Od 9 marca firma Planet Labs wstrzymała publikację zdjęć satelitarnych dotyczących działań wojennych w Iranie. Decyzja została podjęta pod naciskiem władz Stanów Zjednoczonych po publikacji materiałów przedstawiających skutki ataku na szkołę w irańskim mieście Minab. Informację jako pierwszy podał niemiecki dziennik „Frankfurter Allgemeine Zeitung”.
Planet Labs poinformowała klientów o dobrowolnym zastosowaniu się do prośby rządu USA o „wstrzymanie publikacji materiałów wizualnych z wyznaczonego obszaru”. Ograniczenie dotyczy zdjęć, które dotychczas były szeroko wykorzystywane przez wojsko, media i organizacje śledcze do analizy konfliktów zbrojnych.
Czytaj też:
- Ukraina buduje własny system satelitarny UASAT-NANO
- Francuski koncern chce przejąć polski startup specjalizujący się w analizie zdjęć satelitarnych
- Rosja rozwija własny „Starlink”. Satelity systemu Rasswiet wyniesione na orbitę
- Satelity Iranu po pierwszych testach na orbicie
Do wstrzymania publikacji doszło po ataku na szkołę w Minabie, do którego doszło 28 lutego – w pierwszym dniu amerykańsko-izraelskich uderzeń na Iran. W wyniku ataku zginęło 156 cywilów, w tym 120 uczniów. Eksperci, w tym analitycy brytyjskiego portalu śledczego Bellingcat, ustalili, że do ostrzału użyto amerykańskiej rakiety Tomahawk. Kluczowe dowody w tej analizie pochodziły właśnie z danych Planet Labs.
W kontekście wydarzeń pojawiła się także wypowiedź prezydenta USA Donalda Trumpa. „Nie martwię się tym. Wiecie, co to jest zbrodnia wojenna? Posiadanie broni jądrowej” – powiedział Trump.
Planet Labs to kalifornijska firma założona w 2010 roku przez byłych pracowników NASA. Dysponuje ona flotą około 200 minisatelitów, które dostarczają obrazy Ziemi z niskiej orbity okołoziemskiej. Zdjęcia firmy były wcześniej wykorzystywane m.in. jako materiał dowodowy w sprawach dotyczących zbrodni rosyjskich wojsk w podkijowskiej Buczy oraz działań wojennych w Strefie Gazy.
Jake Godin z Bellingcat przyznał, że ograniczenie dostępu do danych Planet Labs znacząco utrudniło pracę analityków. „Obecnie jesteśmy zmuszeni korzystać z innych źródeł danych” – powiedział. Dodał jednak, że środowisko śledcze jest przyzwyczajone do takich przeszkód. „Jesteśmy przyzwyczajeni do obchodzenia ich” – zaznaczył.
Wobec braku dostępu do zdjęć Planet Labs analitycy zaczęli korzystać z alternatywnych źródeł, takich jak unijny program obserwacji Ziemi Copernicus oraz Google Earth. Oba oferują jednak mniej szczegółowe obrazy i są rzadziej aktualizowane. Mimo to dane z satelity Sentinel-2 programu Copernicus pozwoliły m.in. udokumentować zniszczenia infrastruktury w Libanie
Kresy.pl/Frankfurter Allgemeine Zeitung




























