Garnizony położone na wschodzie Polski będą wzmocnione. Brygada rozpoznawcza i jej dowództwo powstaną w Białymstoku
Tak przynajmniej wynika z obietnic składanych przez Tomasza Siemoniaka, ministra obrony narodowej. Proces ma zakończyć się dopiero w 2017 r., a na razie resort jest na etapie tworzenia głównych założeń zmian dotyczących wzmocnienia wschodnich garnizonów. W ocenie opozycji, rzeczywistość w polskiej armii oraz okres przedwyborczy sprawiają, że tego rodzaju zapowiedzi trudno traktować poważnie.
Jak mówi poseł Michał Jach (PiS) z sejmowej Komisji Obrony Narodowej, sam pomysł sformowania jednostki i dowództwa rozpoznania w Białymstoku jest bardzo dobry. – Gdybyśmy tylko usłyszeli, że prace już ruszyły, że będzie to realizowane w przyszłym roku, to takie zapowiedzi mógłbym zaakceptować. Słyszymy jednak o roku 2017. Wiem, że utworzenie takiej struktury wymaga czasu, ale w regionie Europy Środkowo-Wschodniej mamy takie czasy, że potrzeba działań pilnych, ale też przemyślanych i przygotowanych. Zatem cieszyłbym się, gdyby pan wicepremier zakomunikował, że konkretne rzeczy w tym kierunku już zostały zrobione, że jest konkretny terminarz dalszych działań, a nie tylko, że chodzi o główne założenia – zaznacza poseł.
W Białymstoku od pięciu lat działa 18. Białostocki Pułk Rozpoznawczy. To właśnie ta jednostka ma stać się bazą dla brygady rozpoznawczej oraz jej dowództwa. To wiąże się z inwestycjami.
– Plany tworzenia brygady rozpoznawczej obejmują najbliższe lata. To nie jest rzecz, która się dzieje w ciągu tygodnia, dwóch – zaznaczył minister Siemoniak. Wicepremier nie krył, że przy wyborze lokalizacji dla rozpoznania nie bez znaczenia był fakt, że w Białymstoku jest wiele osób, które chcą pracować w wojsku. – Rozważaliśmy różne inne lokalizacje na dowództwo brygady rozpoznawczej, ale też chcę powiedzieć, że coraz większe znaczenie przy armii zawodowej ma to, jakie jest miasto, jakie jest zaplecze. Są rodziny: żony chcą pracować, dzieci chcą chodzić do dobrych szkół, dzieci chcą studiować, więc mając wybór, nie chcę tutaj mówić, jakie były inne kandydatury, no to Białystok tutaj zdecydowanie wygrywa – powiedział Siemoniak.
W Wojskach Lądowych są jednak trzy pułki rozpoznawcze i wszystkie są ulokowane w pobliżu wschodniej granicy: w Białymstoku, Hrubieszowie i Lidzbarku Warmińskim.
MON chce wzmocnić też garnizon w Suwałkach. Podczas wizyty w 14. Suwalskim Dywizjonie Artylerii Przeciwpancernej Siemoniak zapowiedział, że w ciągu około trzech lat infrastruktura tego dywizjonu ma zostać wzmocniona, a żołnierze zostaną doposażeni w nowy sprzęt.
– Chcemy, aby środek ciężkości został rozłożony na poszczególne jednostki. Będziemy wzmacniać jednostki zlokalizowane na wschodzie – dodał.
Główne założenia planu wzmocnienia wschodniej flanki resort ma przedstawić do końca miesiąca. Wiadomo jednak, że chodzi zarówno o zwiększenie liczby żołnierzy w tym rejonie Polski, jak i doposażenie ich w sprzęt. Zmianom mają towarzyszyć inwestycje w infrastrukturę. Pierwsze efekty planowanych działań mają być widoczne w latach 2016-2017.
Właśnie ta odległa perspektywa budzi największe wątpliwości opozycji.
– Polska potrzebuje dużego wzmocnienia Sił Zbrojnych. Nie tylko na wschodzie, ale w całym kraju. Potrzebuje zmiany koncepcji bezpieczeństwa. A takie przedwyborcze obietnice dotyczące czasu, w którym zapewne resortem obrony będzie kierował kto inny, trudno traktować poważnie – wskazuje poseł Jach. Jak podkreślił, trzeba pamiętać, że od 2008 r., od kiedy władzę przejęła koalicja PO – PSL, budżet MON po stronie wydatków nie został w pełni zrealizowany ani razu. Można mieć też uwagi co do samego sposobu wydatkowania tych środków. Co więcej, od ponad roku padają obietnice o zwiększeniu nakładów na obronność. Tymczasem nie stanie się to ani w tym roku, ani w przyszłym. Zmianę przynieść może dopiero rok 2016.
– Przez siedem lat nie wydawano przydzielonych przez rząd pieniędzy. To spowodowało, że Siły Zbrojne potrzebują intensywnego wsparcia finansowego, które przełoży się na większe bezpieczeństwo kraju – mówi Jach. Jak tłumaczy parlamentarzysta, mamy dobrze wyszkolonych żołnierzy, doświadczonych w misjach zagranicznych, mamy znakomite wojska specjalne, dobrze wykształcone kadry, z doświadczeniem w strukturach NATO. – Zasoby ludzkie są naprawdę na wysokim poziomie. Jednak dyslokacja wojsk, permanentne zmiany określane mianem restrukturyzacji, powodują bałagan. Brakuje też nowoczesnego uzbrojenia w wielu dziedzinach. To sprawia, że nasze Siły Zbrojne nie są na miarę nie tylko naszych ambicji, ale i potrzeb naszego państwa – dodaje nasz rozmówca. W jego ocenie, sprawdzianem sprawności MON i czasem na rozliczenia resortu z realizacji rysowanych planów będzie przyszły rok, w którym odbędą się wybory parlamentarne.
Marcin Austyn




























