Pomimo upływu niemal trzech i pół roku od rozpoczęcia rosyjskiej inwazji na Ukrainę, zaawansowany technologicznie czołg podstawowy T-14 Armata nie został użyty w warunkach bojowych. Eksperci wskazują na liczne problemy techniczne oraz obawy Rosji przed kompromitacją sprzętu na oczach potencjalnych nabywców.
T-14 Armata, uznawany za najbardziej nowoczesny rosyjski czołg podstawowy, po blisko trzech i pół roku konfliktu zbrojnego na Ukrainie wciąż nie pojawił się na froncie – nawet tymczasowo. Zgodnie z ustaleniami magazynu The National Interest, rosyjskie władze mogą celowo wstrzymywać jego użycie, obawiając się, że ewentualna konfrontacja z rzeczywistością wojenną obnaży słabości maszyny i odstraszy potencjalnych kontrahentów.
Pojazd ten nie wykazuje obecnie większych szans na realne zaangażowanie bojowe niż w momencie, gdy po raz pierwszy został zaprezentowany publicznie podczas defilady na Placu Czerwonym. Analitycy zauważają, że program Armata od początku zmagał się z ogromnymi kosztami oraz trudnościami technicznymi, a dostarczona liczba jednostek – jak się podaje – nie przekracza 20.
Wśród głównych przeszkód wymienia się m.in. problemy z opracowaniem nowej jednostki napędowej, wdrożeniem nowoczesnej elektroniki w systemach uzbrojenia, a także produkcją armat i amunicji nowej generacji. Braki te uniemożliwiają Armacie spełnienie koncepcyjnych założeń przewagi technologicznej na polu walki.
Niektórzy komentatorzy wskazują, że T-14 był od początku „ćwiczeniem w zakresie iluzji i propagandy”, podczas gdy inni twierdzą, że złożoność konstrukcji zwyczajnie przekracza możliwości rosyjskiego zaplecza przemysłowego w zakresie produkcji seryjnej.
Obecna sytuacja konfliktu zbrojnego na Ukrainie tylko uwidoczniła te ograniczenia. Na ten moment T-14 Armata funkcjonuje raczej jako symbol ambicji Federacji Rosyjskiej niż rzeczywisty element uzbrojenia – „gnije przy drodze” wśród szeregu innych czołgów ugrzęźniętych w błocie.
Według dyrektora generalnego koncernu Rostiech, Siergieja Czemiezowa, podstawowym powodem nieobecności T-14 jest wysoki koszt jego produkcji. „Armii łatwiej jest kupić tańsze czołgi T-90” – stwierdził.
Kresy.pl/The National Interest





























