Nawet biorąc pod uwagę panującą na Ukrainie biedą zarobki ukraińskich urzędników, w tym tych najwyższych, są zaskakująco niskie. Mają się nijak do dochodów ujawnionych w ich deklaracjach podatkowych.

Jak wyliczyła wczoraj “Rzeczpospolita” najwyższa pensja przysługuje premierowi Arsenijowi Jaceniukowi. Zarabia on miesięcznie 20 tys. hrywien czyli równowartość około 2,8 tysiąca złotych. Sama głowa państwa – Petro Poroszenko, za pełnienie funkcji prezydenta otrzymuje równowartość około 1600 zł. Przewodniczący Rady Najwyższej Wołodymyr Hrojsman corocznie dostaje w ramach swojej pensji równowartość 850 zł, zaś minister rozwoju gospodarczego i handlu Aivaras Abramavicius, który niedawno podał się do dymisji, oznajmił że zarabiał równowartość 750 zł. To i tak więcej niż średnia pensja na Ukrainie, która wynosi obecnie nieco ponad 4 tys. hrywien czyli około 560 zł.

Kwoty te mają się nijak do majątków rozpisywanych w deklaracjach podatkowych polityków. Sam premier Jaceniuk przyznał, że tylko odsetki od bankowych oszczętności przyniosły mu w 2014 r. 965 tys. hrywien czyli około 140 tys. złotych. Jak to możliwe? “Ukraińscy ministrowie nigdy nie żyli jedynie z pensji. Resztę otrzymują z łapówek, które wpływają na specjalne konta w bankach austriackich, szwajcarskich lub holenderskich. W przetargach na Ukrainie wygrywają tylko ci, którzy zrobili wcześniej przelew na wskazane zagraniczne konto. Inaczej ministrowie nie mieliby tak drogich zegarków i samochdów nie mówiąc o willach” – odpowiada “Rzeczpospolitej” ukraiński ekonomista Ołeksandr Ochrimienko.

rp.pl/kresy.pl

forma płatności