zapytaj go sam, może się naprawdę obrazić” – mówił białoruski prezydent.

Łukaszenko oświadczył , że przyszły przywódca państwa musi być gotowy do pracy pod presją zarówno Rosji, jak i Zachodu. Nie wymieniając nazwisk kandydatów, podkreślił potrzebę „pragmatycznej i doświadczonej” osoby, która unikałaby radykalnych zmian. „Nie możemy eksperymentować z krajem” – powiedział, ostrzegając przed niestabilnością w trakcie transformacji politycznej.

Białoruski przywódca odniósł się także do oskarżeń o wykorzystywanie migracji jako instrumentu nacisku. Stwierdził, że Białoruś nie zamierza chronić interesów Polski i krajów bałtyckich „pętlą na szyi” i odrzucił zarzuty o stosowanie presji poprzez nielegalną migrację. Według Łukaszenki rozciągnięcie drutu kolczastego na granicy z Białorusią powoduje szkody dla przyrody, w tym zwierząt zamieszkujących Puszczę Białowieską. Zaznaczył też, że nielegalna migracja w Polsce jest według niego sponsorowana, bo migranci trafiają dalej na Zachód, do Niemiec. Argumentował, że gdyby polskie władze współpracowały z Mińskiem w kwestiach migracyjnych, sytuacja na granicy wyglądałaby inaczej.

Łukaszenko, sprawujący władzę od 1994 r., ostatni raz wygrał wybory w 2025 r. i według oficjalnych danych zdobył 87 proc. głosów. Do wyborów nie dopuszczono niezależnych kandydatów, a głosowanie odbywało się tylko na Białorusi, dlatego nie zostały one uznane przez większość państw na świecie.

Czytaj również: Polski dyplomata wezwany do Mińska. Chodzi o zaplanowany w Warszawie marsz białoruskiej opozycji

Zobacz: Cichanowscy chcą “okrągłego stołu” dla negocjacji z Łukaszenką

Kresy.pl/belta.by

Tagi:
forma płatności