Operator dronów Sławomir Wysocki przedstawił analizę trajektorii lotu, wskazując na zakłócenia w okolicach Kijowa oraz użycie dronów wabików i bojowych. Według relacji Wysockiego celem ataków były m.in. obszary w rejonie Łucka.
Według wstępnych danych kilkanaście bezzałogowców, prawdopodobnie 21, przekroczyło granicę w różnych miejscach, a część z nich została zestrzelona. W działaniach uczestniczyły myśliwce polskie oraz sojusznicze państw NATO. Operator dronów i wolontariusz na Ukrainie Sławomir Wysocki relacjonował na kanale „Do Rzeczy”, że obserwował trajektorie lotu bezzałogowców, które pojawiły się nad Polską. Wskazał, że jego zdaniem nie doszło do próby wciągnięcia Polski do wojny przez Ukrainę ani do ukraińskiej prowokacji, lecz do zakłócenia lotu dronów rosyjskich atakujących Ukrainę.
„Miałem informację o nadlatujących w naszą przestrzeń dronach dzień wcześniej ok. godziny 11, gdy chłopaki z zachodniej obrony przeciwlotniczej powiedzieli mi, że na Zamość leci 9 dronów. Później obserwowałem ich lot, nie spałem cały dzień, byłem w Polsce, teraz jestem w Ukrainie. Wszystko, co mówią nasze media, to jest jeden wielki bzdet” — powiedział.
„Po analizie trajektorii lotów zorientowałem się, że część lotów została zakłócona w okolicach Kijowa. Te drony wabiki, które poleciały przez Białoruś na północ Polski, które dotarły aż pod Elbląg, musiały zostać zakłócone gdzieś w okolicy Kijowa. Tak wygląda trajektoria lotu” — powiedział.
„Drony, które przyleciały na Lubelszczyznę, leciały razem z trzema dronami bojowymi” — powiedział, dodając, że były to wabiki wysyłane wraz z bezzałogowcami z ładunkami wybuchowymi. „Drony, które znaleziono w Polsce to wabiki, które mają latać na ok. 300 kilometrów. Te zostały przerobione, miały dodatkowy zbiornik paliwa, który podwoił ich zasięg. To był atak na Łuck. Te drony, które doleciały do Łucka, a później zostały puszczone przez ukraińską obronę przeciwlotniczą samopas, te które były dronami bojowymi, miały uderzyć w bardzo ważne cele militarne na Ukrainie” — stwierdził Wysocki.
„Analizując trajektorię lotu można zauważyć trzy drony, które wróciły na Ukrainę i zaatakowały Łuck” — dodał. Według jego relacji jeden z tych trzech dronów zawrócił tuż za polską granicą, a dwa — w rejonie Stalowej Woli.
Rosyjskie drony w Polsce
W nocy 10 września polską przestrzeń powietrzną miało naruszyć ponad 20 obiektów, z których część zestrzelono przy udziale holenderskich F-35. Premier Donald Tusk poinformował w Sejmie o 19 potwierdzonych przypadkach, podkreślając, że operacja trwała całą noc.
Źródła w NATO sugerują, że wtargnięcie rosyjskich dronów do polskiej przestrzeni powietrznej było najprawdopodobniej działaniem celowym. Mimo to Sojusz nie uznaje incydentu za bezpośredni atak. W sprawie ma obradować Rada Północnoatlantycka.
W związku z incydentami Polska uruchomiła Artykuł 4 NATO, przewidujący konsultacje sojuszników w przypadku zagrożenia integralności terytorialnej, niezależności politycznej lub bezpieczeństwa państwa członkowskiego. Premier Donald Tusk odbył rozmowy z przywódcami europejskimi, którzy przedstawili propozycje wsparcia w zakresie obrony powietrznej Polski.
Szef Sztabu Generalnego WP gen. Wiesław Kukuła potwierdził, że Polska otrzymała ostrzeżenie od strony białoruskiej. „Białorusini nas uprzedzali, że przez ich przestrzeń powietrzną w naszym kierunku zmierzają drony” – powiedział. Zaznaczył, że współpraca była zaskakująca, zważywszy na eskalację napięcia na granicy lądowej. „Ale nie odrzuciliśmy jej” – dodał. Według generała Polska przekazała wzajemnie Białorusi informacje o obiektach zmierzających w ich stronę.
Polska Agencja Żeglugi Powietrznej poinformowała, że od 10 września 2025 r. od godz. 22.00 UTC do 9 grudnia 2025 r. do godz. 23.59 UTC obowiązuje ograniczenie ruchu lotniczego we wschodniej części kraju. Wprowadzono strefę ograniczoną EP R129 obejmującą całość granicy z Białorusią i Ukrainą.
