Wrocławscy urzędnicy sprawdzają, czy poniemieckie schrony z czasów II wojny światowej mogą zostać ponownie wykorzystane do ochrony ludności.

Jak potwierdził PAP Michał Guz z Urzędu Miejskiego Wrocławia, miasto analizuje możliwość wykorzystania istniejącej infrastruktury, w pierwszej kolejności tej, która historycznie była przystosowana do pełnienia funkcji schronów lub ukryć. Magistrat nie wskazuje jednak konkretnych lokalizacji.

Guz przekazał, że obiekty ujęte w ewidencji są obecnie objęte przeglądami technicznymi prowadzonymi we współpracy ze służbami, w tym ze strażą pożarną oraz organami nadzoru budowlanego. Dopiero po zakończeniu tych działań możliwa będzie ocena, które miejsca mogą zostać wykorzystane na potrzeby ochrony ludności.

Urzędnik przypomniał, że według Najwyższej Izby Kontroli dostępność miejsc schronienia w Polsce jest ograniczona i zróżnicowana regionalnie. Wrocław ma wpisywać się w średni poziom dostępności obserwowany w dużych miastach. Według informacji przekazanych PAP pod koniec marca miasto dysponuje miejscami w schronach dla około 7 proc. populacji.

Na miejsce w schronach i ukryciach może liczyć niecałe 4 proc. mieszkańców

Podobne działania prowadzą również inne duże miasta. Samorządy w całym kraju inwentaryzują obiekty, zlecają przeglądy techniczne i typują lokalizacje, które mogłyby zostać wykorzystane jako schrony, ukrycia lub miejsca doraźnego schronienia. Działania te są związane m.in. z rządowym programem Ochrony Ludności i Obrony Cywilnej oraz aktualizacją ewidencji obiektów ochronnych.

W Warszawie rozwijany jest projekt „Podziemna Tarcza”, zakładający wykorzystanie infrastruktury metra jako miejsc ukrycia dla ponad 100 tys. osób. Miasto zapowiada też wykorzystanie podziemnych przestrzeni technicznych na magazyny kryzysowe z wodą, kocami i łóżkami polowymi.

Kraków prowadzi reinwentaryzację dawnych obiektów ochronnych i stworzył bazę około 1,5 tys. lokalizacji, które mogą mieć potencjał do organizacji miejsc doraźnego schronienia. W Poznaniu planowane są prace projektowe dotyczące kilkudziesięciu budynków, w tym szkół i obiektów publicznych, które mogłyby pełnić funkcje ochronne. Z kolei Łódź przewiduje tworzenie miejsc doraźnego schronienia także w nowych inwestycjach mieszkaniowych, m.in. w garażach i pomieszczeniach technicznych.

Z danych NIK wynika, że problem ma charakter ogólnopolski. W czasie inwentaryzacji Państwowa Straż Pożarna wykazała około 235 tys. obiektów mogących służyć ochronie ludności, w tym 1903 schrony i 8719 ukryć. Łączna pojemność schronów i ukryć wyniosła 1 428 369 osób, czyli 3,78 proc. ludności kraju. Izba zastrzegała jednak, że dane wymagają dalszej weryfikacji, ponieważ część obiektów była niedostępna lub nie spełniała realnych wymogów ochronnych.

Najwięcej schronów i ukryć wykazano w województwach: śląskim – 2378, mazowieckim – 1784, pomorskim – 993, wielkopolskim – 975 oraz podkarpackim – 772. Najsłabiej w tych statystykach wypada województwo lubuskie, gdzie nie wykazano żadnego schronu, a liczba ukryć była najniższa w kraju i wynosiła 75. Niewielką liczbę schronów odnotowano także w województwach podlaskim i lubelskim – odpowiednio 22 i 24.

Dane te pokazują, że Wrocław mierzy się z problemem typowym dla wielu polskich miast. Po latach zaniedbań samorządy odtwarzają wiedzę o istniejącej infrastrukturze, sprawdzają jej stan techniczny i oceniają, które obiekty można przywrócić do funkcji ochronnych.

Czytaj też:

Od 2026 obowiązek budowy schronów w budynkach mieszkalnych i użyteczności publicznej

Kresy.pl / PAP / NIK

forma płatności