Nawet 60 tys. osób może umrzeć zimą w Wielkiej Brytanii na grypę w związku z odpornością osłabioną m.in. z powodu restrykcji covidowych. Oznacza to sześciokrotny wzrost w porównaniu do średniej z poprzednich lat. Rząd zaoferował darmową szczepionkę przeciw grypie 35 mln osób.

Jak poinformował zastępca naczelnego lekarza Anglii Jonathan Van-Tam, w zeszłym roku niewielu ludzi przechorowało grypę z powodu restrykcji covidowych, więc nie ma takiego stopnia naturalnej odporności jak jest zwykle.

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6489 PLN    (29.49%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

Van-Tam dodał, że punktem odniesienia dla nadchodzącej zimy powinna być ta z roku 1989/90, gdy w Wielkiej Brytanii z powodu grypy zarejestrowano 19 tys. zgonów powyżej średniej z poprzednich lat.

Według naukowców z Akademii Nauk Medycznych (AMS), jednoczesna obecność tej zimy koronawirusa, wirusa grypy oraz występującego głównie u dzieci wirusa RSV może doprowadzić do znacząco wyższej liczby zgonów i hospitalizacji z powodu tych dwóch ostatnich wirusów.

Szacunki AMS wskazują, że wskutek grypy może tej zimy umrzeć między 15 tys. a 60 tys. osób – gdyby liczba zgonów sięgnęła tej górnej granicy, byłaby ona najwyższą od czasu wywodzącej się z Hongkongu pandemii grypy w latach 1968-69. Z powodu wirusa RSV do szpitali trafić nawet 40 tys. dzieci.

Tylko w Anglii na grypę umiera każdej zimy średnio 11 tys. osób. Zdarzają się jednak okresy, gdy liczba zgonów jest znacząco większa. Zimą na przełomie lat 2017-18 było to ok. 50 tys. osób.

Brytyjski rząd w związku z tą sytuację planuje zaszczepić 85 proc. osób w wieku 65 lat i starszych. Planowane jest również zaszczepienie 75 proc. osób z podstawowymi schorzeniami, 75 proc. kobiet w ciąży, 70 proc. dzieci kwalifikujących się do przyjęcia szczepionki i 85 proc.  pracowników służby zdrowia i opieki społecznej.

„Obecnie przeżywamy armagedon z powodu dużej liczby pacjentów, u których zdiagnozowano wirusy: grypy, paragrypy, rinonwirusy. Od przynajmniej 20 lat nie widziałem tak dużo zainfekowanych osób” – powiedział w rozmowie z portalem „ABC Zdrowie” prof. Piotr Kuna, kierownik Kliniki Chorób Wewnętrznych, Astmy i Alergii Uniwersytetu Medycznego w Łodzi. Wcześniej rzecznik polskiego resortu zdrowia przekazał, że ciągu tygodnia odnotowano ok. 105 tys. zakażeń i podejrzeń grypy.

„Podczas pandemii używaliśmy różnego rodzaju środków dezynfekcyjnych. Ich zużycie wzrosło kilkukrotnie. Preparaty te zabijają zarówno szkodliwe, jak i nieszkodliwe mikroorganizmy dla naszego organizmu. Niszczą one nabłonek dróg oddechowych, dlatego wirusy mogą tam łatwiej wniknąć. Co więcej, uszkadzają nos, gardło” – mówi prof. Kuna.

Lekarz podkreśla, że ograniczenie kontaktu między ludźmi sprawiło, że nasz układ odpornościowy przestał ćwiczyć, osłabł – w konsekwencji nie jest on w stanie bronić się przed infekcjami. Do tego dołożyć należy brak aktywności fizycznej, otyłość, nadwagę, lęk, choroby psychiczne (np. depresja), poczucie samotności, które także negatywnie wpłynęły na układ immunologiczny.

Jak informuje portal „ABC Zdrowie”, ostatnio w Danii przeprowadzono badanie, w którym wzięło udział 6000 osób. Połowa badanych nosiła maseczki, a druga połowa nie zasłaniała nosa i ust. Wyniki okazały się zaskakujące.

Zasłanianie nosa i ust nie zmniejszyło ryzyka zakażenia się koronawirusem – zupełnie jednak inaczej  było w przypadku innych patogenów. Okazało się, że noszenie maseczki w przestrzeniach otwartych blokowało kontakt z innymi mikroorganizmami.

Kresy.pl / independent.co.uk

0 odpowiedzi

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz