Według „The Wall Street Journal”, niemieccy śledczy uznali, że grupa Ukraińców podejrzewanych o uszkodzenie Nord Stream działała pod kierunkiem ówczesnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy, gen. Walerija Załużnego.

W poniedziałek „The Wall Street Journal” poinformował, że niemieccy śledczy uznali, iż grupa obywateli Ukrainy podejrzewana o wysadzenie gazociągów Nord Stream na Morzu Bałtyckim działała pod kierownictwem ówczesnego głównodowodzącego Sił Zbrojnych Ukrainy, gen. Walerija Załużnego. Taką tezę – według gazety – formułują policja, prokuratura oraz osoby zaznajomione z przebiegiem dochodzenia.

Według ustaleń cytowanych przez dziennik, organy ścigania miały uzyskać „klarowny obraz” tego, jak wyspecjalizowana ukraińska jednostka wojskowa przeprowadziła operację pod bezpośrednim nadzorem Załużnego. Niemieccy funkcjonariusze, śledząc wypożyczalnie łodzi, numery rejestracyjne i aktywność telefoniczną, przygotowali podstawy do wystawienia nakazów aresztowania wobec trzech żołnierzy specjalnej jednostki oraz czterech nurków głębinowych, będących byłymi wojskowymi.

Zobacz też: Zatrzymany ws. Nord Stream w stanie krytycznym. Kijów żąda reakcji

Źródła, na które powołuje się „WSJ”, twierdzą, że celem sabotażu było ograniczenie rosyjskich wpływów z eksportu surowców oraz osłabienie gospodarczej współpracy Rosji z Niemcami.

Kluczowym dowodem – jak podaje gazeta – miało być niewyraźne, czarno-białe zdjęcie wykonane przez niemiecki fotoradar. Uchwycono na nim twarz jednego z ukraińskich nurków, a policja przy użyciu komercyjnego oprogramowania do rozpoznawania twarzy w krótkim czasie zidentyfikowała jego profile w mediach społecznościowych oraz strony zawodowe powiązane z innymi podejrzanymi. Według śledczych mężczyzna został następnie przewieziony z Polski na Ukrainę samochodem z dyplomatycznymi tablicami, który – według relacji – miał prowadzić attaché wojskowy Ukrainy w Warszawie.

Ustalenie tożsamości dowódcy grupy sabotażowej, opisywane przez dziennik, okazało się bardziej skomplikowane. Do dyspozycji funkcjonariuszy pozostawała początkowo jedynie fotografia z ukraińskiego paszportu użytego podczas operacji – prawdziwego dokumentu wystawionego na inne nazwisko, co, jak twierdzi policja, bywa stosowane w działaniach ukraińskich służb. Mężczyzna nie figurował w mediach społecznościowych ani w bazach danych państw europejskich oraz sojuszniczych.

Zobacz też: Włochy zgadzają się wydać Niemcom Ukraińca podejrzanego o sabotaż Nord Stream. Obrona zapowiada odwołanie

Wkrótce służby graniczne jednego z państw zaprzyjaźnionych miały odnaleźć odpowiednie dopasowanie. Ustalono, że podejrzany podróżował tam służbowo. Śledczy otrzymali następnie kopię paszportu z prawdziwymi danymi. Miał to być Serhij K., 46-letni weteran Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, który wstąpił do sił specjalnych w dniu rozpoczęcia rosyjskiej agresji i dowodził jednostką obrony powietrznej podczas walk o Kijów w pierwszych tygodniach wojny na Ukrainie.

Według „WSJ” włoski sąd ma do grudnia zdecydować, czy przekaże podejrzanego stronie niemieckiej. Niemiecka policja ma już przygotowany samolot, który – w przypadku decyzji o ekstradycji – zabierze Serhija K. do Hamburga, gdzie ma stanąć przed sądem.

Kresy.pl/WSJ

Tagi: , , ,
forma płatności