Zjednoczone Emiraty Arabskie przygotowują się do wsparcia Stanów Zjednoczonych i Izraela w wojnie z Iranem w celu siłowego otwarcia Cieśniny Ormuz. Abu Zabi zabiega o przyjęcie rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale jednocześnie dopuszcza udział w tzw. koalicji chętnych nawet w przypadku braku międzynarodowego mandatu – informuje „The Wall Street Journal”.
Przez lata Emiraty starały się pełnić rolę pośrednika między Waszyngtonem a Teheranem, unikając jednoznacznego opowiadania się po którejkolwiek ze stron. Obecnie jednak następuje wyraźna zmiana kursu. Państwo, które dotąd dystansowało się od konfliktu, staje się gotowe do bezpośredniego zaangażowania – zwłaszcza po tym, jak samo odczuło skutki irańskich działań.
Według emirackiej dyplomacji kluczowym czynnikiem tej zmiany jest przekonanie, że władze w Teheranie walczą o przetrwanie i są gotowe utrzymywać cieśninę pod presją, nawet kosztem globalnej gospodarki. Ministerstwo Spraw Zagranicznych ZEA podkreśla, że istnieje szeroki międzynarodowy konsensus co do konieczności utrzymania swobody żeglugi w tym strategicznym szlaku.
Na decyzję Abu Zabi wpływają także naciski ze strony prezydenta USA Donalda Trumpa, który oczekuje od sojuszników większego zaangażowania w działania wojskowe, szczególnie w kontekście zabezpieczenia kluczowych szlaków transportowych.
Dla Emiratów konflikt przestał mieć wyłącznie wymiar polityczny. Amerykańsko-izraelska wojna z Iranem uderzyła w fundamenty gospodarki opartej na turystyce, nieruchomościach i wizerunku stabilnego centrum regionu. Po serii uderzeń, obejmujących około 2500 pocisków i dronów, władze zdecydowały się na zdecydowaną odpowiedź: zamknięcie irańskich instytucji oraz zerwanie połączeń lotniczych z Teheranem.
Równolegle Emiraty prowadzą intensywne działania dyplomatyczne. Zabiegają o rezolucję Rady Bezpieczeństwa ONZ, która legitymizowałaby użycie siły w Cieśninie Ormuz, a także apelują do państw europejskich i azjatyckich o utworzenie szerokiej koalicji wojskowej.
Nawet w przypadku sprzeciwu Rosji lub Chin ZEA deklarują gotowość do działania poza formalnym mandatem ONZ. Taki scenariusz oznaczałby istotne podniesienie ryzyka i dalszą eskalację napięć w regionie.
Jednocześnie USA naciskają na europejskich sojuszników w celu przyłączenia ich do wojny z Iranem. W środę Trump uzależnił dalsze wsparcie wojskowe dla Ukrainy od udziału europejskich sojuszników w operacji mającej na celu ponowne otwarcie Cieśniny Ormuz. Groźba dotyczyła programu Priorytetowej Listy Wymagań wobec Ukrainy (PURL), w ramach którego uzbrojenie trafia na Ukrainę przy finansowym udziale państw europejskich.
Ponadto w wywiadzie dla „The Telegraph” Donald Trump oświadczył, że poważnie rozważa wycofanie Stanów Zjednoczonych z NATO po odmowie wsparcia w wojnie z Iranem.
Iran częściowo odblokował Cieśninę dla wybranych jednostek. Teheran dopuszcza tranzyt wybranych statków pod określonymi warunkami — m.in. zmianą bandery i płatnościami w walutach innych niż dolar. Równolegle w Teheranie powstał projekt ustawy przewidujący opłaty w rialach, zakaz ruchu jednostek amerykańskich i izraelskich oraz ograniczenia wobec państw uczestniczących w sankcjach.
W marcu pojawiły się doniesienia, że w Cieśninie Ormuz pojedyncze tankowce wracają na szlak. Statki z Chin i Indii korzystają z tras przebiegających w pobliżu irańskiego wybrzeża.
Również władze Pakistanu porozumiały się z Irańczykami w kwestii przepłynięcia przez cieśninę Ormuz określonej liczy statków tego azjatyckiego państwa Ishaq Dar, wicepremier i minister spraw zagranicznych Pakistanu ogłosił, że w ramach porozumienia przez cieśninę mogą przepływać dwa pakistańskie statki dziennie, do liczby 20. Można więc podsumować, że Islamabad zagwaratnował spokojną żeglugę dla 20 statków.
Pod koniec marca ogłoszono informacje, że Ankara negocjuje z Teheranem możliwość przepuszczenia 11 statków przez Cieśninę Ormuz. Jak przekazał, łącznie 14 tureckich jednostek pozostaje w rejonie cieśniny. W przypadku 11 z nich Ankara zabiega o zgodę na opuszczenie obszaru. Trzy statki pozostają na miejscu z uwagi na prowadzone operacje, m.in. związane z wytwarzaniem energii, i nie ubiegają się o zgodę na przepłynięcie.
Iran już drugiego dnia po rozpoczęciu amerykańsko-izraelskiego ataku dokonał podpalenia tankowca w strategicznej cieśninie sygnalizując, że kontroluje ją. Potem nastąpiły ataki na kolejne tankowce związane z krajami będącymi partnerami USA w regionie podkreślając, że statki mogą przepływać się przez kluczowy szlak wodny jedynie za zgodą Teheranu.
Kresy.pl/The Wall Street Journal






























