Wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak mówi o “szkodniku” i “sabotażyście” w resorcie rolnictwa. Jak dodaje, nie jest “zadowolony z efektów pracy w resorcie”.
Wiceminister rolnictwa był w tym tygodniu gościem Fakt Live. Oświadczył, że nie jest “zadowolony z efektów pracy w resorcie”. “Uważam, że przez rok resort rolnictwa powinien zrobić dużo więcej. (…) Tu potrzeba dużej odwagi, trzeba czasem iść mocno pod wiatr i podejmować decyzje niepopularne (…). Nie da się zarządzać ministerstwem, gdzie jest 920 pracowników, którzy według mnie dublują swoją pracę i jest paraliż decyzyjny przez taki rozrost” – powiedział Michał Kołodziejczak (KO).
Wiceminister poinformował także, że w ostatnim czasie minister Czesław Siekierski ograniczył zakres jego odpowiedzialności. “Od ubiegłego piątku 13 grudnia odpowiadam jedynie za dwa departamenty” – wskazał.
O komentarz do jego słów został poproszony minister rolnictwa Czesław Siekierski (PSL). Jak podkreślił w rozmowie z Faktem, “zawsze można powiedzieć, że jest zatrudnionych za dużo osób. Są obszary, gdzie jest za dużo, ale także są takie, gdzie za mało. Nie chciałem robić rewolucji. Zawsze można zrobić więcej! Skupiłem się jednak na problemach takich jak; protesty rolników, uwarunkowania zewnętrzne, Zielony Ład, sprawa Ukrainy. To wszystko się przekłada na sytuację w rolnictwie. Udało się w dużym stopniu porozumieć z rolnikami”.
“Pan minister Kołodziejczak jest młody, wchodzą w grę emocje, do tego dusza związkowca. Praca w administracji wymaga dystansu, on go nabiera, rozwija się, chciałby szybko. Nie da się iść na skróty” – dodał Siekierski.
Odnosząc się do ograniczenia kompetencji Kołodziejczaka stwierdził, że “tam był brak dobrej współpracy między jednym z dyrektorów departamentu, który kontrolował pan minister, a panem ministrem”.
“Konflikt się pogłębiał na tyle, że musiałem zmienić zakres kompetencji i na okres przejściowy przejąć nadzór nad departamentem. Pewnie w nowym roku, po przesunięciach organizacyjnych, część wróci do ministra Kołodziejczaka. Będzie miał co robić!” – kontynuował minister.
W sobotę Kołodziejczak komentował sprawę w TVN 24. “Minister Siekierski powierza decyzje też różnym osobom. Minister doskonale wie, o czym ja mówię. W ministerstwie ja czuję się rzecznikiem polskich rolników, rzecznikiem ich interesów i patrzę na to wszystko dokładnie tak, jak patrzyłem kiedyś. I nie wybaczę sobie, jeżeli dziś przy tych możliwościach, które mamy i przy tym dużym mandacie społecznym nie wyciśniemy z siebie 120 procent” – powiedział.
“Zawsze wymagam od siebie i od swoich przełożonych jak najwięcej. Tak, żeby skutek naszej pracy był jak najdalszy i jak najlepszy. Każdy pracownik, łącznie ze mną, musi być dobrze wykorzystany. Bo ja też czasem mam takie wrażenie, że sam mógłbym zrobić więcej. Ale muszę mieć do tego też odpowiednie narzędzia” – dodał.
Podkreślił, że od kilku tygodni “jasno sygnalizował swoje spostrzeżenia”. “To, na co umówiłem się w resorcie rolnictwa. Czyli na pomoc, na wspólne działanie i jeżeli trzeba, to na zwracanie uwagi na to, co należy zmienić, jakie decyzje należy podejmować. Zwracałem na to uwagę, zresztą jest to potwierdzone w dokumentach do ministra Siekierskiego” – oświadczył wiceminister.
Stwierdził, że w ciągu ostatniego roku “namierzył przynajmniej jednego takiego, można powiedzieć, szkodnika, sabotażystę w ministerstwie rolnictwa”.
Czytaj: Ukraińscy negocjatorzy oskarżają Kołodziejczaka o bycie “pod wpływem pewnych substancji”
Zobacz także: Kołodziejczak: niech Zełenski zabierze na front Ukraińców z Polski






























