Polscy przewoźnicy wskazują na długie oczekiwanie na granicy z Ukrainą przez elektroniczny system kolejkowania. „Ukraińcy generują polskim przewoźnikom koszty, nasi kierowcy spędzają tydzień w aucie, podczas gdy ukraiński kierowca czeka na kolejkę w domu, UE tymczasem uważa, że nie ma problemu” – pisze Rafał Mekler, przedstawiciel środowiska przewoźników i członek Konfederacji.
Polscy przedsiębiorcy transportowi ponownie zwrócili uwagę na narastające problemy na granicy z Ukrainą, związane z funkcjonowaniem elektronicznego systemu kolejkowania. Polscy przewoźnicy wskazują, że system ten w praktyce prowadzi do blokowania polskich samochodów ciężarowych i jednocześnie wspiera ukraińskich przewoźników.
Według relacji jednego z polskich przedsiębiorców dla „Rzeczpospolitej”, który pragnie zachować anonimowość ze względu na obawę przed ewentualnymi represjami ze strony ukraińskiej, polskie ciężarówki, nawet jadące „na pusto”, oczekują po kilka dni na wyjazd z Ukrainy. Przewoźnik podkreśla, że polskie ciężarówki oraz ich kierowcy są przetrzymywani w sztucznych kolejkach po stronie ukraińskiej, a na wszystkich przejściach granicznych tworzą się znaczne zatory. Według statystyk ukraińskiej e-kolejki, około połowa pojazdów zapisanych w kolejce nie wjeżdża do Polski.
Jako przykład przywołano przejście graniczne w Dołhobyczowie, gdzie w maju br. przejechało 2900 ciężarówek, jednak aż 1800 zapisów w kolejce zostało skasowanych. Przedsiębiorcy zaapelowali do polskiego Ministerstwa Infrastruktury o interwencję w tej sprawie.
Krajowa Administracja Skarbowa informuje, że po polskiej stronie odprawy samochodów ciężarowych przebiegają na bieżąco, zarówno w Koroszczynie, jak i w Dorohusku, Hrebennem oraz Zosinie. Przedsiębiorcy przypominają, że przed wprowadzeniem e-kolejki polskie ciężarówki czekały na wyjazd maksymalnie 2 dni, natomiast obecnie oczekiwanie wydłuża się do nawet 8 dni. Według przedstawicieli branży transportowej, polskie firmy są w tej sytuacji dyskryminowane, a działania strony ukraińskiej mają prowadzić do wyeliminowania ich z rynku.
Przewodniczący Komitetu Ochrony Przewoźników i Pracodawców Transportu, Rafał Mekler, zwraca uwagę, że ukraińscy kierowcy mogą wrócić do domu i czekać na termin wjazdu na granicę, podczas gdy polscy kierowcy muszą oczekiwać na granicy, co generuje znacznie wyższe koszty dla polskich firm. W rezultacie polscy przewoźnicy stają się niekonkurencyjni na rynku, a Unia Europejska nie widzi problemu.
Mekler podkreśla, że blokowanie granicy jest jednym ze sposobów na pozbycie się polskiej konkurencji. Przypomina, że Unia Europejska przedłużyła umowę transportową z Ukrainą, która pozwala ukraińskim ciężarówkom wjeżdżać do UE bez zezwoleń. Europarlament przegłosował 17 czerwca br. przedłużenie tej umowy.
Rafał Mekler zaznacza, że ukraińskie ciężarówki wjeżdżają do Polski „na pusto”, a jedynie ok. 30 proc. pojazdów ma ładunek. Następnie ukraińscy przewoźnicy podejmują frachty także na Lubelszczyźnie i Podkarpaciu, konkurując z polskimi firmami dzięki niższym kosztom działalności, m.in. niższym podatkom, tańszym ubezpieczeniom oraz niższym kosztom pracy.
„Ukraiński system Ekolejki na granicach z Polską dyskryminuje polskich przewoźników. Polskie firmy z rynku ukraińskiego eliminuje nie tylko dumping cenowy ale także system E-kolejki na granicy ukraińskiej na powrocie do Polski. Ukraińscy kierowcy awizują swoje przybycie na granicę w pierwszym możliwym terminie, jak widać na screenach jest to nawet perspektywa czterech dni. Ukraiński kierowca jedzie do domu, spędza czas z rodziną, firma nie ponosi z tego tytułu kosztów. Podczas gdy polska firma w tym samym momencie musi ponieść koszty związane z pracą kierowcy, z opóźnieniami, i zwykłym przestojem auta które powinno jeździć. To system faworyzujący przewoźników z Ukrainy i dla przewoźników z tego państwa. Zdarza się że czasem, że najbliższy możliwy termin wjazdu na granicę jest za osiem dni. Wielokrotnie alarmowaliśmy Ministerstwo Infrastruktury o tej sytuacji, niestety strona ukraińska jest głucha na sygnały z naszej strony. Wskutek protestu wywalczyliśmy dwa przejścia graniczne bez tego systemu, z kolejką w ruchu potokowym, kto przyjechał do kolejki, za tym wjeżdżał na granicę, tutaj odprawy nigdy nie trwały osiem dni. Niestety Ukraińcy po kilku miesiącach także na wynegocjowanych przez nas granicach wprowadzili E-kolejkę. Sytuacja jest patowa, z jednej strony Kowal i inni apologeci współpracy z UA opowiadają nam jak kolorowo będzie gdy skończy się wojna, ile Polska na tym nie zarobi, a z drugiej widzimy że sprytni Ukraińcy z Brukselczykami za plecami robią z Polską co chcą, i nie tylko w transporcie…” — napisał Rafał Mekler, przedstawiciel środowiska przewoźników drogowych i członek Konfederacji na Twitterze.
Ukraiński system Ekolejki na granicach z Polską dyskryminuje polskich przewoźników.
Polskie firmy z rynku ukraińskiego eliminuje nie tylko dumping cenowy ale także system E-kolejki na granicy ukraińskiej na powrocie do Polski. Ukraińscy kierowcy awizują swoje przybycie na… pic.twitter.com/2alfPM2umD— Rafał Mekler (@MeklerRafal) June 25, 2025
Czytaj: Polscy przewoźnicy w kryzysie: rosnące koszty i ukraińska konkurencja zagrożeniem dla branży
Kresy.pl/X/logistyka.rp.pl































