Euro 2012, sytuacja na Kaukazie, przyszłość Partnerstwa Wschodniego i perspektywa rozszerzenia UE wymagają stabilności politycznej w regionie – takie przesłanie premier Donald Tusk przekazał przywódcom Ukrainy w czasie swojej piątkowej wizyty w Kijowie.
Tusk mówił, że przywiózł na Ukrainę to przesłanie nie tylko w swoim imieniu, ale także całej Unii Europejskiej. Podkreślił, że przedstawił je zarówno premier Julii Tymoszenko jak i prezydentowi Wiktorowi Juszczence.
“To przesłanie jest następujące: Euro 2012, sytuacja na Kaukazie, przyszłość Partnerstwa Wschodniego, perspektywa rozszerzenia UE, a więc te cztery wielkie projekty wymagają stabilności politycznej w regionie, w każdym z naszych państw i w regionie” – podkreślił polski premier na konferencji prasowej.
Jak dodał, zarówno on, jak i szefowa ukraińskiego rządu mają zbieżne poglądy na sprawy regionu i sprawy o wymiarze globalnym.
“Ogląd pani premier i mój na znaczenie europejskiej propozycji rozwiązania konfliktu gruzińskiego jest identyczny, a kluczową podstawą tego poglądu jest nasze wspólne przekonanie o bezwzględnej konieczności poszanowania integralności każdego suwerennego państwa, w tym Gruzji” – zaznaczył Tusk.
Premier zaznaczył, że to, co łączy Polskę i Ukrainę to “nieustanna praca na rzecz europejskich aspiracji Ukrainy”.
“Pełne wykorzystanie tych europejskich szans, Partnerstwa Wschodniego, środków, które Partnerstwo Wschodnie przewiduje, także dla Ukrainy, tym wielkim procesom w sposób oczywisty sprzyja polityczna stabilność i demokratyczne reguły gry” – mówił Tusk.
Podkreślił, że po rozmowie z Tymoszenko ma “stuprocentowe przekonanie, że Ukraina dziś i w przyszłości będzie państwem – co oczywiste – reguł demokracji, a także politycznej stabilności”.
Tusk relacjonował też, że usłyszał od prezydenta Juszczenki, że będzie on postępował bezwzględnie zgodnie z konstytucją, a od Tymoszenko, że będzie się starała stworzyć stabilną polityczną większość. “To są komunikaty bardzo optymistyczne i przyjąłem je też z wielką satysfakcją” – podkreślił szef rządu.
PAP / mb




























