Uwięzieni w okopach ukraińscy ochotnicy jedli codziennie ziemniaki, gdy siły rosyjskie ostrzeliwały ich artylerią i rakietami na kluczowej wschodniej linii frontu. Mniejsi liczebnie, niewyszkoleni i trzymający w ręku tylko lekką broń mężczyźni modlili się o zakończenie ostrzału – pisze w czwartek The Washington Post.

The Washington Post opublikował w czwartek artykuł, w którym powołując się na rozmowy z ukraińskimi żołnierzami podaje, że Ci czują się opuszczeni przez dowództwo. „Uwięzieni w okopach ukraińscy ochotnicy jedli codziennie ziemniaki, gdy siły rosyjskie ostrzeliwały ich artylerią i rakietami na kluczowej wschodniej linii frontu. Mniejsi liczebnie, niewyszkoleni i trzymający w ręku tylko lekką broń mężczyźni modlili się o zakończenie ostrzału” – czytamy

„Oni [Rosjanie] już wiedzą, gdzie jesteśmy, a kiedy ukraiński czołg strzela z naszej strony, zdradza naszą pozycję” – powiedział Serhij Lapko, dowódca kompanii, wspominając niedawną bitwę. „I zaczynają strzelać ze wszystkiego – Gradów, moździerzy, a ty po prostu modlisz się o przeżycie”.

Zobacz też: ISW: Rosjanie mogą odciąć Siewierodonieck w ciągu kilku dni

Miesięczny koszt funkcjonowania portalu Kresy.pl wynosi 22 tys. PLN. Do tej pory zebraliśmy:

6804 PLN    (30.92%)
Nr konta: 60 1020 1097 0000 7302 0195 3702
Wspieraj Kresy.pl

„Siły ukraińskie zdołały udaremnić rosyjskie starania o zdobycie Kijowa i Charkowa oraz odniosły zwycięstwa na polach bitew na wschodzie. Ale doświadczenie Lapko i jego grupy ochotników daje rzadki i bardziej realistyczny obraz konfliktu i walki Ukrainy o zatrzymanie rosyjskiego postępu w niektórych częściach Donbasu. Ukraina, podobnie jak Rosja, podaje skąpe informacje na temat zgonów, obrażeń lub strat sprzętu wojskowego. Jednak po trzech miesiącach wojny kompania licząca 120 ludzi spadła do 54 z powodu zabitych, rannych i dezercji” – pisze dziennik.

Ochotnicy, z którymi rozmawiali dziennikarze byli cywilami przed inwazją Rosji 24 lutego i nigdy nie spodziewali się, że zostaną wysłani na jedną z najniebezpieczniejszych linii frontu we wschodniej Ukrainie. „Nasze dowództwo nie bierze odpowiedzialności” – powiedział Lapko. „Przypisują sobie tylko nasze osiągnięcia. Nie dają nam wsparcia”.

Kiedy nie mogli tego dłużej znieść, Lapko i jego porucznik Witalij Chrus wycofali się w tym tygodniu z członkami swojego oddziału do hotelu z dala od frontu. Tam obaj mężczyźni rozmawiali z The Washington Post, wiedząc, że mogą stanąć przed sądem wojskowym.

„Ja mówię za siebie, nie jestem dowódcą na polu bitwy” – dodał. „Ale chłopaki będą przy mnie, a ja będę przy nich do końca”. Dowódca batalionu ochotników nie odpowiedział na telefony ani na pisemne pytania z The Washington Post przed publikacją artykułu, ale wysłał późnym czwartkiem lakoniczną wiadomość: „Bez tego dowódcy jednostka ochrania naszą ziemię”. Rzecznik ukraińskiego wojska odmówił natychmiastowego komentarza, mówiąc, że udzielenie odpowiedzi zajmie „dni”.

„Wojna niszczy ludzi”, powiedział szef regionalnej administracji wojennej w obwodzie ługańskim, przyznając, że wielu ochotników nie zostało odpowiednio przeszkolonych, ponieważ władze ukraińskie nie spodziewały się inwazji Rosji. Utrzymywał jednak, że wszyscy żołnierze są pod opieką: „Mają dość środków medycznych i żywności. Jedyną problematyczną rzeczą jest to, że są ludzie, którzy nie są gotowi do walki”.

Przeczytaj: Ukraina: trudna sytuacja w obwodzie ługańskim, Rosja kontroluje 95 proc. jego terytorium

Pretensje Lapko i Chrusa zostały ostatnio powtórzone przez pluton 115. Brygady 3. Batalionu, stacjonującego w pobliżu w oblężonym mieście Siewierodonieck. W filmie przesłanym w aplikacji Telegram i potwierdzonym jako autentyczny, ochotnicy powiedzieli, że nie będą już walczyć, ponieważ brakuje im odpowiedniej broni, wsparcia i przywództwa wojskowego.

„Zostaliśmy wysłani na pewną śmierć” – powiedział wolontariusz, czytając przygotowany scenariusz, dodając, że podobne wideo nakręcili członkowie 115. Brygady 1. Batalionu.

Ukraińskie wojsko odrzuciło twierdzenia ochotników we własnym filmie opublikowanym w internecie, mówiąc, że „dezerterzy” mieli wszystko, czego potrzebowali do walki: „Myśleli, że przyjechali na wakacje”, powiedział jeden z członków służby. „Dlatego opuścili swoje pozycje”.

Kilka godzin po tym, jak The Post przeprowadził wywiad z żołnierzami, członkowie ukraińskiej służby bezpieczeństwa przybyli do hotelu i zatrzymali niektórych swoich ludzi, oskarżając ich o dezercję.

Kresy.pl/The Washington Post

1 odpowieź

Zostaw odpowiedź

Chcesz przyłączyć się do dyskusji?
Nie krępuj się!

Dodaj komentarz

  1. tagore
    tagore :

    Biedactwa ,zrobili sobie fotki i myśleli ,że wojna to kolejna okazja do błyśnięcia w sieci.Nie zdziwię się jak to są super patrioci z zachodniej Ukrainy lub Zakarpacia.Wypada skazać za dezercję i podać do wiadomości publicznej zwłaszcza w miejscu pochodzenia.Ciekawe ,jak to pasuje do wypowiedzi o zmuszeniu Ukrainy do pokoju na jałtańskich warunkach.