Włodzimierz Czarzasty podkreśla, że nie widzi potrzeby ponownego przeliczania głosów oddanych w wyborach prezydenckich. Takiego samego zdania są także pozostali koalicjanci Donalda Tuska.
Działacze i politycy Koalicji Obywatelskiej otwarcie mówią o rzekomych “fałszerstwach wyborczych”, które ich zdaniem miały przesądzić o zwycięstwie Karola Nawrockiego. Ich zdaniem, wyniki zostały rzekomo zmanipulowane przez Prawo i Sprawiedliwość.
Narrację tę podtrzymują premier Donald Tusk oraz minister sprawiedliwości Adam Bodnar. Obaj domagają się ponownego przeliczenia głosów z 1 czerwca i kwestionują legalność Izby Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych, która zatwierdza wyniki wyborów. Tusk we wpisie w mediach społecznościowych wyraził zainteresowanie poznaniem “prawdziwych” rezultatów głosowania.
W przeciwieństwie do nich, inni liderzy koalicji rządzącej uważają, że obecnie brak podstaw do podważania wyników wyborów. Marszałek Sejmu Szymon Hołownia zapowiedział zwołanie Zgromadzenia Narodowego na 6 sierpnia, kiedy to Karol Nawrocki ma zostać oficjalnie zaprzysiężony na prezydenta.
Zobacz także: Kosiniak-Kamysz: Tezy o sfałszowaniu wyborów są nieuzasadnione i nikt odpowiedzialny ich nie podnosi
Lider Nowej Lewicy, Włodzimierz Czarzasty, również stwierdził, że “nic nie wskazuje na to”, by konieczne było ponowne liczenie głosów. “Dlatego, że pamiętamy 3 rzeczy, przynajmniej ja pamiętam. Pamiętam 600 tys. protestów przy wyborze prezydenta Kwaśniewskiego, pamiętam 6 tys. protestów wyborczych 5 lat temu i pamiętam teraz 60 tys. protestów wyborczych” – powiedział we wtorek w TVN24.
Jednocześnie przyznał, że “na pewno” doszło do fałszowania wyników w niektórych komisjach. “Czekamy na oświadczenie prokuratorów w tej sprawie. Przypominam, że prokuratura jest podległa ministrowi Bodnarowi i tam, gdzie to będzie robione, to powinni wejść prawnicy, prokuratura, powinien być sąd i kara” – stwierdził.
I prezes Sądu Najwyższego Małgorzata Manowska była w poniedziałek gościem Radia Zet. Była pytana między innymi o protesty wyborcze, które napływają do SN.
“Ta liczba już przekroczyła 50 tys., ale czekamy jeszcze na informację z Poczty Polskiej, czy coś jeszcze przyjedzie do Sądu Najwyższego. Indywidualnych protestów jest kilkaset sztuk. Ponad 90 proc. to są protesty powielane, których wzór został udostępniony przez posła Giertycha. Pracownicy SN nazywają je „giertychówkami”. Kilka tysięcy protestów to wzór udostępniony przez pana Wawrykiewicza” – podkreśliła.
Zobacz: Wicemarszałek z PSL: Nie możemy kwestionować wyborów tylko dlatego, że “mój kandydat nie wygrał”
dorzeczy.pl / Kresy.pl






























