Władze Libanu przyjmują izraelską narrację przeciwko ruchowi oporu – oświadczył Mohammad Raad, przewodniczący parlamentarnego bloku Hezbollahu.
W artykule opublikowanym w libańskiej gazecie „Al Achbar” Raad skrytykował bezpośrednie negocjacje władz Libanu z Izraelem, stwierdzając: „Na tej podstawie zmieniają one wewnętrzną sytuację polityczną, zakładając, że Libańczycy zaakceptują współistnienie z okupantem, w zamian za upoważnienie władz do egzekwowania monopolu państwa na broń”.
Raad uznał przy tym, że podejście rządu Nawafa Salama wynika z przemyślanej taktyki – „logika władz wydaje się wynikać nie z niewiedzy co do tego, dokąd prowadzi obrana przez nie droga, lecz z głębokiego przekonania, a także politycznego przekonania, że ta opcja stanowi, ich zdaniem, drogę, która może uratować kraj przed wojną i upadkiem, nawet kosztem suwerenności i godności”.
Jak stwierdził – “Konfrontacja i opór wyparły okupanta z Libanu, podczas gdy międzynarodowe wysiłki na wszystkich poprzednich etapach nie zdołały zapewnić praw Libanu”. Raad odniósł się w ten sposób do walk partyzantów Hezbollahu z Izraelczykami w południowym Libanie, które doprowadziły w 2000 roku do wycofania się Izraelczyków po 22 latach okupacji.
„Logika oporu potwierdza, że ustępowanie wrogowi i podporządkowanie się jego warunkom zachęca go do ekspansji, zastraszania, tyranizowania i kontynuowania wojen i inwazji” – Raad przedstawił stanowisko Hezbollahu. Przywódca jego politycznego skrzydła oskarżył rząd o podążanie „ścieżką upadku, regresu”.
Zakwalifikował „działanie władz” jako “polegające na szukaniu siły u okupantów w celu rozbrojenia ruchu oporu, w obliczu gwałtownej agresji wroga na Liban. Nazwał to “zbrodnią przeciwko narodowi i jego obywatelom” i wezwał do “pociągnięcia do odpowiedzialności zgodnie z prawem tych, którzy wspierają naszego wroga”.
Artykuł można uznać za świadectwo determinacji organizacji libańskich szyitów oraz manifestację jej jedności. W marcu i kwietniu pojawiały się komentarze, raczej ze strony przeciwników Hezbollahu, iż w organizacji doszło do rozłamu między skrzydłem politycznym, mającym swoję reprezentancie w libańskim parlamencie w postaci frakcji “Lojalność dla Ruchu Oporu” oraz skrzydłem militarnym.
Po tym, gdy 28 lutego USA i Izrael rozpoczęły agresję na Iran, w sojuszu z tym ostatnim wystąpiła organizacja libańskich szyitów – Hezbollah. Spowodowało to rozpoczęcie zmasowanych bombardowań terytorium północnego sąsiada przez Izraelczyków, a następnie wtargnięcie na jego terytorium przez izraelskie siły lądowe.
Od 16 kwietnia między stronami powinien obowiązywać rozejm, w praktyce jednak Izraelczycy kontynuują ataki niższej intensywności. W wyniku ataków zbrojnych Izraelczyków zginęło już ponad 3 tys. Libańczyków.
Izraelska armia okupuje również obszar Libanu wzdłuż granicy o szerokości od kilku do 10 kilometrów, obejmujący około 6 proc. terytorium tego państwa. Władze w Tel Awiwie nie zamierzają z niego ustępować tak długo, aż rząd Hezbollah nie zostanie całkowicie spacyfikowany. Taki jest też warunek administracji Donalda Trumpa.
Orientujący się na USA rząd Nawafa Salama uległ presji Waszyngtonu i zgodził się nawiązać z Izraelem bezpośrednie negocjacje. To pierwszy taki ruch libańskiej dyplomacji od 1993 roku. Zostało to z miejsca skrytykowane przez sekretarza generalnego organizacji libańskich szyitów.
W dniach 14-15 maja odbyła się kolejna, trzecia już runda tych rozmów. Nie osiągnięto żadnego postępu na drodze do pokoju poza przedłużeniem oficjalnego rozejmu o 45 dni.
Jednocześnie i premier Salam, i prezydent Joseph Aoun również głoszą konieczność rozbrojenia Hezbollahu, choć stawiają warunek zakończenia przez Izraelczyków okupacji południowej części kraju.
english.almayadeen.net/kresy.pl
































_02.jpg)