Historyk prof. Jacek Bartyzel stanowczo skomentował słowa prezydenta Karola Nawrockiego o rzekomym wspólnym zwycięstwie Polaków i Ukraińców nad bolszewikami w 1920 roku. Zarzucił mu „fałsz historyczny” i „polityczny prezentyzm”.
Profesor Jacek Bartyzel odniósł się do słów prezydenta Karola Nawrockiego, który stwierdził w piątek, że w Bitwie Warszawskiej bolszewików pokonało Wojsko Polskie „wspólnie z Ukraińcami”. Swoją opinię profesor zamieścił we wpisie na Facebooku, cytowanym przez portal PCh24.pl. Według niego wypowiedź Nawrockiego „jest zadziwiająca i mówiąc delikatnie rozmija się w istotnych punktach z prawdą historyczną w imię doraźnego politycznego prezentyzmu”.
„Po pierwsze, stwierdzenie, iż bolszewików odparły wspólnie Wojsko Polskie i siły ukraińskie jest w najlepszym grubą przesadą, bo oczywiście po stronie polskiej faktycznie istniały jakieś oddziały uznające zwierzchnictwo tzw. Ukraińskiej Republiki Ludowej, z Petlurą jako jej przywódcą, ale stanowiły one mało znaczący militarnie margines i o niewielkiej wartości bojowej, a sama URL i Petlura byli ignorowani przez większość Ukraińców” – zaznaczył.
Profesor uznał za „groteskowe” przedstawianie roli Ukraińców jako równorzędnej z Polakami w Bitwie Warszawskiej. Porównał to do propagandowego eksponowania przez władze PRL rzekomego udziału „pułków smoleńskich” w bitwie pod Grunwaldem – zabiegu służącego gloryfikacji Armii Czerwonej jako spadkobierczyni tych oddziałów.
Zdaniem prof. Bartyzela, jeśli już mówić o sojusznikach w 1920 roku, to w pierwszej kolejności należałoby wspomnieć Białorusinów i białych Rosjan. Profesor odniósł się także do sposobu, w jaki Nawrocki interpretował historię – jako „narrację historiozoficzną opartą o fałszywe analogie”.
„Ta narracja jednak, mówiąc kolokwialnie, kupy się nie trzyma. Już same podane przez prezydenta Nawrockiego dwa przykłady triumfu oręża polskiego: Orsza i Kłuszyn w jednym ciągu z Warszawą 1920 zupełnie do siebie nie pasują (…)” – napisał profesor, tłumacząc, że Bitwa pod Orszą była wynikiem rywalizacji litewsko-moskiewskiej, a nie rosyjskiego imperializmu. Dowodził nią zresztą Konstanty Ostrogski – prawosławny Rusin, którego trudno jednoznacznie utożsamiać z dzisiejszymi Ukraińcami czy Rosjanami.
Z kolei zwycięstwo hetmana Żółkiewskiego pod Kłuszynem, jak podkreślił Bartyzel, trudno traktować jako przykład obrony przed imperializmem, gdyż było to działanie zaczepne, które zakończyło się okupacją Kremla przez wojska polskie. „Jest raczej symbolem «imperializmu polskiego» – czego zresztą, broń Boże, nie powinniśmy się wstydzić, wprost przeciwnie, powinniśmy się tym chlubić, że byliśmy do ekspansji zdolni” – zaznaczył profesor.
Na zakończenie wyjaśnił, że bolszewicki atak na Polskę w 1920 roku nie miał nic wspólnego z tradycyjnym rosyjskim imperializmem.
„Lenin to nie Katarzyna II, a Trocki to nie Suworow czy Paskiewicz. Na czele Komitetu Rewolucyjnego w Białymstoku stali rdzenni Polacy: Marchlewski i litewski szlachcic Dzierżyński. To nie imperializm rosyjski stał w 1920 roku pod Warszawą, lecz armia czerwonego Antychrysta, niosąca groźbę zniszczenia każdemu narodowi, tak polskiemu, jak rosyjskiemu i jakiemukolwiek innemu w imię obłąkanej utopii komunizmu. To nie Rosja nam i światu wtedy zagroziła, lecz upiór ideologii wymyślonej zresztą przez europejskiego, niemieckojęzycznego Żyda” – podsumował.
Czytaj więcej: Udział Ukraińców w wojnie polsko-bolszewickiej 1920 roku
pch24.pl / Kresy.pl































