O tej wystawie mówi się w Moskwie. Szczególnie w niedużych liberalnych kręgach, dla których pieriestrojka pozostaje synonimem nadziei. Zdaniem większości Rosjan, liberalne reformy Michaiła Gorbaczowa, które potrząsnęły krajem pod koniec lat 80. i doprowadziły do upadku ZSRR, znaczą bowiem mroczny okres.

Kilka spośród 300 fotografii zgromadzonych w moskiewskim Maneżu, ogromnej sali wystawowej na przeciwko Kremla, ilustruje ten burzliwy czas: niedobory żywności, puste półki, kolejki przed sklepami. Są również zdjęcia symbolizujące upadek imperium, które w wielu Rosjanach nadal wzbudza nostalgię – zdjęcia przedstawiające wydarzenia na Litwie i w Gruzji. Migawki z dwóch byłych siostrzanych republik, które stały się niepodległe i antyrosyjskie.

„Oczywiście, mam wyrzuty sumienia. Zostały popełnione ogromne błędy” – wyznał Michaił Gorbaczow podczas inauguracji wystawy. „Nie udało nam się dobrze przeprowadzić pieriestrojki” – wyjaśnił były przywódca, który, uznawany na Zachodzie za symbol liberalizacji, w samej Rosji jest jedną z najbardziej niepopularnych postaci.

Zdjęcia przypominają o reformatorskim powiewie, chwalonym na Zachodzie, ale ciągle źle rozumianym przez dużą część rosyjskiej ludności. Wolność słowa, rozwój sztuki współczesnej, pojawienie się nowych, modnych fryzur, publikacje zakazanych dotąd książek… Ale także przyjacielskie spotkania Gorbaczow-Reagan, upadek muru berlińskiego czy wyjście wojsk z Afganistanu.

„To był chaotyczny okres.Mimo wszystko, po dwudziestu latach,mogę być dzięki niemu tu, gdzie teraz jestem…” – ironizuje Dasza Markowa, trzydziestoletnia pracowniczka firmy finansowej, która swoją siedzibę ma tuż obok Maneżu i Kremla. „Za Gorbaczowa przynajmniej liberalizacja postępowała do przodu. A nie tak jak teraz z Putinem!’’.Również Gorbaczow nieśmiało krytykuje reżim człowieka rządzącego obecnie Rosją, potępiając zniesienie bezpośrednich wyborów, denuncjując wszechobecną korupcję i stwierdzając, że krajowi „potrzebna jest większa wolność słowa”. Tego wieczora – tak jak każdego 31. dnia miesiąca – liberalna opozycja musi manifestować, by w symboliczny sposób przypomnieć o obowiązku respektowania 31. artykułu Konstytucji mówiącego o prawie do zgromadzeń. Prawie uzyskanym dzięki pieriestrojce.

Elżbieta Wtulich/Les Echos/Kresy.pl

forma płatności