Komentator portalu Delfi.lt Anatolijus Lapinskas oskarża Waldemara Tomaszewskiego, europosła z Akcji Wyborczej Polaków na Litwie (AWPL), o działalność na szkodę Litwy.
Lapinskas odnosi się do inicjatywy posłów Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (ECR), którzy złożyli w PE oświadczenie pisemne w sprawie poszanowania praw mniejszości narodowych na Litwie. Z dozą pewnej dumy osobistej donosi, że pisząc w tamtym roku o działalności Waldemara Tomaszewskiego przewidział, że jego dalsze działania będą polegały na szkodzeniu Litwie przez tworzenie “oryginalnych” projektów uchwał.
Litewski publicysta uważa bowiem lidera AWPL za spiritus movens inicjatywy. Próbuje też, jak można wywnioskować, zarzucić mu obłudę – gdyż, według niego, po wielu zabiegach aby pismo powstało, europoseł osobiście go nie podpisał. Dalej Lapinskas stara się rozprawić z tekstem deklaracji, której autorami było trzech polskich posłów: Ryszard Czarnecki, Janusz Wojciechowski i Jarosław Kalinowski oraz węgierski konserwatysta Lajos Bokros. Deklaracja zwraca uwagę na najbardziej istotne problemy polskiej mniejszości narodowej na Litwie: nakaz usuwania dwujęzycznych tablic z nazwami ulic, kary pieniężne nakładane na samorządy za stosowanie nazw dwujęzycznych, zakaz używania w dokumentach swojego imienia i nazwiska w języku mniejszości narodowej czy plany likwidacji ponad 100 klas z mniejszościowym – głównie polskim – językiem nauczania. Powołują się przy tym przede wszystkim na Konwencję Ramową Rady Europy o ochronie mniejszości narodowych, a zwłaszcza art. 10 i art. 11. W wyżej wymienionych artykułach zostało wyraźnie stwierdzone, iż mniejszości mają prawo do używania nazwisk w mowie ojczystej oraz umieszczania tablic z “tradycyjnymi w języku mniejszości nazwami lokalnymi”.
Jednak litewski publicysta uważa, że decydujące w tej kwestii są komentarze do artykułów, a te stwierdzają, że nazwiska i nazwy powinny się pojawiać np. z fonetycznym š i č, a nie polskimi sz i cz. Podkreśla, że w podpunkcie 2 artykułu 11 stwierdzono, iż osoba należąca do mniejszości “ma prawo do umieszczania w jego lub jej języku znaków o charakterze prywatnym”. Anatolij Lapinskas uważa więc, że sz i cz Polacy mogą używać prywatnie, a nie w urzędach.
Autor artykułu powraca też do czasów sowieckich: “pół wieku Litwa była dwujęzyczna, wszystko było podwajane przez rosyjskie nazwy ulic, linii autobusowych”. Dlatego też stwierdza, że powrót do dwujęzycznych nazw ulic może stać się symbolem okupacji. Co do planowanego zamknięcia polskojęzycznych klas autor stara się to tłumaczyć ogólną tendencją niżu demograficznego i ironizuje, że takich polskich odwołań do PE będzie coraz więcej.
Anatolijus Lapinskas uważa też, że Polacy niesprawiedliwie odnoszą się do Litwinów. Powraca stale wykorzystane przez tego publicystę porównanie sytuacji Polaków na Białorusi do tych na Litwie. Autor posuwa się jeszcze dalej – straszy Litwinów, że najpierw będzie Wilno, potem Kowno, Kłajpeda, Kiejdany…
To nie pierwsza wymierzona w Polaków publikacja Lapinskasa. Przykładowo, w grudniu ubiegłego roku nazwał opublikowany przez polski MSZ “Raport o sytuacji Polonii i Polaków za granicą – 2009” – “bazgraniną“. Jego teksty są też od niedawna drukowane w skrajnie nacjonalistycznym litewskim piśmie “Voruta”. Z zawodu jest kompozytorem i pedagogiem.
Błażej Cecota/Kresy.pl




























