Spór o rosyjskie aktywa doprowadził do publicznej wymiany ostrych komentarzy między ministrami spraw zagranicznych Polski i Węgier. W odpowiedzi na słowa Pétera Szijjártó Radosław Sikorski zasugerował, że Budapeszt w razie konfliktu mógłby opowiedzieć się po stronie Rosji.
W mediach społecznościowych doszło do wymiany ostrych komentarzy pomiędzy szefami dyplomacji Polski i Węgier po publikacji wpisu premiera Viktora Orbána, w którym skrytykował on decyzję Unii Europejskiej o bezterminowym zamrożeniu rosyjskich aktywów. Wypowiedź węgierskiego przywódcy stała się punktem wyjścia do sporu na linii Warszawa–Budapeszt.
Premier Węgier napisał w mediach społecznościowych, że Bruksela, omijając sprzeciw jego kraju i naruszając prawo europejskie, podejmuje działania zmierzające do przejęcia zamrożonych rosyjskich środków. W jego ocenie taki krok stanowi „deklarację wojny”. Viktor Orbán dodał również, że jednocześnie Unia Europejska domaga się od państw członkowskich dodatkowych 135 miliardów euro na finansowanie działań związanych z konfliktem. Zapewnił przy tym, że Węgry nie wezmą udziału w tym, jak to określił, „dziwacznym planie Brukseli”.
Unless Russia invades again there won’t be such a war but we understand that this time you would be on her side.
— Radosław Sikorski 🇵🇱🇪🇺 (@sikorskiradek) December 14, 2025
Do wpisu węgierskiego premiera odniósł się minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski. Udostępniając wypowiedź Orbána, skomentował ją stwierdzeniem, że „Viktor zasłużył na swój Order Lenina”. Wpis ten wywołał reakcję ze strony szefa węgierskiej dyplomacji.
Minister spraw zagranicznych Węgier Péter Szijjártó odpowiedział, że rozumie, iż strona polska „naprawdę chce wojny między Rosją a Europą”, dodając, że Węgry nie pozwolą się wciągnąć w taki konflikt. W jego wypowiedzi znalazło się również stanowcze podkreślenie sprzeciwu wobec angażowania Budapesztu w działania prowadzące do eskalacji.
Na tę reakcję ponownie odpowiedział Radosław Sikorski. W kolejnym wpisie zaznaczył, że „jeśli Rosja nie dokona kolejnej inwazji, nie będzie żadnej takiej wojny”, dodając jednocześnie, że rozumie, iż tym razem Węgry opowiedziałyby się po stronie Moskwy.
Decyzja w sprawie ewentualnego finansowania Ukrainy ma zostać podjęta na szczycie Unii Europejskiej w czwartek lub piątek. Tego przynajmniej oczekuje Komisja Europejska. Ukraina przez cały okres wojny jest zależna od wsparcia finansowego Zachodu, bez którego nie mogłaby funkcjonować. Państwo stoi w obliczu deficytu budżetowego w wysokości 71,7 mld euro w przyszłym roku i będzie musiało rozpocząć cięcia wydatków publicznych od kwietnia mogące podważyć samo funkcjonowanie struktur administracyjnych. Tymczasem nie może liczyć na pieniądze z USA. Administracja Donalda Trumpa ucięła finansową kroplówkę dla Kijowa.
Stanowisko Belgii jest w tej kwestii kluczowe, ponieważ większość aktywów rosyjskiego banku centralnego zamrożonych w ramach sankcji za inwazję na Ukrainę – środków o wartości około 185 miliardów euro, jest zamrożona w Euroclear, depozycie papierów wartościowych z siedzibą w Brukseli. Belgijski rząd opiera się przed tym posunięciem obawiając się konsekwencji prawnych w warunkach, gdy UE ani żaden inny kraj nie chce wziąć formalnej współodpowiedzialności za taki krok.
Informowaliśmy już na naszym portalu, że na jak najszybsze wykorzystanie przyjęcia mechanizmu wykorzystania zamrożonych rosyjskich aktywów na pożyczkę reparacyjną dla Ukrainy naciskają przywódcy siedmiu państw członkowskich: Polski, Estonii, Finlandii, Irlandii, Łotwy, Litwy i Szwecji.
Kresy.pl/X