Zaraz po naruszeniu polskiej przestrzeni powietrznej doszło do rozmowy telefonicznej prezydenta Karola Nawrockiego z prezydentem USA Donaldem Trumpem. Prezydencki minister Marcin Przydacz w programie „Tłit” w Wirtualnej Polsce powiedział: „To była dobra rozmowa, stosunkowo długa, której celem było przede wszystkim przedstawienie faktów, co się wydarzyło w Polsce. Ważne było, kluczowe, żeby nasz sojusznik, pan prezydent Trump, miał pełną w tym zakresie informację”. Dodał również, że „Donald Trump mówił o możliwości zwiększania obecności wojsk USA w Polsce”.
Rzecznik prezydenta Rafał Leśkiewicz mówił, że „sam fakt tego, że najsilniejszy sojusznik NATO rozmawia z prezydentem Polski w kilka godzin po tym incydencie, jest niezwykle ważnym politycznym i dyplomatycznym gestem”.
Leśkiewicz przekazał, że prezydent usłyszał od Trumpa deklaracje dalszego zaangażowania Amerykanów w bezpieczeństwo w regionie. „[Prezydent] usłyszał zapewnienie wsparcia USA w budowie bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO. To były poważne słowa ze strony Donalda Trumpa. Potwierdził to sojusznicze wsparcie, potwierdził utrzymanie kontyngentu amerykańskiego w Polsce” – mówił.
Wcześniej Karol Nawrocki zapowiedział odprawę z premierem w BBN, a 11 września o godz. 17 odbyła się Rada Bezpieczeństwa Narodowego. W jej skład wchodzili m.in. marszałkowie Sejmu i Senatu, premier, ministrowie odpowiedzialni za sprawy zagraniczne, obronę narodową, sprawy wewnętrzne, a także koordynator służb specjalnych, szefowie klubów i kół parlamentarnych oraz przedstawiciele Kancelarii Prezydenta i BBN.
Jak poinformował w czwartek Bloomberg, NATO przygotowuje wojskowe środki obronne w odpowiedzi na incydent z rosyjskimi dronami. Według informatora agencji, oprócz reakcji militarnej planowana jest również odpowiedź polityczna. Jej pierwszym elementem były środowe oświadczenia sekretarza generalnego NATO Marka Rutte oraz przywódców państw sojuszniczych, którzy potępili zachowanie Rosji.
Solidarność z Polską wyraziły również pojedyncze kraje NATO. Holandia zapowiedziała rozmieszczenie wschodniej Polsce systemów Patriot, NASAMS, systemów antydronowych oraz 300 żołnierzy. Według zapowiedzi sprzęt i personel mają pojawić się w grudniu i będą współdziałać z polskimi jednostkami.
Również Czechy w odpowiedzi na wtargnięcie dronów, zadeklarowały przekazanie Polsce trzech śmigłowców Mi-171Sz z jednostki do operacji specjalnych. Wsparcie obejmuje także wysłanie żołnierzy, których misja ma potrwać do trzech miesięcy. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz poinformował, że gotowość do wsparcia wyraziły także inne państwa NATO.
Przypomnijmy, że w czwartek rzecznik rządu federalnego Niemiec ogłosił, że Berlin podejmie dodatkowe kroki w ramach NATO w odpowiedzi na wtargnięcie rosyjskich dronów w przestrzeń powietrzną Polski. Jak wskazał, działania te mają wzmocnić bezpieczeństwo wschodniej flanki Sojuszu i stanowią uzupełnienie dotychczasowych zobowiązań. Niemcy rozszerzą zaangażowanie w ochronę przestrzeni powietrznej Polski i zwiększą wsparcie dla Ukrainy. Strona niemiecka zapowiedziała także działania na rzecz przyjęcia kolejnego pakietu sankcji wobec Rosji.
Z kolei prezydent Francji Emmanuel Macron zapowiedział rozmieszczenie trzech samolotów Rafale w Polsce. Decyzja ma wzmocnić wschodnią flankę NATO i odpowiedzieć na naruszenia polskiej przestrzeni powietrznej przez rosyjskie drony.
Wołodymyr Zełenski w rozmowie z Donaldem Tuskiem uzgodnił współpracę na szczeblu militarnym. Ukraiński prezydent podkreślił konieczność współpracy nad wspólną obroną powietrzną Europy i produkcją dronów przechwytujących.
Wielka Brytania ogłosiła 12 września nowy pakiet sankcji wobec Rosji, obejmujący 70 statków przewożących ropę oraz 30 firm i osób powiązanych z dostawami komponentów do rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Decyzję argumentowano wzmożonymi przypadkami naruszenia przestrzeni powietrznej NATO nad Polską.
Kresy.pl/Do Rzeczy





























