Polska zajmuje drugie miejsce w Unii Europejskiej pod względem liczby rodzin pszczelich, dysponując ponad 2,5 mln pasiek i siecią ponad 100 tys. aktywnych pszczelarzy. Według wiceministra Jacka Czerniaka, sektor rozwija się mimo wyzwań związanych z importem miodu, który sprowadzamy głównie z Chin i Ukrainy. Pszczelarze ostrzegali przed napływem miodu z zagranicy, który trafia do polskich sklepów bez wyraźnych oznaczeń kraju pochodzenia i często jest gorszy jakościowo, z dodatkiem specjalnych syropów.
Według danych resortu rolnictwa Polska pozostaje jednym z liderów unijnego pszczelarstwa. Pod względem liczby rodzin pszczelich zajmuje drugie miejsce w UE, tuż po Hiszpanii, dysponując ponad 2,5 mln pasiek. W kraju działa ponad 100 tys. aktywnych pszczelarzy, a ich liczba systematycznie wzrasta. „Dzięki dotacjom zachęciliśmy do pszczelarstwa młodych ludzi. W ciągu ostatnich 10 lat w Polsce przybyło 3,5 tys. osób do 35. roku życia, które zajmują się pszczelarstwem. Aktualnie mamy 10 123 młodych pszczelarzy” — wskazał wiceminister Jacek Czerniak.
Resort rolnictwa podkreśla, że wspiera rozwój sektora zarówno poprzez działania edukacyjne, jak i finansowe. Wsparcie w ramach tzw. interwencji pszczelarskich obejmuje ok. 40 proc. środowiska. Nowy nabór Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa rozpocznie się 24 października i potrwa do 3 grudnia 2025 r. Pszczelarze będą mogli ubiegać się o refundację kosztów zakupu sprzętu, leków do zwalczania warrozy, szkoleń oraz analiz jakości miodu. W poprzednim naborze dotyczącym 2025 r. złożono ponad 3100 wniosków kwalifikujących się do pomocy na łączną kwotę 57 mln zł, a początkowy budżet 43 mln zł zwiększono o 20 mln zł z powodu dużego zainteresowania.
Szacuje się, że 86 proc. krajowej produkcji trafia do konsumentów w sprzedaży bezpośredniej, co wspiera lokalne rynki i skraca łańcuchy dostaw.
Choć Polska pozostaje znacznym rynkiem pszczelarskim w Europie, branża mierzy się z problemem importu miodu. Podczas posiedzenia sejmowej komisji rolnictwa 9 października, pszczelarze ostrzegali przed napływem miodu z zagranicy, który trafia do polskich sklepów bez wyraźnych oznaczeń kraju pochodzenia. Ich zdaniem nieuczciwy import z Chin i Ukrainy zagraża krajowej produkcji i zmusza wielu hodowców do zamykania pasiek.
Według Emila Maciąga z Oddolnego Ogólnopolskiego Protestu Rolników – obecny rok jest najgorszy od pięciu lat. Jak stwierdził, kondycja pszczół jest słaba, a w kolejnych latach liczba rodzin pszczelich będzie maleć. Wskazał, że ceny skupu miodu wahają się między 9 a 12 zł za kg, co przy rosnących kosztach uniemożliwia opłacalną produkcję.
Zobacz też: Bryłka: Polska zostanie zalana ukraińskimi towarami po nowej umowie z UE [+VIDEO]
Henryk Kiejdo z Polskiego Związku Pszczelarskiego, zrzeszającego 32 tys. hodowców, ocenił, że problemem pozostaje nie tylko skala importu, lecz także jego jakość. – Importowane miody bywają zafałszowywane specjalnymi syropami, których obecność trudno wykryć – powiedział. Dodał, że w Polsce nie funkcjonuje laboratorium mogące potwierdzać autentyczność miodu, a badania w Niemczech i Wielkiej Brytanii wykazały, że nawet 70–80 proc. próbek ze sklepów nie spełnia norm.
Przedstawiciel Polskiej Izby Miodu, Przemysław Rujna, bronił importu, argumentując, że Polska pokrywa jedynie 67 proc. własnego zapotrzebowania i musi sprowadzać miód z zagranicy. Wiceminister rolnictwa Jacek Czerniak zapowiedział przygotowanie projektu rozporządzenia, które zobowiąże producentów do dokładnego podawania procentowego udziału miodów z poszczególnych krajów. Nowe przepisy mają wejść w życie w czerwcu 2026 r.
Cześć mediów i komentatorów politycznych już teraz zwraca uwagę, że Polska może odczuć skutki nowej umowy handlowej między Unią Europejską a Ukrainą. Europosłanka Anna Bryłka wskazała na istotne podwyżki w dopuszczalnych wolumenach importu strategicznych towarów: cukier z 20 tys. do 100 tys. ton, jaja z 6 tys. do 18 tys. ton, drób z 90 tys. do 120 tys. ton, pszenica z 1 mln do 1,3 mln ton oraz miód z 6 tys. do 35 tys. ton.
Polski sektor pszczelarski jest silnie rozdrobniony. Z ok. 98 tys. pszczelarzy aż 98 proc. to hobbyści, a jedynie ok. 0,5 proc. stanowią zawodowcy prowadzący duże pasieki. Mimo to Polska należy do czołowych eksporterów miodu w UE, odpowiadając za ok. 8 proc. unijnego eksportu, czyli ok. 13 tys. ton rocznie. Główne kierunki wysyłek to Niemcy, Francja i kraje Beneluksu.
Polskie pszczelarstwo otrzymuje wsparcie publiczne — łącznie 130 mln zł rocznie z budżetu krajowego i unijnego, w tym ok. 80 mln zł dopłat za przezimowane rodziny i 45–55 mln zł w ramach WPR 2023–2027. W ostatnim czasie budżet programu krajowego zwiększono o 20 mln zł.
„Nie sposób sprowadzać problemów pszczelarstwa do jednego czynnika – importu. Prawdziwym wyzwaniem jest sposób wykorzystywania dotacji, które zamiast wzmacniać produkcję, często napędzają rynek zawyżonego sprzętu i pośredników. Co roku do sektora trafia ponad 130 mln zł, lecz brak realnej kontroli sprawia, że duża część tych pieniędzy nie wspiera pszczelarzy, tylko handel dotacyjny – powiedziała Joanna Katarzyna Banach, prof. UWM w Olsztynie, ekspertka ds. jakości i autentyczności żywności, cytowana przez portal sadyogrody.pl
„Miód to tylko jeden z wielu produktów pszczelich, a branża zdominowana przez hobbystów nie może opierać swojej działalności wyłącznie na jego sprzedaży – ekonomicznie to się po prostu nie bilansuje. Jak każde hobby, pszczelarstwo wymaga pasji i ponoszenia kosztów, nie oczekiwania stałych rekompensat” – tłumaczy ekspertka.
Od lat Polska Izba Miodu wskazuje na potrzebę zmian w przepisach dotyczących klasyfikacji miodów odmianowych, które w obecnym kształcie są zbyt restrykcyjne i nieprzystające do polskich warunków klimatycznych oraz pożytkowych. W rezultacie znaczna część krajowych miodów nie spełnia formalnych kryteriów, by zostać uznana za odmianowe. Skutkiem tego pszczoły pracują, lecz pszczelarze tracą, ponieważ nie mogą sprzedawać swoich produktów jako miodów premium, osiągających wyższe ceny.
Kresy.pl/gov.pl/sadyogrody.pl
































