NASA ogłosiła nowy, wyjątkowo ambitny plan powrotu ludzi na Księżyc. Agencja chce przyspieszyć program Artemis tak, by załogowe lądowanie doszło do skutku przed końcem dekady. Później misje na Srebrny Glob miałyby odbywać się regularnie – docelowo nawet co sześć miesięcy.
W planie jest także budowa stałej bazy na Księżycu. To jedna z największych zmian w amerykańskim programie księżycowym od lat.
„NASA jest zdeterminowana, by ponownie dokonać rzeczy niemal niemożliwych: wrócić na Księżyc przed końcem kadencji prezydenta Trumpa, zbudować tam bazę, ustanowić trwałą obecność człowieka oraz podjąć wszystkie inne działania niezbędne do zapewnienia Stanom Zjednoczonym przywództwa w przestrzeni kosmicznej” – powiedział w oświadczeniu administrator NASA Jared Isaacman.
Czytaj też: Trump obiecuje wysłać ludzi na Marsa
Radykalne przyspieszenie
Ogłoszony plan oznacza nie tylko próbę nadrobienia wieloletnich opóźnień, ale też zmianę całej filozofii działania. NASA poinformowała, że misja Artemis III, czyli pierwsza od dekad próba powrotu astronautów w pobliże Księżyca, zostanie przeprojektowana. Zaplanowana na 2027 rok ma skupić się na testowaniu kluczowych elementów całej architektury – przede wszystkim dokowania statku Orion z lądownikiem księżycowym na orbicie okołoziemskiej. Dopiero po sprawdzeniu tych systemów możliwe będzie przejście do właściwego etapu lądowań.
Kolejne misje – Artemis IV i Artemis V – mają już bezpośrednio prowadzić do powrotu ludzi na powierzchnię Księżyca. Jedna z nich ma być pierwszym lądowaniem, druga – powtórzeniem operacji i początkiem budowy infrastruktury, która w przyszłości umożliwi stałą obecność astronautów. NASA zakłada przy tym zwiększenie częstotliwości lotów oraz szersze wykorzystanie technologii wielokrotnego użytku i udziału sektora prywatnego.
Będzie baza księżycowa
Największą nowością jest plan budowy bazy księżycowej. NASA zamierza rozwijać ją etapami: od fazy testów i eksperymentów, przez częściowo zamieszkałą infrastrukturę, aż po stałą obecność człowieka na powierzchni Księżyca. Kluczową rolę mają odegrać częstsze misje robotyczne oraz rozwój mobilności na powierzchni, systemów zasilania, łączności i nawigacji.
Aby to osiągnąć, NASA zamraża projekt Gateway w jego obecnej formie. Gateway to planowana od lat niewielka stacja kosmiczna, która miała krążyć wokół Księżyca i służyć jako punkt przesiadkowy dla astronautów lecących na jego powierzchnię. Teraz agencja chce ograniczyć ten projekt i wykorzystać część jego elementów bezpośrednio na potrzeby infrastruktury księżycowej. Zamiast budować zaplecze na orbicie, NASA stawia na obecność na powierzchni.
Według Reutersa nowa baza ma kosztować około 20 miliardów dolarów.
Testy napędu jądrowego i wyścig z Chinami
Równolegle NASA zapowiedziała rozwój przełomowego statku międzyplanetarnego Space Reactor-1 Freedom. Ma to być pierwsza jednostka wykorzystująca napęd jądrowy, która jeszcze przed końcem 2028 roku miałaby wyruszyć w kierunku Marsa, testując nowe możliwości eksploracji głębokiego kosmosu.
Przyspieszenie programu nie jest przypadkowe. NASA otwarcie mówi o konieczności odzyskania tempa i utrzymania amerykańskiego przywództwa w kosmosie w obliczu chińskich planów załogowego lotu na Księżyc około 2030 roku.
Nowa strategia wyraźnie wpisuje się też w priorytety Białego Domu i administracji Donalda Trumpa, która zakłada powrót Amerykanów na Księżyc jeszcze przed końcem dekady i budowę fundamentów trwałej obecności poza Ziemią.
Tymczasem NASA przygotowuje się do ważnego kroku. Już w kwietniu planowany jest start misji Artemis II – pierwszego od ponad pół wieku załogowego lotu w kierunku Księżyca. Czteroosobowa załoga na pokładzie statku Orion wykona lot wokół Księżyca bez lądowania, testując kluczowe systemy przed kolejnymi etapami programu.
Czytaj też: Trump tnie budżet NASA. Pomoże firmie Muska polecieć na Marsa
Kresy.pl / NASA / Reuters / LiveScience































