Po ponad dwóch tygodniach przerwy tajwańskie władze ponownie odnotowały intensywną aktywność chińskiego lotnictwa wojskowego w rejonie wyspy.
Ministerstwo obrony Tajwanu poinformowało w niedzielę o ponownym wzroście aktywności chińskiego lotnictwa wojskowego w rejonie wyspy. Według komunikatu w ciągu ostatnich 24 godzin wykryto 26 samolotów należących do sił zbrojnych Chińskiej Republiki Ludowej, operujących głównie nad Cieśniną Tajwańską.
Informacja pojawiła się po ponad dwóch tygodniach nietypowej przerwy w tego typu działaniach. Władze w Tajpej wskazywały wcześniej, że brak lotów wywołał spekulacje dotyczące możliwych powodów takiej sytuacji.
Zobacz też: Premier władz na Tajwanie z prywatną wizytą w Japonii
Chiny uznają demokratycznie rządzony Tajwan za część swojego terytorium i regularnie wysyłają w okolice wyspy myśliwce, drony oraz inne statki powietrzne. Zazwyczaj takie operacje odbywają się codziennie, a ich przerwy są najczęściej związane z niekorzystnymi warunkami pogodowymi.
Jak podało tajwańskie ministerstwo obrony, poprzednio podobną liczbę chińskich samolotów wykryto 25 lutego, gdy odnotowano 30 maszyn podczas operacji określonej przez Pekin jako „wspólna patrolowa operacja gotowości bojowej”.
Od 27 lutego władze Tajwanu nie informowały o obecności chińskich samolotów wojskowych aż do 7 marca, kiedy zauważono dwa statki powietrzne na dalekim południowo-zachodnim obszarze wokół wyspy. W kolejnych dniach odnotowywano jedynie pojedyncze incydenty.
Pekin nie przedstawił wyjaśnień dotyczących wcześniejszego ograniczenia aktywności lotniczej. W sobotę chińskie Biuro do Spraw Tajwanu skrytykowało jednak przemówienie prezydenta Tajwanu Laia Ching-te, który mówił o konieczności zwiększenia wydatków na obronność i ochrony systemu demokratycznego na wyspie.
Rzecznik biura oświadczył, że „tacy ludzie jak Lai Ching-te nie powinni błędnie oceniać sytuacji; jeśli odważą się podejmować lekkomyślne ryzyko, sami wykopią sobie grób”.
Zobacz też: Japończycy chcą ulokować wyrzutnie rakietowe około stu kilometrów od Tajwanu
Kresy.pl/Reuters






























