Praktycznie rzecz biorąc wszyscy księża z Polski, pracujący na Ukrainie otrzymali bez trudności w Ambasadzie Ukrainy w Warszawie tzw. wizy religijne, uprawniające do wykonywania w tym kraju obowiązków kapłańskich. W praktyce okazuje się, że konieczność uzyskania wiz była administracyjną dokuczliwością, która w realnej praktyce nie daje nic.
Obecnie władze terenowe przypominają księżom, że mimo posiadania “religijnej wizy” musza stosować się do ogólnych przepisów, obowiązujących mieszkańców UE przebywających na Ukrainie. Zgodnie z nimi każdy kapłan może przebywać na niej nie dłużej niż trzy miesiące w ciągu pół roku i nie dłużej niż 180 dni rocznie. Kapłan z Polski powinien więc zgodnie z przepisami wykonywać swoje obowiązki co drugi miesiąc. Inaczej grozi mu wydalenie i pozbawienie prawa pobytu na terenie Ukrainy na kilka lat.
Księża tłumaczą cała sprawę bałaganem panującym w Kijowie i brakiem korelacji działań między różnymi rządowymi instytucjami oraz napięciami na linii prezydent – premier.
Władze kościelne starają się wyjaśnić cała sprawę, ale czy ich wysiłki zakończą się sukcesem, nie wiadomo. Jeżeli władze będą trwać przy swoim stanowisku, to wiele decyzji na Ukrainie będzie funkcjonowało na ćwierć gwizdka. Każda z parafii obsługiwana przez polskich księży będzie przez pół roku pozbawiona kapłana. Konieczność częstego wyjazdu do Polski może też zniechęcić polskich księży do pracy na Ukrainie.
(mak)/(inf. wł.)/Kresy.pl



























