Proces specjalnie jest przeciągany, żeby artykuły w paczkach się przeterminowały – uważa Weronika Sebastianowicz, sądzona przez Białoruś za rzekomy przemyt pomocy żywnościowej dla kombatantów Armii Krajowej.
Rozpoczęty wczoraj proces 83-letniej kpt. Weroniki Sebastianowicz, szefowej Stowarzyszenia Żołnierzy AK na Białorusi, będzie kontynuowany w piątek – zdecydował sąd w Grodnie. Pierwsza rozprawa miała się odbyć przed tygodniem, ale poinformowano, że przewodnicząca składu sędziowskiego nie wiedziała o terminie rozprawy. – Dzisiejsze posiedzenie sądu rejonu oktiabrskiego w Grodnie zakończyło się przełożeniem sprawy na następne posiedzenie, aczkolwiek zeznania świadków bardzo wyraźnie mówiły o tym, że zatrzymane przez urząd celny u pani Sebastianowicz towary zostały przywiezione przez konsulat – powiedział po wczorajszej rozprawie konsul generalny w Grodnie Andrzej Chodkiewicz.
Sprawę przeciwko Sebastianowicz o zorganizowanie przemytu z Polski skierował do sądu urząd celny w Grodnie. Dotyczy ponad 70 paczek od polskiego Stowarzyszenia Odra-Niemen z pomocą dla kombatantów Armii Krajowej na Białorusi, które zarekwirowano 2 kwietnia z domu Sebastianowicz w Skidlu w obwodzie grodzieńskim, mimo obecności polskich konsulów.
W ocenie Mieczysława Jaśkiewicza ze Związku Polaków na Białorusi proces jest farsą. – Właściwie nie rozumiem, po co odbyła się wczoraj ta rozprawa, co chciano na niej udowadniać i o co oskarżyć. Ten sąd wygląda podobnie jak te, przed którymi sam stawałem, włącznie z oskarżeniem nas za postawienie krzyża upamiętniającego Anatola Radziwonika ps. „Olech” – relacjonuje Jaśkiewicz. Jak zapewnia, pani Sebastianowicz była wczoraj w dobrej formie i mimo absurdalnej sytuacji z godnością stanęła przed sądem. – Dzielnie się trzymała – mówi. – Taki człowiek, mimo że wydaje się spokojny, na pewno mocno przeżywa, gdy coś podobnego go spotyka. To nie pierwszy raz, gdy musi odpowiadać za podobne sprawy – dodaje nasz rozmówca.
Sebastianowicz wraz z Jaśkiewiczem zostali skazani w czerwcu ub.r. na kary grzywny przez sąd w Szczuczynie w obwodzie grodzieńskim. Uznano ich za winnych złamania zasad przeprowadzania zgromadzeń masowych, gdyż nie uzyskali zgody władz na organizowaną przez siebie akcję. Chodzi o ustawienie 12 maja 2013 r. przez ZPB we wsi Raczkowszczyzna w obwodzie grodzieńskim krzyża upamiętniającego ostatniego dowódcę Armii Krajowej połączonych sił Szczuczyn – Lida Anatola Radziwonika, który zginął w walkach z NKWD w 1949 roku. W uroczystości uczestniczyło ponad 100 osób, w tym Sebastianowicz, kilku innych byłych żołnierzy AK oraz Chodkiewicz.
Weronika Sebastianowicz zeznała wczoraj m.in., że paczki wielkanocne dla kombatantów AK zostały jej przywiezione 2 kwietnia samochodem polskiego konsulatu, a znajdowały się w nich produkty żywnościowe, takie jak makaron, ryż czy czekolada. Zapewniła też, że wbrew twierdzeniom urzędu celnego zawartość paczek nie była przeterminowana. Na następnym posiedzeniu sąd chce m.in. przesłuchać świadków, którzy nie stawili się tym razem, w tym pracownika urzędu celnego. Na rozprawie oprócz konsula Chodkiewicza obecni byli także działacze nieuznawanego przez władze w Mińsku Związku Polaków na Białorusi.
Urząd celny twierdzi, że niezidentyfikowana osoba z Polski nabyła i rozdała innym osobom w Polsce produkty żywnościowe i upominki o wartości blisko 4 tys. złotych, aby osoby te przemyciły je drobnymi partiami na Białoruś. Towary te – według urzędu celnego – znalazły się potem w domu Sebastianowicz w Skidlu. Zdaniem urzędu, miała ona koordynować ten przemyt, popełniając wykroczenie administracyjne, zagrożone karą grzywny o równowartości 250-1400 złotych.
Maciej Walaszczyk, PAP





























