W sobotę jeden ze zmobilizowanych do ukraińskiej armii w czasie drogi do jednostki uciekł po tym, gdy wezwany na pomoc kolega zabił żołnierza eskorty.
Według ustaleń śledczy mieszkaniec Połtawy wraz z innymi zmobilizowanymi osobami, którym towarzyszyli żołnierze Połtawskiego Terenowego Centrum Kompletowania, jechał 1 lutego do jednostki wojskowej na szkolenie. „Chcąc uniknąć służby wojskowej, dzwonił kilka razy do przyjaciela z Łubniów i podawał mu trasę autobusu. Gdy autobus zatrzymał się na stacji benzynowej w Pirjatynie, mieszkaniec Łubniów oddał strzał z broni, którą przyniósł ze sobą, w jednego [z żołnierzy] eskorty, powodując śmiertelną ranę postrzałową żołnierza. Następnie przejął karabin maszynowy ofiary i uciekł z miejsca zdarzenia ze swoim wspólnikiem” – zacytowała w niedzielę agencja informacyjna UNIAN.
Dwóch mężczyzn, zbiegły poborowy i jego wspólnik zostali już zatrzymani. Obaj są podejrzani o utrudnianie legalnych działań Sił Zbrojnych Ukrainy w okresie szczególnym, zabójstwo z premedytacją i kradzież broni palnej, podała Prokuratura Generalna Ukrainy.
W trakcie przeszukania mieszkania zameldowanego w Łubniach bezpośredniego sprawcy zabójstwa, znaleziono dwie łuski od granatu ręcznego, karabin myśliwski, naboje, kominiarkę i telefony komórkowe.
Dowody rzeczowe zostały przesłane do zbadania. Skradziony karabin maszynowy żołnierza znaleziono na terenie leśnym, gdzie podejrzani, wedłu śledczych, go porzucili.
“Zabijanie żołnierzy na tyłach jest czerwoną linią, której nie można przekroczyć” – skomentował dowódca Wojsk Lądowych Sił Zbrojnych Ukrainy, Mychajło Drapatyj, którego słowa przytoczyła UNIAN.
W ukraińskiej armii coraz częściej dochodzi do dezercji. Od początku tego roku do października ukraińskie prokuratury wszczęły w tej sprawie 51 tysięcy postępowań karnych. To dwa razy więcej niż w roku ubiegłym. Łącznie od początku wojny ukraińskie organa ścigania wszczęły już około 100 tys. postępowań w sprawie dezercji.
unian.net/kresy.pl






























