Do redakcji “Kuriera Galicyjskiego” dotarł list z dalekiej wsi Tyszkiwci (dawne Tyszkowce, województwo stanisławowskie). Współcześni jej mieszkańcy, Ukraińcy, postanowili uwiecznić pamięć swego ziomka – Polaka ormiańskiego pochodzenia, księdza katolickiego Dionizego Kajetanowicza.
Szlachetny pomysł podtrzymała Rada Gminna Tyszkowców, przyjmując uchwałę, która głosi: „W celu uwiecznienia pamięci, społeczność wsi Tyszkowce rejonu Horodenka, obwodu iwanofrankowskiego, podjęła decyzję ustanowienia na terenie wsi pomnika urodzonemu tam wybitnemu przedstawicielowi kościoła ormiańskokatolickiego ks. Dionizemu Kajetanowiczowi. Prezes Rady Gminnej Iwan Pronycz”.
Ks. Kajetanowicz jest postacią prawie zapomnianą. Administrator lwowskiej archidiecezji ormianokatolickiej w latach 1939-1945, był aresztowany przez urząd bezpieczeństwa NKGB Związku Radzieckiego i skazany na 10 lat łagrów. Zginął w niewyjaśnionych okolicznościach 18 listopada 1954 r., w miejscowości Abież, w obwodzie Komi, za kołem polarnym.
Dionizy Kajetanowicz był typowym przedstawicielem społeczności galicyjskiej końca XIX – początku XX w., która od wieków rozwijała się w wielonarodowym, wielokulturowym i wielowyznaniowym środowisku. Na Pokuciu i Przykarpaciu mieszkali obok siebie Ukraińcy, Polacy, Ormianie, Żydzi. Rodziny mieszane były zjawiskiem normalnym i powszechnym. Wszystkie trzy obrządki katolickie były dla ludności zrozumiałe i bliskie. Prawie wszyscy mieszkańcy tych terenów rozmawiali co najmniej w dwu językach: polskim i ukraińskim. Pod tym względem ks. Kajetanowicz nie był wyjątkiem. Jego ojciec pochodził ze spolszczonej rodziny ormiańskiej. Matka, Maria z domu Zajączkowska (Zajaczkiwska), była Ukrainką z pochodzenia. Potomkowie jej brata, do dziś mieszkają we wsi Tyszkowce. Po II wojnie światowej krewni ks. Dionizego po ojcu zamieszkali w Polsce. Ksiądz Kajetanowicz był ochrzczony w kościele grekokatolickim w Tyszkowcach, a później jego metrykę chrztu przeniesiono do kościoła ormiańskokatolickiego w Horodence. W wieku 18 lat Dionizy Kajetanowicz zmienił obrządek na rzymskokatolicki i wstąpił do zakonu franciszkanów-reformatów. W 1903 r. otrzymał święcenia kapłańskie z rąk arcybiskupa lwowskiego obrządku łacińskiego Józefa Bilczewskiego. Pięć lat później, ks. Dionizy postanowił zmienić obrządek na ormiańskokatolicki i z pozwolenia arcybiskupa Józefa Teodorowicza był inkardynowany do lwowskiej ormiańskiej archidiecezji. Był bardzo gorliwym duszpasterzem i w 1938 r., po śmierci abpa Józefa Teodorowicza, wybrano go na administratora generalnego archidiecezji. Przebywając z radzieckich łagrach, ks. Dionizy otaczał opieką nie tylko Ormian i Polaków, ale też Ukraińców – katolików, zesłanych na te ziemie z Galicji. Swobodnie władał językiem ukraińskim, polskim i ormiańskim.
Prawie zapomnianą postać ks. Dionizego Kajetanowicza przybliżyli współczesnym ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski w „Słowniku biograficznym duchownych ormiańskich w Polsce” (2001), ksiądz prof. Józef Wołczański w publikacji „Martyrologium księży ormiańskokatolickich w archidiecezji lwowskiej po II wojnie światowej w świetle źródeł sowieckich” (2000) i Jurij Smirnow w „Encyklopedii Lwowa” (T. III, 2010). Dla naszych Czytelników podajemy obok życiorys księdza Dionizego Kajetanowicza, opublikowany w „Encyklopedii Lwowa” (T. III, 2010) i przetłumaczony z języka ukraińskiego.
Niezwykle budującym jest dla nas to, że społeczność ukraińska Galicji zainteresowała się losem księdza Dionizego Kajetanowicza, zapragnęła uwiecznić jego imię i pamięć o nim. Jest to przypadek unikatowy, świadczący o zamazywaniu się uprzedzeń między Polakami a Ukraińcami, które zrodziły się w czasach II wojny światowej i w okolicznościach późniejszego panowania różnych „-izmów”. Współcześni mieszkańcy Kresów rozumieją swoją historię i umieją godnie ocenić ludzi nie za narodowość, ale za czyny. Z jednej strony, jest to rozumienie własnej tożsamości, pokrewieństwa z przedstawicielami innych narodowości, zamieszkujących Galicję. Z drugiej zaś – jest to idące od dołu budowanie mostów porozumienia ukraińsko-polskiego w nowej rzeczywistości europejskiej. Chęć ustawienia w Tyszkowcach pomnika czy innej formy upamiętnienia ks. Dionizego jest dobrym przykładem do podobnych działań w innych miejscach. Galicja zrodziła przecież znaczną liczbę osób wybitnych i zasłużonych dla obydwu narodów – utalentowanych przedstawicieli kultury, sztuki, literatury, kościoła, etc. Powszechnie znane są przypadki, kiedy z podobną inicjatywą występuje strona polska – bardzo mile widziane są wówczas zrozumienie i tolerancja ze strony ukraińskiej. Wiemy też o dążeniach strony ukraińskiej do upamiętnienia działaczy kościoła i kultury swego narodu na terenach współczesnej Polski. W tych dążeniach mieści się coś więcej, niż narodowe priorytety – rozumienie wspólnej historii i tradycji kulturowej, wspólnej krwi, wspólnej europejskości.
Wracając do inicjatywy mieszkańców wsi Tyszkowce pragniemy podkreślić, że do ustawienia znaku upamiętniającego księdza Dionizego Kajetanowicza czeka nas jeszcze bardzo daleka droga. Mieszkańcy wsi nie są ludźmi majętnymi, a koszt ich inicjatywy jest niemały. Nie podjęto jeszcze ostatecznej decyzji, co to by miało być – znak pamiątkowy, tablica pamiątkowa, pomnik, czy też popiersie księdza. Nie powstał oczywiście jeszcze żaden projekt. Bardzo ważne jest więc bezzwłoczne podjęcie konkretnych działań organizacyjnych.
Zwracamy się w tej sprawie do wszystkich zainteresowanych w Polsce i na Ukrainie. Istnieją liczne towarzystwa i fundacje ormiańskie, struktury Kościoła Ormiańskokatolickiego i Kościoła Ormiańskiego Apostolskiego. Zwracamy się do wszystkich! Należy założyć komitet organizacyjny, opracować projekt i zająć się poszukiwaniem funduszy na jego realizację…
Redakcja „Kuriera Galicyjskiego” ze swojej strony udzieli wsparcia informacyjnego dla wszystkich inicjatyw i działań na rzecz powstania pomnika.
Jurij Smirnow
Źródło: Kurier Galicyjski nr 4 (128) z 2-14 marca 2011 r.
Redakcja portalu Kresy.pl przyłącza się do apelu “Kuriera Galicyjskiego”.





























