Inny uciekinier z tbiliskiego ZOO chciał wykorzystać swoją wolność znacznie lepiej. Pewnego pingwina przylądkowego zatrzymano dopiero przy granicy z Azerbejdżanem.
Jak podała rzecznik gruzińskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych w centrum Tbilisi człowieka zaatakował nie lew, jak wcześniej podawały media, lecz tygrys. Zabił on męższczyznę w centrum miasta – niedaleko Placu Bohaterów, na ulicy dzielnicy mieszkalnej. Po niedzielnej powodzi zwierzę nie uszło więc daleko. Drapieżnik miał ukryć się w pobliskim magazynie. Agresywnego tygrysa, należącego do rzadkiej, białej odmiany zastrzelili policjanci. Dyrekcja ZOO twierdzi, że bilans powodzi jest dla placówki bardzo zły, zginęła połowa z około 600 zamieszkujących je wcześniej zwierząt. Niemniej znany jest już los wszystkich groźnych drapieżników w związku z tym zawieszono akcję poszukiwawczą.
Jeden z pingwinów przylądkowych przedsięwziął natomiast ucieczkę z prawdziwego zdarzenia. Zauważono go w rzece przepywającej przez stolicę Gruzji tyle, że w odłegłości 60 kilometrów od miasta. Uciekiniera zatrzymano tuż przed azerbejdżańską granicą. Pingwiny przylądkowe występujące naturalnie na południu Afryki to jedne z najmniejszych ptaków tej rodziny. Mierzą sobie około 63 centymetry wysokości.
wp.pl/rferl.org/kresy.pl





























